Zwolniono ją bezprawnie z pracy. DPS musiał zapłacić, i to sporo [AKTUALIZACJA]

REKLAMA

Dwa lata pani Dagmara walczyła o sprawiedliwość po tym, jak zwolniono ją z pracy w Domu „Przyjaznych Serc” w Płocku. Miała rację. Sąd orzekł teraz przywrócenie do pracy, zwrot kosztów postępowania i wypłatę wynagrodzenia za 21 miesięcy pozostawania bez pracy. Kosztowało to płocki DPS (łącznie z kosztami postępowania sądowego) ponad 150 tys. zł.

Dagmara Bartosiak była kierownikiem Działu Opiekuńczo-Terapeutycznego w Domu Pomocy Społecznej „Przyjaznych Serc” w Płocku. Pracowała tam od momentu powstania tej placówki, przez 25 lat, a od 14 lat zajmowała stanowisko kierownicze. Pełniła przy tym funkcję Pełnomocnika Zarządu Związku Zawodowego Pracowników Pomocy Społecznej, a więc podlegała szczególnej ochronie, na mocy ustawy o związkach zawodowych.

W kwietniu 2016 nastąpiła zmiana na stanowisku dyrektora DPS w Płocku. Ówczesnego wieloletniego dyrektora, Piotra Ostrowickiego (pełnił tę funkcję z sukcesami ponad 13 lat), zastąpiła Joanna Alberska. Nowa dyrektor bardzo szybko wręczyła pani Dagmarze wypowiedzenie umowy o pracę, bez świadczenia pracy. Jak uzasadniała, powodem zwolnienia była utrata zaufania oraz rzekomo nieprawidłowe podejmowanie przez panią Dagmarę działań, w związku z zachorowaniem na gruźlicę jednego z mieszkańców DPS.

PowiązaneTematy

Prezydent Płocka przegrał w sądzie. Czy przywróci dyrektora do pracy?

– Taka decyzja nowej dyrektor była dla mnie od samego początku zupełnie niezrozumiała, ponieważ pani Alberska współpracowała ze mną tylko 7 dni, nie uczestniczyła w działaniach podejmowanych przeze mnie w związku z gruźlicą, gdyż przebywała w tym czasie na urlopie, a nasza bezpośrednia styczność od momentu objęcia przez nią stanowiska do momentu zwolnienia mnie, trwała może około 30 minut – mówi pani Dagmara. – Dziwiło mnie zatem, że w tak krótkim czasie można stracić do kogoś zaufanie, skoro nie było nawet możliwości wzajemnego poznania się i określenia wzajemnych oczekiwań – tłumaczy Dagmara Bartosiak.

Z tych powodów pani Dagmara natychmiast odwołała się do Sądu Pracy w Płocku.

– To był mój pierwszy i jedyny zakład pracy. Spędziłam tam wiele lat swojego życia, zżyłam się z mieszkańcami tego Domu, a oni ze mną. Chociaż po zwolnieniu dyrektora Ostrowickiego liczyłam się z tym, że również mogę stracić pracę, bardzo mnie uderzył sposób, w jaki mnie zwolniono. Dyrektor Alberska, po wręczeniu mi wypowiedzenia, po 25 latach nienagannej pracy, dała mi 45 minut na spakowanie się, rozliczenie i opuszczenie placówki. Nie miałam nawet możliwości, aby pożegnać się z podopiecznymi, których znałam od dzieciństwa. Tu nie chodzi o samo zwolnienie, tu chodzi o godność – podkreśla pani Dagmara.

Sprawa sądowa rozpoczęła się we wrześniu 2016 r. i trwała łącznie ponad dwa lata. Trwałaby krócej, ponieważ 9 maja 2017 roku zapadł wyrok pierwszej instancji, przywracający panią Dagmarę do pracy i zasądzający na jej rzecz wynagrodzenie za cały okres pozostawania bez pracy. Sam proces w pierwszej instancji trwał bardzo krótko i sprawnie.

Jak się okazało, do wygranej wystarczyła tylko jedna rozprawa, ponieważ Sąd dopatrzył się w sposobie rozwiązania z Panią Dagmarą umowy o pracę rażących uchybień formalnych. Do tych uchybień należał przede wszystkim brak konsultacji ze związkiem zawodowym przy rozwiązaniu umowy o pracę oraz brak zgody zarządu związku na rozwiązanie umowy o pracę z pracownikiem, który – przypomnijmy – podlegał szczególnej ochronie związkowej.

– W trakcie rozprawy sądowej dyrektor Alberska przyznała, że rozpoczynając pracę nie miała zaufania zarówno do mnie, jak i do wszystkich pracowników DPS. Wszyscy obecni na sali sądowej byli zszokowani takim oświadczeniem pani dyrektor. Jak można nie mieć zaufania do swoich pracowników, zanim się jeszcze ich pozna? – pyta retorycznie pani Dagmara.

Następnego dnia po ogłoszeniu wyroku pierwszej instancji pani Dagmara zgłosiła gotowość do pracy, ale dyrektor DPS podjęła decyzję o złożeniu apelacji.

– Już wtedy byliśmy zaskoczeni taką decyzją dyrektor Alberskiej, bo wiedzieliśmy, że apelacja nic nie zmieni, skoro popełniła tak istotne błędy formalne – mówi Przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników Pomocy Społecznej, Bożena Tomaszewska. – Jeśli się popełnia oczywisty błąd, to lepiej od razu go naprawić, niż dalej w to brnąć. Gdyby dyrektor Alberska od razu uszanowała wyrok sądu pierwszej instancji, to kwota zasądzonego odszkodowania byłaby dwukrotnie mniejsza, a pani Dagmara mogłaby szybciej wrócić do pracy. A tak, decyzja pani dyrektor o apelacji przyniosła tylko dużo większe straty finansowe dla naszego Domu Pomocy Społecznej – podkreśla Bożena Tomaszewska.

Na kolejną decyzję sądu pani Dagmara czekała rok. Zgodnie z przewidywaniami, 25 maja 2018 roku zapadł wyrok drugiej instancji, zgodnie z którym Sąd Okręgowy w Płocku utrzymał w mocy wyrok pierwszej instancji i odrzucił apelację. Na podstawie tego wyroku pani Dagmara została przywrócona do pracy na poprzednich warunkach pracy i płacy, tj. na stanowisko kierownika Działu Opiekuńczo-Terapeutycznego, a nadto zostało jej przyznane wynagrodzenie za cały okres pozostawania bez pracy, zwrot kosztów zastępstwa procesowego oraz zwrot kosztów opłaty sądowej od pozwu. Sąd Okręgowy nie miał żadnych wątpliwości, że wypowiedzenie warunków pracy i płacy nastąpiło z naruszeniem ustawy o związkach zawodowych, która zakłada szczególną ochronę „trwałości stosunku pracy działacza związkowego”.

– Jestem bardzo zadowolona, tym bardziej, że Sąd uwzględnił moje powództwo w całości – mówi Dagmara Bartosiak. – Moje zwolnienie z pracy zostało uznane za całkowicie bezpodstawne. Nie wiem, czym kierowała się pani dyrektor, licząc na wygraną w tej sprawie. Przepisy prawa wymieniają cztery kategorie osób podlegających szczególnej ochronie i tych osób pracodawca po prostu nie może zwolnić z powodu własnego widzimisię – dodaje.

Sąd przyznał pani Dagmarze wynagrodzenie za 21 miesięcy pozostawania bez pracy. Ta wypłata plus ubezpieczenia i koszty pracodawcy, a także zasądzone w wyroku koszty procesu i zastępstw procesowych w wysokości ok. 5 tys. zł i wynagrodzenie dla kancelarii adwokackiej wynajętej przez dyrektor DPS do obsługi tego procesu, to szacunkowo około 160 tys. zł, które to dyrektor Joanna Alberska musiała wypłacić z budżetu Domu Pomocy Społecznej „Przyjaznych Serc”.

Jak to możliwe, że dyrektor DPS, jednostki budżetowej Urzędu Miasta Płocka, podejmuje tak nieracjonalną i z góry skazaną na przegraną decyzję, przegrywa proces sądowy (nawet nie z przyczyn merytorycznych, tylko formalnych), a następnie ze spokojem pokrywa z pieniędzy publicznych koszt tak dużego odszkodowania?

Przypomnijmy, że jest to kolejna przegrana prezydenta Płocka w sprawie związanej z dyrektor DPS. Poprzednią w pierwszej instancji wygrał były dyrektor Piotr Ostrowicki. I w tym jednak przypadku miasto uznało, że stać je na pokrycie jeszcze wyższych kosztów procesu, i złożyło apelację. Do tego dochodzi sprawa zaniedbań w Domu „Przyjaznych serc”, związana z podaniem pacjentce nieodpowiednich leków.

