Bogdan Janiszewski: Naucz się radzić sobie w sytuacji stresowej!

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Kontynuujemy serię wywiadów, dotyczących szkolenia dzieci i młodzieży w naszym mieście. Po trenerze piłki nożnej, nadszedł czas na piłkę ręczną. Ten sport i jego wszelkie tajniki treningowe oraz mentalne przedstawimy w rozmowie z trenerem Bogdanem Janiszewskim.

Trener, który z grupami młodzieżowymi osiągnął już wszystko. Nadal ma pasję i chęć rozwoju młodzieży, jak również samego siebie. Poruszyliśmy w naszej rozmowie wiele aspektów, o których nie zawsze mówi się głośno, a komentuje się jedynie efekt finalny. Niestety, ten efekt, w porównaniu do wspomnianego w rozmowie 2002 roku, jest marny. Co można zrobić i w jaki sposób, by znów nasza płocka szkoła piłki ręcznej zaczęła działać? Te niejasności postaraliśmy się wyjaśnić naszym czytelnikom. Warto przeczytać do końca, ponieważ trener naprawdę szczerze wyszczególnił kilka faktów, które spowalniają pewne ruchy rozwojowe.

Jest Pan drugą osobą, z którą poruszymy temat szkolenia młodzieży w Płocku. Rozpoczęliśmy od trenera piłki nożnej. Po tym wywiadzie wywołała się oficjalna i nieoficjalna wymiana zdań. Głównie dotyczyła ona tego, że trenują dzieci znajomych itd., a obcych się pozbywa. Czy Pan kiedyś miał taki przypadek ze strony rodziców?

– Relacje pomiędzy trenerami, nauczycielami a rodzicami na przestrzeni ostatnich 30 lat, bardzo się zmieniły. Wpływa na to wiele czynników. Kiedy pracowałem z dziećmi i młodzikami, takie sytuacje się nie zdarzały. Relacje z rodzicami mieliśmy bardzo dobre, opierające się na zaufaniu i wzajemnej pomocy. Zresztą, wielu z nich wspierało nasze drużyny finansowo i organizacyjnie. To byli bardzo charakterni ludzie, zawsze blisko zespołu i nie było mowy o żadnej protekcji. Od ponad 10 lat pracuję z głównie z dorosłą młodzieżą, a tutaj panują zasady już zbliżone do sportu dorosłego.

Nie wiemy, czy wpisy czytelników są prawdą, choć znamy nazwisko tego trenera. Czy myśli Pan, że jeśli faktycznie taka sytuacja miała miejsce, to ten trener powinien dalej pracować w zawodzie?

– Nie mogę wypowiadać się na temat sprawy, o której nic nie słyszałem. Uważam jednak, że tego typu kontrowersje muszą być wyjaśniane u źródła. Im wcześniej, tym lepiej.

Wróćmy do Pana osoby. Można powiedzieć, że w płockiej piłce ręcznej jest Pan obecnie (jeśli się nie mylę) najbardziej utytułowanym trenerem młodzieży. Jakie to uczucie zdobyć wiele medali Mistrzostw Polski oraz Klubowe Mistrzostwo Europy?

– Radość z trofeum sportowego jest bardzo krótka, zawsze jest to szlachetne uczucie móc uczestniczyć w realizacji marzeń młodych sportowców. Jednak za chwilę trzeba pracować dla nowych wyzwań, nie ma więc specjalnie dużo czasu na celebrację. W każdym razie, radość zawodników, z którymi po drodze przeżywamy różne chwile, jest dla mnie szczególnie motywująca.

Miał Pan pod swoimi skrzydłami naprawdę ogromne talenty, ale spoglądając w kierunku Superligi, to nieliczni są na najwyższym poziomie w kraju. Natomiast w Wiśle nie ma nikogo. Co zdecydowało, poza kontuzjami, że tych zdolnych płocczan nie widać?

– Z niektórymi, którzy grają na różnych poziomach, pracowałem we wczesnych grupach młodzieżowych, jak Piotrek Masłowski czy Wiktor Jędrzejewski. Inni przychodzili do zespołu już w jakiś sposób ukształtowani. Te ogromne talenty, jak pan je określił, bardzo szybko trafiły do pierwszego zespołu, a że było ich niewiele… Cóż, wiele osób ma swoje teorie, jak mawiał Horacy: „Ile głów, tyle opinii”. Zbigniew Boniek zapytany ostatnio czy mnogość inicjatyw PZPN typu akademie, programy etc., przyspieszy obrobienie diamentu na wzór Roberta Lewandowskiego, krótko i dosadnie powiedział, że nie! Ponieważ talenty nie rodzą się na pniu, a tym bardziej wielkie.

