Kacper Adamski: Mam zapewnienie od trenerów, że po sezonie mogę grać na piasku…

REKLAMA

Runda rewanżowa w PGNiG Superlidze zbliża się wielkimi krokami, postanowiliśmy więc przeprowadzić kolejny wywiad z jednym z płockich talentów, Kacprem Adamskim. Kacper obecnie reprezentuje barwy gdańskiego Wybrzeża, z którym stoczy bój o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ten zdolny zawodnik opowiada nam o kulisach odejścia z Płocka, jak również pierwszych wrażeniach, których doświadczył w zupełnie nowych realiach sportowych. Wypytaliśmy go także o cele na przyszłość, w których nie zabrakło tematu Petry Płock. Zapraszamy do wywiadu z rodowitym płocczaninem.

Kacper, rozpoczął się nowy rok, a wraz z nim najtrudniejszy etap przygotowań w zespołach PGNiG Superligi. Jak wygląda ten okres w twoim obecnym klubie, Wybrzeżu Gdańsk?

PowiązaneTematy

– Przygotowania są bardzo ciężkie, ponieważ nasi trenerzy są wymagający. W tygodniu mieliśmy 7 treningów, które nie należały do lekkich. Musieliśmy zbudować siłę i poprawić wydolność przed drugą częścią sezonu. Myślę, że sumiennie przepracowaliśmy ten okres przygotowawczy, który zaowocuje w lidze.

Wiosną czeka was wiele ważnych spotkań w walce o utrzymanie. Zaczynacie od mocnego uderzenia, czyli rewanżu ze Stalą Mielec, która rozbiła was jesienią. Czy jesteście w stanie wygrywać z tego pokroju zespołami i, co za tym idzie, powalczyć o miejsce w najlepszej 8 na finiszu rundy zasadniczej?

– Przed nami bardzo trudne zadanie w tej rundzie, ponieważ z zespołami, które musimy pokonać, grać będziemy na wyjazdach. Oczywiście, że stać nas na wygrywanie z takimi rywalami. Tam grają ludzie, a nie roboty… Poza boiskowym doświadczeniem, nie różnimy się zupełnie niczym od innych.

Zajmujecie dopiero 11. lokatę, ale chyba to miejsce w ligowej tabeli nie do końca oddaje wasze zaangażowanie i walkę. Potrafiliście powalczyć z Vive, zremisować z Azotami Puławy, zagrać super zawody z MMS-em Kwidzyn i dwa niezłe mecze z Zagłębiem Lubin, ale mimo całkiem niezłych meczów, zdobyliście w nich zaledwie dwa punkty.

– Owszem… Musimy przede wszystkim nauczyć się wygrywać mecze, w których gramy na styku. Czasami brakuje nam szczęścia i, oczywiście, doświadczenia. Żałujemy, że pozwoliliśmy odebrać sobie cenne punkty w końcowych minutach tych spotkań, o których wspomniałeś.

Co, twoim zdaniem, może zadecydować o utrzymaniu się w lidze?

– Walka do upadłego i pozytywne myślenie.

Odejdźmy na chwilę od tematu Wybrzeża i porozmawiajmy o Płocku i Legnicy. Zacznijmy od Wisły Płock. Czy po ukończeniu wieku juniora miałeś możliwość pozostania w swoim macierzystym klubie?

– Nie, nikt ze mną nie rozmawiał… Szukałem klubu na własną rękę.

W ogóle? Czy ktoś próbował Ci pomóc przy szukaniu nowego pracodawcy?

– Nawet… nie było żadnego tematu.

Nie sądzisz, że jest to bardzo dziwne? Przecież byłeś reprezentantem kraju w swojej kategorii wiekowej i wyróżniającym się zawodnikiem w Płocku?

– W klubie brakowało kogoś, kto pomógłby młodym wychowankom w znalezieniu nowego zespołu. Młody zawodnik nie wie jak zabrać się za tego typu sprawy. Ja dzwoniłem do różnych klubów i pytałem, czy byliby zainteresowani moją osobą. Wtedy mówiono mi, żebym przyjechał na trening i „się zobaczy, co z tego wyjdzie”. Oczywiście, nie chcę narzekać na klub [Wisłę Płock – przyp.red.], ponieważ gdyby nie Wisła, to nie grałbym w piłkę ręczną.

Dla wielu kibiców w Płocku takie decyzje są niezrozumiałe. Głównie dlatego, że np. Mateusz Piechowski dostał szansę na rozwój. Natomiast wielu innych, w mojej opinii, lepiej wyszkolonych zawodników, po prostu odrzucono. Czy nie jest to dla Ciebie ciosem poniżej pasa?

– Nie chcę tego oceniać, wolę skupić się na sobie. Takie decyzje nie należą do mnie, a do trenerów. Trener zauważył w nim potencjał, więc dał mu szansę.

Jakie były twoje pierwsze odczucia po odejściu z Wisły? Nie czułeś się zagubiony, czy też zapomniany?

– Nie, nie czułem się zapomniany, czy też zagubiony. Miałem i nadal mam wsparcie ze strony rodziców. W tamtej chwili również trenerzy próbowali mi coś podpowiedzieć, gdzie szukać swoich szans. Jedynie w samym klubie brakowało pomocy w znalezieniu nowego klubu.