Kontrole po podaniu nieprawidłowych leków w płockim DPS

Wygrana pani Dagmary pokazuje jednak, że warto walczyć o swoje, zgłaszać sprawy do związku zawodowego i wspólnie działać. To także ostrzeżenie dla pracodawców, aby z rozwagą podejmowali decyzję o zwolnieniu działacza związkowego, objętego szczególną ochroną.

– Samo zwolnienie było uderzeniem w związki zawodowe i ich niezależność. Było rażącym naruszeniem ustawy o związkach zawodowych. To była próba zastraszenia wszystkich działaczy związkowych, w celu osłabienia ich działalności. Cieszę się, że mimo upływu dwóch lat, ta historia tak pomyślnie dla nas się zakończyła. Od początku wierzyliśmy, że nadejdzie dzień sprawiedliwości i on właśnie teraz nadszedł – zaznacza Przewodnicząca Związku, Bożena Tomaszewska.

My zwrócimy uwagę na jeszcze jedną rzecz. Dom Pomocy Społecznej zamieszkują osoby z niepełnosprawnością, w tym również psychiczną, które bardzo silnie przywiązują się do swoich opiekunów, a w samym DPS pozostają przez wiele lat. Podjęto decyzję o natychmiastowym zwolnieniu jednej z najdłużej pracujących osób w tej placówce, nie biorąc pod uwagę w jaki sposób przeżyją to jej podopieczni.

Wysłaliśmy pytania w tej sprawie zarówno do prezydenta Andrzeja Nowakowskiego, który jest zwierzchnikiem służbowym dyrektor Joanny Alberskiej i jednocześnie prowadzi nadzór nad Domem Pomocy Społecznej „Przyjaznych Serc” w Płocku, jak i do samej dyrektor. Jak dzisiaj wyjaśnia powody zwolnienia Dagmary Bartosiak pani dyrektor? W jaki sposób Joanna Alberska zapoznała się z pracą Dagmary Bartosiak, współpracując z nią jedynie przez 7 dni? No i dlaczego dyrektor DPS podjęła decyzję o apelacji od wyroku pierwszej instancji, narażając zarządzaną przez nią placówkę (a więc budżet miasta, czyli pośrednio każdego z płocczan) na koszty dalszego postępowania sądowego?

Aktualizacja

Już po emisji artykułu, otrzymaliśmy odpowiedź z Urzędu Miasta Płocka. Jak wyjaśnia Hubert Woźniak z zespołu ds. współpracy z mediami, ratusz potwierdza powód zwolnienia pani Dagmary – z powodu utraty zaufania pracodawcy do pracownika.

A w jaki sposób pani dyrektor zapoznała się z pracą Dagmary Bartosiak, współpracując z nią jedynie przez 7 dni? – Czas oceny pracy pani Dagmary Bartosiak był dłuższy niż okres siedmiu dni – twierdzi Hubert Woźniak. – Poza tym, praca tej pani w wymienionym czasie była wystarczającym powodem do zwolnienia – dodaje urzędnik.

Jednak sąd pierwszej instancji nie miał żadnych wątpliwości, że racja jest po stronie pani Dagmary. Dlaczego więc dyrektor DPS podjęła decyzję o apelacji od tego wyroku, narażając DPS na koszty dalszego postępowania sądowego?

– W pytaniu tym jest – pozwolę sobie zauważyć – komentarz. Zarówno decyzja DPS o rozwiązaniu umowy o pracę, jak odwołanie się od wyroku sądu pierwszej instancji, było uzasadnione. Także przepisami prawa, dlatego nie ma mowy o jakimkolwiek narażaniu DPS na koszty. Poza tym, sprawa nie jest dla DPS zakończona – tajemniczo przekazuje Hubert Woźniak, czym budzi nasze zainteresowanie.

Jak może nie być skończona? Wyrok drugiej instancji zapadł, pani Dagmara została przywrócona na stanowisko (choć fakt, nie na to, na które nakazał sąd), a odszkodowanie zostało wypłacone. W jakim sensie więc sprawa nie została zakończona?

– Z punktu widzenia prawnego – sprawa jest zakończona. Z punktu widzenia DPS – nie. Czekamy na uzasadnienie wyroku drugiej instancji i idziemy po kasację. Dlatego podkreśliłem, że dla DPS sprawa nie jest zakończona – stwierdził urzędnik.