My, w naszej Wiśle, bardzo często mieliśmy zwarte, solidne zespoły, dobrze wyszkolone i wychowane z charakterem opartym na tradycji walki. Wielu z nich gra na boiskach Superligi i I ligi – czy wrócą? Może. Trzeba wierzyć w to i mieć nadzieję. Mam też nadzieję, że wśród tych, którzy obecnie grają w juniorach i młodszych grupach, są kandydaci na profesjonalnych zawodników. Inaczej nasza praca nie miałaby sensu, ale to czy nimi zostaną, zależy od wielu czynników, często już niezależnych od trenerów grup młodzieżowych.

Muszę też z drugiej strony pamiętać, że to pytanie nie zawsze dotyczy mojej osoby. Ponieważ ja, jako trener drugiego zespołu, dostaję już pewien materiał zawodniczy. W pewnym sensie przygotowany, z podstawami i bagażem treningów. Taki szczypiornista jest u mnie krótki okres i potem idzie dalej. Czyli tak naprawdę, ze swojej strony jedynie mogę kogoś ukierunkować na pozycję lub coś doszlifować. Zawodnik mający 17-18 lat już ma pewne automatyzmy w grze oraz swoje szczególne zachowania, które w tym wieku, przy zaledwie dwóch latach naszej współpracy, ciężko jest zmienić u wszystkich. Potem zawodnik trafia do seniorskiej drużyny, a tam na pewne rzeczy z pewnością będzie już za późno. Wydaje mi się, że najważniejsze jest przepracowanie pierwszych lat.

Jak trener doskonale wie, sam trenowałem piłkę ręczną i do dziś nie mogę zrozumieć jednego fenomenu. Graliśmy kiedyś na turnieju w Krakowie ze Szwedami i Niemcami, będąc w wieku 12-13 lat ograliśmy ich bodajże różnicą 10-15 bramek. Natomiast z tymi samymi drużynami spotykamy się 2-3 lata później i wynik jest odwrotny. Podobnie wygląda to do dziś, o co chodzi trenerze?

– Powodów może być kilka, ale trudno powiedzieć, które są tymi podtrzymującymi taki stan rzeczy. A trwa to od 2002 roku, kiedy pierwszy i ostatni raz Polscy młodzieżowcy zdobyli tytuł Mistrzów Europy w Gdańsku. Jedni mówią, że to kwestia ilości trenujących. W Danii i Niemczech jest ich o wiele, wiele więcej niż w Polsce, wskutek czego zostaje duża ilość wyszkolonych (statystycznie ilość kontuzji przerywających kariery jest podobna, czyli do grania zostaje więcej). Inni są zdania, że to kwestia selekcji, złośliwi, że słabszej jakości szkolenia, która w Polsce i Płocku jest na wysokim poziomie.

Przez wiele lat w Polsce panowały o wiele gorsze warunki bytowe (to moim zdaniem miało i może mieć wpływ do dziś). Zawodnicy i trenerzy z krajów typu Dania, Niemcy bytują na poziomie sprzyjającym lepszemu rozwojowi na poziom profesjonalny.

Spotkałem się również z opiniami, że 18-latek skandynawski już wie, że chce zostać profesjonalnym sportowcem i konsekwentnie do tego zmierza, w sprzyjających warunkach. Natomiast w Polsce niekoniecznie, a już na pewno nie w takiej ilości. Pewnym i istotnym czynnikiem są różnice w mentalności ogólnej – dotyczącej relacji międzyludzkich. U nas jest dużo jeszcze zaściankowych i negatywnych relacji. Jest też możliwe, że pewne aspekty taktyczne za wcześnie akcentuje się w szkoleniu wczesnym, kosztem sprawności i techniki indywidualnej (takich opinii też sporo słyszałem). Te wszystkie okoliczności mogą mieć na to wpływ, ale nie podejmę się wskazania tej głównej.