Gdzie zatem szukałeś swoich szans?

– W Głogowie, Piotrkowie Trybunalskim i Legnicy, do której trafiłem.

Jak przebiegały negocjacje w klubach ze wspomnianych miast i dlaczego wybrałeś Legnicę?

– W pierwszych dwóch miastach odbyłem po zaledwie jednym treningu. Nie było więc żadnych negocjacji, a do Miedzi Legnica trafiłem głównie dlatego, że trener był zainteresowany moją osobą. Zanim jednak poznałem trenera, słyszałem o nim wiele dobrego, postanowiłem więc zostać w Legnicy.

Jak wyglądały twoje początki w nowym otoczeniu?

– Nie było źle, ale tęskniłem za rodziną i dziewczyną. Koledzy z zespołu byli dla mnie w porządku i wiele mi pomagali, dzięki czemu moja aklimatyzacja przebiegła dość szybko.

W Miedzi grałeś wraz z innym wychowankiem Wisły, Bartoszem Dudkiem. Czy pomagaliście sobie?

– Jasne, że tak, wspieraliśmy się nawzajem.

Jak z perspektywy czasu oceniasz okres spędzony w Miedzi Legnica?

– Na duży plus! Nauczyłem się czegoś nowego od trenerów, których tam miałem.

Mimo to, postanowiłeś zmienić otoczenie. Dlaczego odszedłeś do Wybrzeża Gdańsk?

– Ponieważ Wybrzeże awansowało do Superligi, w której chciałem grać. Nie da się również ukryć, że trenerzy z Gdańska mogą mnie wiele nauczyć i to także miało wpływ na moją decyzję.

Pracować pod okiem takich trenerów jak Daniel Waszkiewicz, Damian Wleklak i Marcin Lijewski to zapewne spore wyróżnienie. Powiedz, jak Ci trenerzy podchodzą do pracy z młodzieżą?

– Dla każdego zawodnika jest to duży plus, ponieważ trenerzy byli świetnymi zawodnikami. Natomiast wiedzę, którą zdobyli na międzynarodowych parkietach, przekazują teraz nam.
Każdy z nich to świetny trener i super osobowość. Nawet po wyjściu z hali są dla nas wymagający, często powtarzają nam, że robią to wszystko dla nas, ponieważ widzą w nas wielki potencjał i chcą, żebyśmy go wykorzystali. Marcin Lijewski również nam wiele podpowiada.

Kilka lat temu Marcina mogłeś oglądać w TV, a teraz walczysz u jego boku. Nie czujesz się spięty, gdy grasz z kimś takim w jednym zespole?

– Marcin jest pozytywną osobą, która potrafi rozładować emocje, ale przede wszystkim wesprzeć nas na parkiecie.

Jesteś zadowolony, że trafiłeś właśnie do Wybrzeża?

– Tak! Widzę po sobie, że podnoszę z dnia na dzień swoje umiejętności, a to jest dla mnie najważniejsze.

Jakie są twoje cele na 2015 rok?

– Kontynuować swój rozwój i utrzymać się w Superlidze. Natomiast wraz z Petrą Płock, chciałbym obronić tytuł Mistrza Polski, zdobyć Puchar Polski i wygrać Ligę Mistrzów!

Czyli kibice Petry nie mają powodu do obaw, że zabraknie Cię w kolejnym sezonie piłki ręcznej plażowej?

– Mam zapewnienie od trenerów, że po sezonie mogę grać na piasku. Więc na pewno mnie zobaczycie.

Czy myślisz o powrocie do Wisły?

– Nie myślę o tym, choć chyba każdy wychowanek chciałby kiedyś wrócić do Płocka. Ale mam teraz klub, w którym czuję się dobrze i nie zamierzam nic zmieniać. Obecnie skupiam się na grze w Wybrzeżu i wraz z moją obecną drużyną muszę zrobić wszystko, by pozostać w Superlidze.

Czy, twoim zdaniem, Wisła zdobędzie jakieś trofeum w tym roku?

– Mam taką nadzieję, ponieważ nadal jestem kibicem Wisły.

Może na koniec chciałbyś coś przekazać kibicom płockiego szczypiorniaka?

– Wspierajcie wszystkie płockie zespoły i wierzcie w nie do samego końca. Życzę więcej takich spotkań, jak z Barceloną.

Czy odwiedzasz nasz portal?

– Jasne, że tak. Uważam, że odwalacie kawał dobrej roboty, ponieważ u was można dowiedzieć się wielu fajnych rzeczy o szczypiorniaku. Robicie coś, o czym nikt nie pomyślał, pamiętacie o byłych zawodnikach i zawodniczkach z Płocka i wychowankach płockiej szkoły piłki ręcznej, o których większość zapomniała (śmiech).

Dziękujemy za miłe słowo. W imieniu całego zespołu Handballplock życzę Ci spełnienia marzeń i powrotu do macierzystego klubu, jak również tego, byś poszedł w ślady Piotra Masłowskiego.

– Dzięki wielkie. Pozdrawiam wszystkich fanów płockiej piłki ręcznej.