Płocki szczypiorniak po latach – Alosza Szyczkow

REKLAMA

Mistrzostwa mistrzostwami, ale nasza ekipa nie przestaje ciężko pracować. Tym razem otwieramy kolejną nowinkę dla fanów szczypiorniaka w Płocku. Będzie to seria wywiadów z dobrze zapowiadającymi się niegdyś zawodnikami, którzy z różnych powodów musieli odejść z Wisły. Wspomniana seria wywiadów będzie nosić nazwę, „Płocki szczypiorniak po latach”, a pomysłodawcą i autorem wywiadu jest Tomasz Zaręba.

W pierwszej części cyklu przybliżymy Wam sylwetkę super osobowości – Aloszę Szyczkowa. Alosza trafił do Płocka w wieku juniora i od samego początku był bardzo ceniony w naszym mieście, jak również w Polsce. Niestety, po raz kolejny biurokracja i układy zahamowały rozwój wielkiego talentu. Jak do tego doszło, jak Alosza wspomina pobyt w Płocku i jak przebiega jego kariera, opowie sam zainteresowany.

PowiązaneTematy

Alosza, może wróćmy do początku Twojej przygody z Wisłą. Do Płocka trafiłeś jeszcze jako junior, w pierwszym zespole zadebiutowałeś w sezonie 2001/2002. Czy po latach czujesz się wychowankiem Wisły?

Nie mogę się czuć wychowankiem, ponieważ pierwsze 4 lata mojej kariery trenowałem w klubie Czuwaj Przemyśl. Przygodę z piłką ręczną zacząłem dość późno, w wieku 14 lat, dlatego do Płocka trafiłem już prawie jako pełnoletni zawodnik.

A jak dzisiaj wspominasz okres gry w Płocku?

Były wzloty i upadki, ale ogólnie rzecz biorąc, mogę śmiało stwierdzić, że było to prawie 8 najlepszych lat mojej kariery!

W czasie Twojej gry w Wiśle wydawało się, że Twoja kariera z roku na rok nabiera rozpędu i możesz na lata stać się podporą Nafciarzy, tak się jednak nie stało. Przypomnij nam, w jakich okolicznościach rozstałeś się z Wisłą?

Były to wspaniałe czasy zarówno dla Wisły, jak i dla mnie. Z pewnością moglibyśmy dalej współpracować, gdyby nie postaci Łukasza Szczuckiego – managera i dyrektora sportowego, oraz prezesa klubu, pana Krzysztofa Dmoszyńskiego.

Na czym polegał „konflikt interesów” Twoich z ówczesnym prezesem klubu oraz dyrektorem sportowym?

Oficjalnego konfliktu nie było. Była jedna fałszywa lub, delikatniej mówiąc, niezupełnie prawdziwa informacja na temat mojego stanu zdrowia.

O ile dobrze pamiętam, mówiło się, że masz problemy z kręgosłupem i nie jesteś w stanie dalej grać w piłkę ręczną?

To stało się powodem rozwiązania ze mną kontraktu, a oprócz tego, co się później okazało, stworzeniem mi sporych problemów do budowania mojej dalszej kariery! Ci dwaj panowie, nie wiem, który bardziej… wyjątkowo postarali się, bym nie miał dobrej opinii w środowisku polskiej piłki ręcznej. Prawdą było, że moja wada w kręgosłupie była i jest ze mną od urodzenia, jednak jest stabilna i sport w żaden sposób nie zagraża mojemu zdrowiu. Najśmieszniejsze jest to, że w klubie o tym wiedzieli od momentu mojego trafienia do Wisły (ówczesnej Petrochemii). Prawdą też jest, że gram do tej pory w pełnym wymiarze i wszystko funkcjonuje jak najbardziej prawidłowo!

Może w jakiś sposób podpadłeś ówczesnym władzom w klubie? Jak myślisz, co mogło być powodem takich działań?

Na pewno nie był to konflikt z kimkolwiek z drużyny lub z władz klubowych. Zawsze byłem pracowity i dawałem z siebie wszystko na meczach i treningach. Tak po latach wydaje mi się, że był to jakiś układ w klubie, ktoś miał w tym jakiś interes, potrzebowali wolnego miejsca do ściągnięcia nowych zawodników. Przypominam, że był to okres fenomenalnych zakupów zawodników z „najwyższej światowej półki”.

Więc można powiedzieć, że trzeba było zrobić w drużynie miejsce dla zagranicznych zawodników, a twoje problemy zdrowotne były tylko dobrym pretekstem dla opinii publicznej, aby się z Tobą rozstać?

Moje problemy były okazją, by zrobić wolne miejsce w drużynie. Później tych wolnych miejsc powstało więcej. A tak na dobra sprawę przypuszczam, że ktoś po prostu miał spory przypływ gotówki w tym czasie!

Rozumiem. Mimo wszystkich problemów i kłód rzucanych pod nogi, nie załamałeś się i zakotwiczyłeś w Nielbie Wągrowiec, gdzie udowodniłeś wszystkim, że pogłoski o Twoim stanie zdrowia są przesadzone i bez problemu możesz grać i trenować. Działacze Nielby wyciągnęli rękę w tym trudnym dla Ciebie okresie?

Tak się stało. Przy moim zakontraktowaniu w Nielbie po raz kolejny bardzo był mi pomocny mój pierwszy trener w Wiśle, pan Edward Koziński (bardzo trenera pozdrawiam!). Dla przypomnienia, to właśnie pan Edward wypatrzył mnie jako utalentowanego młodego zawodnika i sprowadził do Płocka. W Nielbie rozegrałem trzy ekstraklasowe sezony. Grałem praktycznie po 60 minut w każdym meczu i nie miałem żadnych problemów ze zdrowiem.

Wielu wychowanków trenera Kozińskiego po latach opisuje go nie tylko jako świetnego szkoleniowca. Podkreślają zawsze, że był dla nich jak drugi ojciec – podpiszesz się pod tą opinią?

Zgadzam się w stu procentach!

Wróćmy do przebiegu Twojej kariery. Jak wspomniałeś, w Nielbie rozegrałeś trzy sezony. Po tym czasie wyjechałeś z Polski i słuch o Tobie zaginął. Powiedz nam, jak dalej potoczyła się Twoja kariera?

Ostatni sezon w Nielbie nie był dla mnie do końca udany. Zerwałem więzadła w kostce, po czym miałem dość długą rehabilitację. Po spadku Nielby do I ligi, postanowiłem wyjechać za granicę. Znalazłem swoje miejsce w Luksemburgu.

Dla kibiców w Polsce to dosyć egzotyczny kierunek. Możesz nam przybliżyć charakterystykę ligi, jak do niej trafiłeś oraz przedstawić swój obecny zespół?

Jest to bardzo małe, ale urocze państewko pomiędzy Niemcami, Belgią i Francją. Ogólnie poziom sportów nie jest oszałamiający, aczkolwiek piłka ręczna jest tu dość popularna, a rozgrywki ligowe zawsze mają 4-5 zespołów o bardzo zbliżonym poziomie. Myślę, że te zespoły nie zawojowałyby polskiej superligi, ale z pewnością powalczyłyby o miejsca od szóstego w dół.

A Twój były i obecny klub?

Z poprzednim moim zespołem, Handball Club Käerjeng, w zeszłym roku zostaliśmy mistrzami tego kraju. Po sezonie dostałem propozycję z innego zespołu, również z Luksemburga i teraz gram w HBD Dideleng, z którym również walczymy o mistrza!

Wyobraź sobie, że zgłasza się do Ciebie klub z Polskiej Superligi – jesteś gotowy podjąć rozmowy, czy już zadomowiłeś się w Luksemburgu i raczej nie planujesz powrotu do Polski?

Ja nigdy nie zamknąłem za sobą furtki. Z miłą chęcią porozmawiałbym z każdym zespołem, który byłby zainteresowany moją osobą.

Pozwolisz, że wrócę jeszcze na chwilę do czasów Twojej gry w Płocku. Z Wisłą zdobyłeś 5 złotych i 2 srebrne medale Mistrzostw Polski oraz trzykrotnie sięgałeś po Puchar Polski. Występowałeś również w Lidze Mistrzów. Zdradź nam, czy kiedykolwiek pojawiła się dla Ciebie szansa na wyjazd do którejś z najsilniejszych lig europejskich? Były oferty z Niemiec, Hiszpanii czy Francji?

Niestety, nie miałem żadnych ofert spoza Polski, ale też i nie szukałem. Nie miałem zamiaru opuszczać Wisły. Nie byłem przygotowany w tamtym momencie, że moja kariera z tym klubem skończy się tak szybko. Inaczej poszukałbym dobrego menadżera, ponieważ bez niego ciężko jest wyjechać do dobrego klubu. Na ten czas, jako 25-letni zawodnik, z tymi osiągnięciami, jasną rzeczą jest, że chce się kontynuować dobrą passę. Niestety, trochę nie było mi to dane…

W pewnym momencie pojawiła się szansa Twojej gry w Reprezentacji Polski. Podobno były podjęte kroki, abyś otrzymał Polski paszport i mógł zadebiutować w pierwszej reprezentacji. Powiedz, w jakim stopniu to jest prawda i co stanęło na przeszkodzie w realizacji tego celu?

Od początku mojego przyjścia do Płocka byłem nominowany do Reprezentacji Polski. Najpierw juniorskiej, później były dość częste wzmianki o pierwszej, seniorskiej reprezentacji. Problemem był mój ukraiński paszport. W normalnym trybie te sprawy urzędowe w Polsce trwają lata, wiec przez ten cały okres w Wiśle prosiłem o pomoc klub, żeby spróbować jakoś to przyśpieszyć, ale nic z tego nie wyszło. Otrzymałem Polski paszport po niemalże 14 latach ubiegania się o obywatelstwo, w wieku 27 albo 28 lat. Niestety, moje najlepsze czasy były już za mną, tak przypuszczam, ponieważ już nie było zainteresowania moją osobą, jeśli chodzi o kadrę.

Nie było odpowiedniego wsparcia od klubu, czy jednak formalności urzędowe stanęły na przeszkodzie?

Jedno i drugie.

Alosza, ostatnie pytanie – czy śledzisz jak radzi sobie obecnie Wisła? Czy miałeś okazję osobiście odwiedzić Orlen Arenę? Podziel się z płockimi fanami na co, Twoim zdaniem, stać w tym sezonie zespół prowadzony przez Manolo Cadenasa? Zwycięstwo nad odwiecznym rywalem z Kielc i odzyskanie PP i MP jest realne?

Jak najbardziej, śledzę poczynania Wisły. Jednocześnie strasznie zazdroszczę, że nie mogę być częścią tego zespołu. Teraz, przy takim trenerze i z takimi zawodnikami… Troszkę mnie smuci fakt coraz mniejszej ilości wychowanków w płockim klubie. Niestety, dość często jest to cena budowania zespołu na poziomie europejskim. Jednak nie twierdzę, iż nie dałbym sobie rady w Wiśle teraz. Od momentu przeniesienia do Orlen Areny, miałem okazję być na jednym albo dwóch spotkaniach, no ale sprawa wygląda dość jasno – w czasie spotkań Wisły ja rozgrywam swoje mecze. Co do kibiców, to myślę, że motywować ich nie trzeba, a i frekwencja na hali w ostatnich latach znacząco się zwiększyła.

Więc Puchar Polski i Mistrzostwo Polski trafią do…?

Kibice muszą tylko bardzo mocno wierzyć w to, że Puchar Polski i Mistrzostwo wreszcie wrócą do Płocka. Ja przynajmniej w to wierzę, a jak wspominam czas spędzony w Wiśle, kibice byli zawsze wspaniali, wyjątkowi i to zawsze oni byli naszym 8-mym zawodnikiem! Dlatego moja rada dla sympatyków – co by się nie działo: skakać, krzyczeć, śpiewać i wierzyć, bo wiara czyni cuda!

Alosza, bardzo Ci dziękuję za poświęcony czas, świetny wywiad. W imieniu swoim i fanów Wisły życzę Ci zdrowia oraz dalszych sukcesów sportowych. Mam nadzieję, że będzie nam jeszcze dane oglądać Cię na parkietach Polskiej Superligi.

Ja również dziękuje bardzo! A pomysł odświeżenia kibicom postaci byłych zawodników Wisły uważam za świetną ideę!

Wywiad przeprowadził Tomasz Zaręba – nowy człowiek na pokładzie handballplock.pl