Spotkałem się kilka lat temu, bodajże w 2014 roku, z dziwną opinią. Wśród rodziców, których chłopcy trenują piłkę ręczną, krążyła legenda, że Prezes SKF Wisły wymaga od trenerów bycia w finałach Mistrzostw Polski, czy to prawda?

– Ja pracuję w SPR Wisła Płock i to trzeba pytać u źródeł… A’propos — znalazłem ostatnio dokument planu szkoleniowego z 1997 r., jaki otrzymaliśmy na początku sezonu (koordynatorem był wtedy ŚP. S. Suliński) – i jednym z celów było cyt: „Awans do finałów Mistrzostw Polski i walka o medale”. Ale to był tylko jeden z celów ustawiony obok wielu innych szkoleniowych, pedagogicznych, psychologicznych.

Bycie trenerem piłki ręcznej to dla pana pasja czy praca?

– Na początku, w latach 90., pasja (ja w wieku 8 lat wiedziałem, oglądając MŚ 1974, że chcę zostać trenerem). Z czasem też jakieś znamiona pracy doszły, ale tego nie da się nigdy zamknąć w ramach etatu, czy ram takich, jak mają inne zawody.

Większa radość jest z prowadzenia grupy w wieku 10-12 lat, czy takich w wieku 17-18 lat?

– Od 11 lat pracuję głównie z 18-latkami, trudno mi teraz to porównać. W szkole zdarzało mi się pracować z młodszymi (ostatnio nawet 7-latkami). Jedno i drugie ma swoje uroki. Ja jednak sądzę, że największe doświadczenie mam w pracy z 18-latkami, i z tą grupą wiekową pracuje mi się najlepiej.

Miał Pan również możliwość pracy z dziewczętami, jak Pan wspomina ten okres? Czy potwierdza Pan, że praca z dziewczynami jest o wiele trudniejsza?

– Nie sądzę, aby była trudniejsza — choć pod względem mentalnym inna. Przypominam sobie jedną z zawodniczek, kiedy próbowałem trochę inaczej do nich podchodzić, powiedziała mi: „Trenerze, może spokojnie trener pracować, jak z chłopakami”. Wspominam ten okres bardzo miło, bo to były bardzo sympatyczne i pracowite dziewczyny.

Panie trenerze, co poza internetem i stale rozwijającymi się nowinkami, jest w obecnych czasach najtrudniejsze w szkoleniu młodzieży?

– Sporym utrudnieniem jest coraz słabsza sprawność ogólna, więcej jest też problemów zdrowotnych – zarówno natury ogólnej, jak i specjalistycznych kontuzji sportowych (co jest szczególnie trudno zrozumieć, ponieważ poziom życia, wiedzy podobno rośnie, ale to jest spory problem).

Na pewno też obecna młodzież wymaga większej pracy nad sferą mentalną. Natomiast internet i ogólnie pojęty rozwój mediów, w szkoleniu bezpośrednim może zdecydowanie pomóc i urozmaicić jego formy. Więc fakt, że internet wygnał dzieci z boisk — równoważy lepszy rozwój intelektualny. Jeśli wykształcony i mobilny nastolatek będzie uprawiał regularnie sport, to wszystko będzie w normie…

Czy w Płocku jesteśmy w stanie zmienić szkolenie tak, by wychowywać zawodników gotowych do gry w pierwszej drużynie? Nie da się ukryć, że zmiany są niemal cały czas, ale efekty są chyba odwrotne…

Najważniejsza jest praca u podstaw, teraz czeka szkoły szczególnie trudny okres reformy. Pamiętam, jak trudno przebiegały zmiany pod koniec 90., ta reforma zachwiała mocno fundamenty szkolenia. Zaledwie zaczął się ten sport odradzać po kryzysie gospodarczym, a został poddany eksperymentowi oświatowemu. Po latach, gdy w jakiś sposób to się ułożyło — wracamy do punktu wyjścia. Dla naszego, płockiego systemu, jest to kolejna próba czasu, to jak w niej zostanie umiejscowiona piłka ręczna. To będzie miało znaczenie na przyszłość. Można mieć wiele pomysłów, recept, projektów. Jedna warunek powinien być jeden podstawowy — im większa ilość trenujących, tym większa szansa na wychowanie zawodników do gry. W następnej kolejności stworzenie im odpowiednich warunków rozwoju.

