Fałszywi zagraniczni kontrahenci w Polsce. Nie dajcie się oszukać!

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

W ciągu ostatnich kilku miesięcy na terenie Polski coraz częściej dochodziło do prób wyłudzenia towarów przez zagranicznych „fałszywych” klientów od firm produkcyjnych, działających w Polsce. Dzięki informacji uzyskanych od prywatnych detektywów, nie doszło do oszustwa na wielką skalę.

O przypadkach prób oszustw, które dotyczą zarówno polskich, jak i zagranicznych podmiotów gospodarczych działających w Polsce, dowiadujemy się od licencjonowanych detektywów – Zdzisława Mazurskiego z warszawskiej firmy Perfect Business Consulting i Jacka Dobrogoszcza, właściciela płockiej Agencji Detektywistycznej DES.

– Organizatorzy oszukańczego procederu na swoje ofiary wybierają przede wszystkim firmy produkcyjne, które mają ustabilizowaną pozycję rynkową i charakteryzują się wysokim kapitałem zakładowym, posiadają wysokie obroty sprzedażowe, produkują towary na eksport, a także zatrudniają duże ilości osób – mówi Zdzisław Mazurski.

– Mechanizm oszustwa polega na tym, że fałszywi klienci, a na ogół są to osoby podszywające się pod pracowników faktycznie istniejących i działających np. na terenie Wielkiej Brytanii firm, kontaktują się telefonicznie, bądź pocztą elektroniczną i składają zamówienie na dużą ilość wybranego towaru, np. na jedną lub kilka ciężarówek. Jako kraj docelowy złożonego zamówienia podają zazwyczaj Wielką Brytanię – wyjaśnia Jacek Dobrogoszcz.

Żeby dokładnie wytłumaczyć na czym polega oszustwo, detektywi podają konkretny przykład. W kwietniu br. oszuści złożyli zamówienie w firmie produkcyjnej na terenie Polski na jedną ciężarówkę produktów o krótkim terminie do spożycia. Jedzenie miało być rzekomo dostarczone do szkół w Wielkiej Brytanii jako jedzenie wysokiej jakości. Oszuści podszyli się pod znaną firmę sieciową branży „fast food”, która to firma faktycznie prowadzi działalności na terenie Wielkiej Brytanii.

– Dwóch rzekomych przedstawicieli tej firmy najpierw mailowo, a później telefonicznie, w języku angielskim, nawiązało kontakt z pracownikiem polskiej firmy produkcyjnej. Pracownik w trakcie rozmów zauważył, że mają oni francuski akcent. Z korespondencji mailowej wynikało, że w brytyjskiej firmie zajmują stanowiska: Senior Procurement oraz Senior Group Buyer – opowiada Zdzisław Mazurski.

Polska firma miała na szczęście wewnętrzne procedury ostrożnościowe, dlatego poprosiła o przesłanie dokumentów rejestracyjnych firmy, którą reprezentują rzekomi klienci. Dokumenty te otrzymali bardzo szybko, a wynikało z nich, że faktycznie firma ta od ponad 3 lat jest zarejestrowana na terenie Wielkiej Brytanii. – Trzeba jednak podkreślić, że w Wielkiej Brytanii jest niezwykle łatwo zarejestrować firmę i można to zrobić nawet pocztą elektroniczną, bez konieczności osobistego stawiennictwa w odpowiednim brytyjskim urzędzie rejestrowym i ponoszenia z tego tytułu jakichkolwiek kosztów – uzupełnia właściciel agencji detektywistycznej DES.

Przedstawiciel polskiej firmy potwierdził dodatkowo przez Internet numer VAT firmy brytyjskiej w ogólnodostępnej bazie firm zagranicznych – VIES. Sprawdzono również w Towarzystwie Ubezpieczeniowym wielkość kwoty ubezpieczenia dostawy towaru dla tej konkretnej firmy brytyjskiej (wyniosła około 330 tys. zł, tj. około 55 tys. Funtów Szterlingów).

– To co jest istotne, to fakt, że w obrocie gospodarczym między firmami branży „fast food” jest praktykowany opóźniony termin płatności, który wynosi około 30-60 dni. Dlatego firmy są przyzwyczajone do tego, że otrzymują płatność ze znacznym opóźnieniem za dostarczony towar – tłumaczy Zdzisław Mazurski.

Ostatnim punktem sprawdzenia wiarygodności klientów było poproszenie ich telefonicznie o dokonanie symbolicznej przedpłaty w wysokości 1% wartości całej transakcji, czyli kwoty 550 GBP (Funtów Szterlingów).

– Wówczas okazało się, że “klienci” zareagowali bardzo nerwowo na tę propozycję i starały się wymusić na pracowniku polskiej firmy wysłanie towaru bez uiszczania z ich strony nawet symbolicznej przedpłaty. Podejrzane było również unikanie kontaktu tych osób z menedżerem firmy produkcyjnej z Polski, który przebywał akurat w sprawach służbowych w Wielkiej Brytanii – opisuje Jacek Dobrogoszcz.

Z uwagi na wyjątkowo podejrzaną, nienaturalną reakcję rzekomych klientów, polska firma produkcyjna zwróciła się do agencji detektywistycznej, która w ramach przeprowadzonego wywiadu gospodarczego zweryfikowała autentyczność tożsamości osób oraz sprawdziła kondycję finansową brytyjskiej firmy, która złożyła zamówienie.

– Okazało się, że firma z Wielkiej Brytanii faktycznie istnieje i działa na tamtym terenie, ale od kilku lat wykazuje straty ze swoje działalności gospodarczej. Natomiast weryfikacja autentyczności zatrudnienia dwóch panów potwierdziła, że panowie o takich danych osobowych nie pracują w tej brytyjskiej firmie. Na dodatek okazało się, że osoby te podały nieprawdziwe imiona i nazwiska oraz używały fałszywych adresów elektronicznych, które pozorowały przynależność do firmy brytyjskiej. Sfałszowane zostały również wysłane przez nich dokumenty zamówienia, a oszuści kontaktowali się telefonicznie z firmą produkcyjną z Polski, używając telefonów typu „pinged”, które uniemożliwiają zidentyfikowanie lokalizacji użytkowników – wyjaśnia detektyw.

To tylko przykład, ale na polskim rynku odnotowuje się coraz częściej tego rodzaju oszustwa, zwane w języku angielskim jako „FRAUD”. – Z uwagi na duże zainteresowanie międzynarodowych oszustów polskim rynkiem należy się spodziewać, że coraz częściej będziemy mieli do czynienia z tego rodzaju oszukańczą działalnością – przewiduje Zdzisław Mazurski.

Jak widać, warto wykazywać nawet nadmiernie posuniętą ostrożność w przypadku transakcji zagranicznych (choć nie tylko) na tak dużą kwotę. – Niestety, pracownicy firm produkcyjnych w Polsce często mogą nie stosować się do obowiązujących procedur bezpieczeństwa w swoich firmach, ponieważ ich wynagrodzenie jest uzależnione od osiągnięcia jak największego wyniku sprzedażowego – zauważa Jacek Dobrogoszcz.

– Oszustwa ułatwia fakt, że na terenie Wielkiej Brytanii można w szybki i łatwy sposób zbyć skradziony towar, ponieważ istnieje tam bardzo duży rynek obrotu towarami pochodzącymi z kradzieży, tzw. „rynek szarej strefy” – podsumowuje Zdzisław Mazurski.

Podziel się:

Zostaw Komentarz