Podkreślmy, że skargę kasacyjną (czyli do Sądu Najwyższego) można oprzeć tylko na naruszeniu prawa materialnego przez błędną jego wykładnię lub niewłaściwe zastosowanie, które może nastąpić np. przez błędną jego wykładnię lub niewłaściwe zastosowanie albo na naruszeniu przepisów postępowania, jeżeli uchybienie to mogło mieć istotny wpływ na wynik sprawy, np. sąd był nienależycie obsadzony. Podstawą skargi kasacyjnej nie mogą być natomiast zarzuty, dotyczące ustalenia faktów lub oceny dowodów. Jaką podstawę przedstawi Urząd Miasta Płocka? I czy ponownie to podatnicy poniosą koszt tej decyzji? O tym przekonamy się po rozstrzygnięciu Sądu Najwyższego.

REKLAMA

Komentarze 24

  1. Paulina says:

    A potem podwyżka opłaty za pobyt mieszkańca ustalona przez Prezydenta Miasta… Z czegoś trzeba te pieniądze wypłacić…

  2. Tadeusz Z emeryt says:

    Pytam się co ta Pani Dyrektor jeszcze tam robi skoro nie zna prawa. Czy to nie jest kochanka naszego wspaniałego Prezydenta. Wstyd Panie Nowakowski.

  3. Zuzanna. says:

    Z tego co wiem tak się dzieje w całej Polsce.Totalny brak szacunku dla ludzi pracy.Nepotyzm,Mobing i nie realizowanie wyroków sądów.Doprowadziły do tego rządy PO/PSL.Mimo to 20% Polaków głównie ludzi pracy nadal popieraPO.

  4. kola says:

    wszyscy ludzie prezydenta

  5. tx says:

    Panie Nowakowski ……… to ostatnia twoja kadencja

  6. Oburzona says:

    To skandal za nasze pieniądz, jak można zwalniać tak dobrych pracowników, dbających o ludzi potrzebujących pomocy mam na myśli Kierownika i Dyrektora. Panie Prezydencie to w Pana gestii naprawić obecną sytuację. P. Dyrektor naraża DPS na straty a co z mieszkańcami

  7. Mieszkaniec says:

    Brak slosłów na to co oni robia teraz jestem 100procen pewna że chodzi o budynek żeby zamknąć placówkę i pewien pan co innego prywatnie zrobil…….

    • :-) says:

      A remonty teraz pełną parą i to też z naszych podatków, ktoś w białych rękawiczkach szykuje sobie niezły biznes.!!!!!

      • Ula says:

        A te drzwi bez szyb. Brrr, teraz jest jak w psychiatryku. Niestety brak tam ciepła i atmosfery.

      • Jotem says:

        Dokładnie remonty ruszyły pełną parą, aby pokazać czego nie robi się dla miasta. Wszystko jest w pośpiechu wykonywane i później wychodzą z tego awarie, uszkodzone rury z gazem i ewakuacje mieszkańców….

  8. Ada says:

    Ta pani Alberska to się bardziej nadaje na dyreektora zakładu karnego a nie Domu. Atmosfera jest gorsza niż w pierdlu… W imieniu wszystkich płocczan, mieszkańców,pracowników dziękuję panie prezydencie za stworzenie takiego domu.

  9. Wiola says:

    Zarżnęła budżet dps, a jak to mawiała księgowa: Budżet nie jest z gumy.

  10. Uczciwą. says:

    Nie pytajcie skąd wzięła pieniądze na to odszkodowanie już 25 odczujecie to przy wypłacie ,oczywiście chodzi mi o uczciwych pracowników bo to Wam zabirze premię. Lojalne dupowłazy jak zawsze dostaną!!!!!! To my zapłacimy ja jej pychę i głupotę my i nasze rodziny to nam zabierze nie sobie.

    • Miko says:

      Bzdury opowiadasz. Pieniądze ida z podatków od mieszkańców Plocka. Urzednicy nigdy nie ponosza odpowiedzialności.

      • Uczciwą says:

        Halo halo mieszkańcy Płocka wsze podatki idą na zapłatę za głupotę Pani Alberskiej Dyrektorki Dps. Nawet gdyby to jakim prawem. Zapłacą pracownicy Dps też podatnicy.

    • Paulina says:

      Gmina utrzymuje DPS, czyli w tym wypadku Miasto… A więc ludzie – wszyscy, którzy w Płocku odprowadzają podatki oraz mieszkańcy Domu i ich rodziny, którzy za Dom płacą… Pracownikom pensji nikt nie ma prawa obniżyć…

      • Pracownik. says:

        Czytamy ze zrozumiemiem a nie jak Pani dyrektor tylko nagłówki.😁premię zabierze A nie wynagrodzenie. Nie po to Nowakowski przed wyborami dał podwyżki dla Dps. A Pani dyrektor z wrodzonym wdziękiem Bawolicy dała najwięcej swojej świcie.