Trenerzy na zachodzie opowiadają, że największym problemem w naszym kraju, jest to, iż w grupach młodzieżowych gra się o medale. Jakie jest Pana zdanie na ten temat?

– To jest właśnie ta różnica w mentalności. Przecież na zachodzie, wschodzie, północy, południu, istota współzawodnictwa sportowego jest taka sama. Po prostu dążenie do zwycięstwa! Czy gra się na podwórku, czy na Stadionie Narodowym, sens pozostanie ten sam. Jeśli ktoś mi powie, trzeba nauczyć się przegrywać — powiem: Bzdura! Ja powiem: Naucz radzić sobie w sytuacji stresowej. Kiedy nie idzie, walcz, naucz się wstać po ewentualnej porażce! Nigdy nie zakładaj z góry, że nieważne czy wygrasz, czy przegrasz. Więc nie można powiedzieć, że medal za zwycięstwo się nie liczy, bo to kłóci się z podstawową istotą sportu. Tylko sukces nie może być osiągany za wszelką cenę, na zasadzie presji, złej presji. Z tym się zgodzę, sport młodzieżowy musi być pozbawiony złej presji, a niestety, dochodzimy do sedna. Trener przegrał z młodzikami medal — do zwolnienia… Ten się nadaje zawodnik, ten nie. I różnica jest taka — na zachodzie chcą tak samo wygrywać, jak u nas, ale tam po przegranej w młodzieży się nikogo nie linczuje, a u nas?

Co stara się Pan przekazywać młodzieży trenującej handball na treningach i na czym Pan najwięcej pracuje?

– Sprawność ogólna, specjalna, technika indywidualna, współpraca, elementy taktyki – od lat wszystko jest konsultowane i zbieżne ze strategią pierwszego zespołu, wiadomo, trochę w innym wymiarze. Ważne są też zasady, dyscyplina i wszystko, co niezbędne do funkcjonowania w zespole, trudno wyróżnić szczególny obszar oddziaływania. Krótko mówiąc: musimy dostosować, na ile się da zawodnika, do profesjonalnego uprawiania sportu. Tego czasu jest bardzo mało, a rzeczywistość jest coraz bardziej wymagająca.

Co, Pana zdaniem, jest najważniejsze w szkoleniu potencjalnego szczypiornisty? Jakie cechy stara się Pan rozwijać, a jakie niwelować?

– Do uprawiania tego sportu potrzeba coraz to bardziej wszechstronnej sprawności fizycznej, popartej świadomą troską o zdrowie, żywienie etc. W połączeniu z techniką indywidualną – rozwój mocy, musi stanowić kompleksowe przygotowanie zarówno do gry w ataku, jak i w obronie. Podejmowanie szybkich i przemyślanych decyzji musi iść w parze z opanowaniem i precyzją, co w tym wieku nie jest łatwe. Systematycznie przeznaczamy dużo czasu na indywidualizację zajęć, gdzie zawodnicy doskonalą umiejętności zgodnie ze specyfiką poszczególnych pozycji. Profilaktyka kontuzji, współpraca z fizjoterapeutami to też ważne obszary szkolenia. No i wspomniana wcześniej mentalność: w funkcjonowaniu zespołu nie ma miejsca na egoizm i nieodpowiedzialność, jest na sumienność, systematyczność, szacunek i wzajemną pomoc na boisku i poza nim. Poszanowanie barw klubowych, narodowych, też jest ważnym elementem naszego oddziaływania na zawodników, dla mnie to fundament.

Nie wszystkie pytania udało nam się zadać, ale bardzo dziękujemy trenerowi za poświęcony czas. Życzymy powodzenia i wytrwałości. Natomiast naszym czytelnikom obiecujemy, że nadal będziemy poszerzać swoją wiedzę, by wam – rodzicom, kolegom, koleżankom, itd. przybliżać wiele aspektów pracy trenera. Kolejny wywiad już za około dwa tygodnie, a tym razem jego bohaterem będzie Patryk Bogucki z UKS Judo Olimp.

Zachęcamy was do podsyłania nam za pośrednictwem Facebooka lub poczty elektronicznej (redakcja@petronews.pl) nazwisk trenerów, z którym warto porozmawiać.

Rozmawiał: Marek Wojciechowski

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji