Skąd czerpie inspirację w swojej kuchni znana płocka choreografka i trenerka tańca? Jakie smaki dzieciństwa utkwiły w jej pamięci i co to jest zeszyt do szybkiego zapamiętania? Zapraszamy na kolejny odcinek naszego cyklu “Płocczanie od kuchni”.

Naszym dzisiejszym gościem jest Katarzyna Sylwestrzak – trenerka i choreografka Zespołu Cheerleaders Szkoły Wyższej im. Pawła Włodkowica w Płocku „Impresja”, który osiąga sukcesy na arenie międzynarodowej. Jest też prezeską Stowarzyszenia Na Rzecz Rozwoju Tańca IMPRESJA i członkiem zarządu Polskiego Stowarzyszenia Cheerleaders. Przez 7 lat pracowała jako instruktor-choreograf Zespołu Pieśni i Tańca „Masovia”, była też nauczycielem wychowania fizycznego w szkole podstawowej nr 18 w Płocku.

W domu odtwarzam smaki podróży

Jak sama twierdzi, jej zainteresowania wiążą się częściowo z pracą. – Ale oznacza to, że robię to, co lubię – dodaje szybko. – Projektuję stroje, miksuję muzykę do układów tanecznych, organizuję wyjazdy zespołu i swojej rodziny i mam fioła na punkcie zdrowego żywienia, ale nie odchudzania – śmieje się pani Kasia i tłumaczy, że preferuje jedzenie z jak najmniejszą ilością chemii i przetworzenia.

Ze względu na swoją pracę i uczestnictwo zespołu w wielu, również międzynarodowych konkursach, trenerka dość często spędza czas w podróży. – Uwielbiam podczas wyjazdów poznawać nowe smaki i potrawy – zdradza. – Te łatwiejsze, które jestem w stanie odtworzyć w domu, przemycam do swojej kuchni. Po każdym wyjeździe zagranicznym organizuję dla rodziny kolację, na której przyrządzam potrawy, które poznałam. Częstuję ich przysmakami, owocami i ciekawymi przyprawami. Oglądamy zdjęcia i opowiadam, opowiadam, opowiadam – uśmiecha się nasza rozmówczyni.

Kluski, placki, zapiekanki, frytki – ziemniak rządził!

Jakie potrawy wspomina pani Kasia z dzieciństwa? – Jako dziecko nie lubiłam jeść żadnych nowych potraw – przyznaje trenerka. – Wszystko w ilościach „byle przeżyć”. Najważniejszą zupą, jak w większości domów, był rosół. Kluski do niego robiła moja mama. Stałam przy niej i patrzyłam, jak szybko spod noża wyskakują cieniutkie niteczki, które ja przejmowałam i rozsypywałam na stolnicy z mąką, żeby się nie skleiły – wspomina Katarzyna Sylwestrzak, powracając do dawnych lat.

– W każdą niedzielę musiało być w domu ciasto. Najczęściej drożdżowe, bo wszyscy je uwielbialiśmy z masełkiem i zimnym mlekiem. A jak udało się kupić mleko od gospodarza (podjeżdżali często pod bloki i sprzedawali z samochodu), to już była większa akcja. Zbieranie śmietany, robienie zsiadłego, a z reszty twarogu. Nic się nie marnowało, takie były czasy. Mięsa nie było za dużo. Szynka tylko na niedzielę. Ale dzięki temu, w domu królowały warzywa, owoce i nabiał – opowiada choreografka.

Specjalne miejsce we wspomnieniach pani Kasi mają… ziemniaki. – Fakt, ziemniaki rządziły – przyznaje. – Kluski ziemniaczane, placki ziemniaczane, kluski śląskie, zapiekanki ziemniaczane i frytki. Choć jak musiałam ich pociąć cały gar, a potem usmażyć, to zapał trochę mi mijał. Były też kluski z owocami i zupy owocowe, naleśniki, pierogi itd. – śmieje się trenerka.

Czy w jej kuchni również dominują potrawy, których smakowała jako dziecko? – Moja rodzina nie lubi słodkich smaków, ani pierogów ani ciast. Dlatego moja kuchnia też jest inna – zdradza pani Kasia. – Niestety, wszystkiego uczyłam się sama. Moi dziadkowie i rodzice szybko odeszli. Nie jeździłam na niedzielne obiadki do babci, bo jej nie miałam. Nie mogę więc powiedzieć, że moja babcia gotowała najlepiej na świecie – mówi ze smutkiem w głosie.

Zaraz jednak uśmiech wraca. – Ja tworzę własną kuchnię i własne smaki. Lubię kuchnię grecką z dużą ilością warzyw duszonych w oliwie z oliwek. Lubię kuchnię włoską, owoce morza, pasty, sałatki i surówki. Uwielbiam świeżo wyciśnięty sok z owoców i ryby, zwłaszcza z grilla. Bardzo lubimy szpinak. W naleśnikach, makaronach, jako dodatek do mięs i zup. Nie lubimy wieprzowiny, więc jej nie jemy – wymienia jednym tchem trenerka cheerleaderek.

– Jemy to, co w danym okresie jest. Oprócz ogórków, które robi moja teściowa, nie robię żadnych przetworów. Jak jest czas na truskawki, to jem truskawki, jak jest czas na paprykę, to jest jej więcej w mojej kuchni, czy młodą kapustę. Uwielbiam na nie czekać cały rok, a potem delektować się ich smakiem i znów tęsknić – zdradza przepis na swoją kuchnię Katarzyna Sylwestrzak.

Zapamiętywajka w zeszycie

Współczesne czasy wymuszają szybkie życie, które z kolei powoduje brak czasu i coraz częstsze korzystanie z ofert barów czy restauracji. Czy w przypadku pani Kasi jest podobnie? – Bardzo rzadko jadamy w restauracjach – zaskakuje nasza rozmówczyni. – Gotuję w domu. Obiad to jedyny posiłek, który jadamy w tygodniu razem, dlatego jest on dla mnie tak ważny i zawsze w domu jest. Na chwilę zatrzymujemy się, by zaraz znów biec do swoich zajęć – tłumaczy trenerka. – Wieczorem natomiast tworzę sałatki z tego, co znajdę w lodówce. Czasami jest to sprecyzowane, bo wiem, na jaką sałatkę mam ochotę. Ale jak nie wiem co, to podpowie mi lodówka tym, co ma – śmieje się pani Kasia.

Z tych improwizacji nieraz stworzy się naszej bohaterce coś pysznego. – Mówię sobie: „Zapamiętaj!”, po czym niestety – „czarna dziura” – żartuje choreografka. – Ostatnio stworzyłam sobie więc zeszyt „do szybkiego zapamiętywania”. Jest zawsze pod ręką i jak coś „zamieszam”, a będzie dobre, to szybko mam gdzie zapisać – zdradza swój sekret.

Jakimi popisowymi potrawami częstuje Katarzyna Sylwestrzak swoich gości? – Nie mam chyba swoich „popisowych” dań. Jeśli zapraszam znajomych, to staram się robić różne potrawy. To trochę tak, jak z występami mojego zespołu na meczach płockiego szczypiorniaka – co mecz inne układy, żeby się nie znudziły. I moja kuchnia też taka jest – wyjaśnia pani Kasia. – Lubię, żeby zatęsknić za jakąś potrawą. Lepiej wtedy smakuje i nie nudzi się – dodaje.

Nasza rozmówczyni w kuchni lubi piec ciasta i robić słodkie desery. – Ale przez to, że moja rodzina takich rzeczy nie lubi, to ciasto robię tylko na przyjęcia lub zawożę na zajęcia do spróbowania moim tancerkom. Mam pewność, że wszystko rozejdzie się z prędkością światła. No i satysfakcję, że mogłam upiec sobie ciasto, a im to smakuje – śmieje się trenerka.

Co w takim razie zaproponuje naszym czytelnikom? – Wiele rzeczy wykonuję na oko i ciężko mi podać przepis. Jak zaczęłam zastanawiać się, co mogę państwu zaproponować, to się przeraziłam. Nie znam żadnych proporcji! – wyjaśniła pani Kasia, podając ostatecznie przepis na pyszne naleśniki ze szpinakiem, do tego krewetki, a na deser szarlotka :)

  • SKŁADNIKI
    Farsz do naleśników:
    – 500 g świeżego szpinaku
    – 3 ząbki czosnku
    – 50 g masła
    – ser żółty starty
    – kilka łyżek śmietany
    – papryka w proszku, szczypta chili
    – sól, pieprz.

    WYKONANIE
    Świeży szpinak płuczemy i blanszujemy (wrzucamy na 3 min do wrzącej wody). Starannie odcedzamy i siekamy. Możemy użyć mrożonego szpinaku (jedno opakowanie). Wrzucamy połowę masła na patelnię, dodajemy wyciśnięte ząbki czosnku i po chwili wrzucamy posiekany szpinak. Dorzucamy przyprawy i smażymy, mieszając dość często, ok. 10 min, na nie dużym ogniu. Jeśli będzie za mało masła to dokładamy, by szpinak nie był suchy. W misce mieszamy starty ser ze śmietaną. Przyprawiamy solą i pieprzem. Do przygotowanych wcześniej naleśników wkładamy niedużą ilość farszu, trochę sera ze śmietaną i zawijamy. Tak przygotowane naleśniki wkładamy jeszcze na patelnię i kilka minut podsmażamy, aby rozpuścił się ser. Na wierzchu naleśników możemy posypać też ser i go rozpuścić lub posmarować je gęstym sosem pomidorowym.

  • Bonusem do tej potrawy mogą być krewetki z suszonymi pomidorami, czosnkiem i pietruszką.

    Składniki:
    – paczka mrożonych krewetek
    – 50 g masła
    – 4 ząbki czosnku
    – 5-7 sztuk suszonych pomidorów
    – pęczek zielonej pietruszki

    Wykonanie: Mrożone krewetki rozmrażamy pod bieżącą wodą. Wrzucamy na patelnię 50 g masła i wyciśnięte 4 ząbki czosnku. Wrzucamy pokrojone suszone pomidory (ok. 5-7 sztuk) lub dwie łyżki pasty z suszonych pomidorów. Po chwili dodajemy krewetki i pęczek zielonej pietruszki. Dusimy pod przykryciem ok. 5-7 min.

  • A na deser najszybsza szarlotka świata.
    Składniki:
    – 1 szklanka mąki
    – 1/2 szklanki cukru
    – 1 szklanka kaszy manny
    – 1-2 łyżeczki proszku do pieczenia
    – 1 cukier wanilinowy i cukier do startych jabłek
    – 1,5 kg jabłek najlepiej szarej renety
    – 1/2 kostki margaryny lub masła.

    Wykonanie:
    Mąkę, kaszę i cukier połączyć w misce. Podzielić na 3 części. Zetrzeć jabłka, wsypać cukier i cukier wanilinowy. Do tortownicy wsypać jedną część sypkiego, położyć na niej połowę jabłek. Znów sypkie i na nie jabłka i na końcu trzecią część sypkiego. Na ostatnią warstwę położyć równomiernie na całej powierzchni pocięte w plastry masło. Piec w piekarniku z termoobiegiem 1h w temperaturze 160°C.

SMACZNEGO!

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Warto Przeczytać

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji