REKLAMA

Z pożółkłych szpalt Korrespondenta Płockiego: O kradzieży i puszczaniu krwi

REKLAMA

To był listopad 1879 roku. XIX-wieczni płocczanie jak zwykle krzątali się wokół codziennych spraw; przemierzali ulice spiesząc się do pracy, do domu, na zakupy, kochali się, a czasem nienawidzili, rodzili się i umierali. Ani myśleli, że kiedyś ktoś za sprawą „Korrespondenta Płockiego wejrzy na nich z zaciekawieniem, a może nawet nutą wzruszenia, a ich codzienne przeżycia znajdą się po dokładnie 140 latach w centrum uwagi.

Przyjrzyjmy się więc, co też tym razem zajmowało naszych przodków; niewątpliwie byli podekscytowani wieściami dotyczącymi usprawnień w „dalekobieżnej” komunikacji:

„Od wczoraj ważne ulepszenie w komunikacyi łączącej miasto nasze z koleją Nadwiślańską zaprowadzone zostało. Karetki pocztowe wychodzące dotąd raz dziennie do Nowego Dworu, odtąd dwa razy dziennie kursować będą. To ulepszenie da nam możność korzystania z obydwóch pociągów drogi żelaznej kolei Nadwiślańskiej, a jest ono jeszcze o tyle ważniejsze, że komunikacya z Kutnem drogą żelazną Warszawsko – Bydgoską niezmiernie jest utrudniona, połączona z przykrościami i kosztami, skutkiem zebrania mostu, a stąd smutnej konieczności przewożenia się łodzią przez Wisłę.”

Tymczasem przeprawa przez naszą rzekę stawała się coraz bardziej niebezpieczna, a świadczyły o tym chociażby bieżące informacje na temat panującej aury. Oto w tym czasie zaobserwowano zjawiska meteorologiczne, które my współcześni już teraz traktujemy jako pogodowe anomalie, a już niedługo pewnie będziemy je znać jedynie z książek i starych gazet:

„Zima już się na dobre rozpoczęła. Sanie już się na ulicach pokazują, a mróz dochodzący rankami w mieście do 10 stopni, w polu kilkunastu stopni dosięgnął. Kra Wisłą płynie i już tak jest ona gęsta, że przeprawę mocno utrudnia, głównie dzięki temu, że podczas mrozów śnieg padał, co tworzeniu się kry najlepiej sprzyja.”

W związku z twardymi warunkami atmosferycznymi, jakie postawiła ludziom przyroda pewne, obiektywne trudności przeżywała w Płocku tzw. infrastruktura miejska:

„Latarniom naszym miejskim czynią niektórzy zarzut, że źle świecą. Bo też ludzie są tak wymagający! Oto na przykład w środę wieczorem widzieliśmy koło poczty latarnię nachyloną ku ziemi, jak głowa człowieka głęboko zamyślonego, a z wybitą szybą do połowy wewnątrz zasypaną śniegiem, jednak świeciła blaskiem gwiazdeczki przez mgłę się przedzierającej. Co więcej latarnia ta urągała sąsiadkom swym, które mniej od losu ucierpiawszy, nie jaśniej od niej świeciły. Gdyby przynajmniej tych latarni było więcej na niektórych ulicach, ilość wynagradzałaby jakość oświetlenia.”

Jednakże po kolejnych listopadowych anonsach prasowych aż nie mogłem uwierzyć! Na dworze przenikliwy ziąb, trzaskający mróz, zawieruchy i śnieżne zamiecie, a tymczasem nasi pradziadowie, jakby im było mało tych warunków podbiegunowych, poszukiwali jeszcze sposobu na skuteczne ochłodzenie podniebienia:

„Do wyrabiania lodu, do zamrożenia wszelkich materyj stałych i płynów bez trudności, z wielką szybkością, oszczędnością i bez żadnego niebezpieczeństwa kupić należy APARAT TOSELLI – ulica Lafayette 196 w Paryżu oraz w właściwych znaczniejszych składach we wszystkich większych miastach świata.”

Trudno dziś ustalić, czy po tę innowacyjną machinę płocczanie wybierali się do samego Paryża, czy też może nasz gród został zaliczony w poczet znaczniejszych miast świata; jedno jest pewne – już w XIX wieku ludzie znali smak lodów, a może także zniewalający urok zimnych drinków… Ciekawe, czy podawano je w czasie tej oto listopadowej imprezki:

„Wieczór tańcujący urządzony w resursie płockiej z inicjatywy Jaśnie Wielmożnej Gubernatorowej Tołstoj na korzyść biednych uczniów gimnazyum płockiego, zagrożonych wydaleniem z powodu niemożności opłacenia wpisu, bardzo pomyślne przyniósł rezultaty. Suma ogólna ze sprzedaży biletów wyniosła rubli 364 kopiejek 31.”

Tu istnieją pewne wątpliwości, czy przypadkiem hojni ofiarodawcy swego porywu serca na skutek nadmiernego spożycia smakowitych lodów, a może zimnych napojów nie przypłacili utratą zdrowia, bo wkrótce pojawiło się czytane z zainteresowaniem takie ogłoszenie:

„Pijaństwo – w jaki sposób łatwo i skutecznie usunąć można złowrogie skutki tej plagi dla zdrowia i szczęścia rodzinnego poucza cesarsko – królewski aptekarz dyplomowany Gschichai, apteka św. Anny w Graz. Korespondencya we wszystkich językach. Do zapytania należy dołączyć markę pocztową.”

Przykrych reperkusji tańcującego wieczorku doświadczył prawdopodobnie pewien jegomość, który zaraz po imprezce dla ratowania nadwyrężonej, ziemskiej powłoki wybrał się do pobliskiej apteki, na jego szczęście jeszcze wtedy nie musiał się obawiać patrolu z alkomatem:

„We wtorek o godzinie 8 ej pewien obywatel wiejski zajechawszy przed aptekę przy ulicy Kolegialnej, zostawiwszy futro w bryce, wszedł na chwilę po lekarstwo. Wróciwszy futra w bryce już nie znalazł, przeszło ono do rąk śmiałego złodzieja.”



Prawdopodobnie nasz bohater szybko uporał się z syndromem „the day after” tym bardziej, że w nadzwyczaj rześkich podmuchach wiatru wracał do domu w samym tylko surducie; „Korrespondent” przemilczał niestety, czy ta eskapada dla ratowania zdrowia nie zakończyła się przypadkiem jego ciężkim uszczerbkiem. A swoją drogą tylko jednemu z ludzkich żywiołów warunki pogodowe nie przeszkadzały w realizacji planów; mowa tu o tzw. „elemencie”, który wbrew licznym zabiegom i staraniom ciężkiej ręki sprawiedliwości wciąż wykazywał żywotność porównywalną z mityczną Hydrą:

„W końcu zeszłego tygodnia w boru przy drodze prowadzącej do Koziebród znaleziono ciało martwe mężczyzny, okrytego ranami, ostrem narzędziem zadanemi; dwanaście ran zadano mu w piersi. Poznano w zabitym Piotra Moszczyńskiego, mieszkańca wsi Gradzanowo. Człowiek ten, młody jeszcze, bo miał lat 35, był już od pewnego czasu pod ścisłym dozorem policyi za współudział w bandzie opryszków, która w Mławie i w okolicy dała się we znaki. Zdaje się, że poległ od swoich, może przy podziale łupu lub skutkiem posądzenia o zdradę. Podejrzenia tym bardziej na jego towarzyszy padają, że dwaj z nich znani przestępcy porzucili swe miejsca zamieszkania i dotąd z pobytu swego nie są znani. Znów w następnym tygodniu pomiędzy wsiami Wiadrowo i Żurominem wieczorem na jadącego wózkiem Żyda A. Goldsteina z Dłutowa napadli złoczyńcy i pozbawiwszy go przytomności przez uderzenie kamieniem w głowę, wyjęli mu z kieszeni rubli 20, a ze słomy z fury wydobyli ukrytą głowę cukru. O udział w tym napadzie i kradzieży podejrzany jest pewien żołnierz urlopowany, który też przytrzymany został i w ręce sprawiedliwości oddany. Nie dawno również nocną porą pokradziono konie. Najpierw we wsi Białoskóry z pastwiska klacz uprowadzono. Następnej nocy we wsi Dziembakowo ze stajni parę koni ukradziono, a dwa dni później we wsi Szumanie złodzieje wyprowadzili ze stajni parę koni, ubrali je w chomonta, zaprzęgli do bryki w podwórzu stojącej i niepostrzeżeni z tym łupem w świat pojechali. Jak widzicie, złodzieje u nas czasu nie tracą.”

Czas już w tym miejscu zajrzeć do rubryki „Porady domowe”, a tych jak wiemy w naszym „Korrespondencie” nie brakowało. Przytoczę niżej dość kontrowersyjny sposób przechowywania jabłek:

„Jabłka przechowywać można przez dłuższy czas w stanie zdrowym przesypując je gipsem. Na dnie naczynia to jest paki, czy beczki daje się warstwę gipsu miałkiego na dwa cale grubą i na nią układa się jabłka ogonkami do góry w ten sposób, żeby się nie dotykały; poczem posypuje się miałkiem gipsem tak, żeby równo były nim przykryte, następnie daje się nową warstwę jabłek, podobnież pokrytą gipsem i tak dalej aż do napełnienia naczynia. Przez usunięcie za pomocą gipsu ciśnienia wzajemnego owoców, jak niemniej wilgoci, a najgłówniej zmienności temperatury jabłka przechowują się do samego lata świeże nie tracąc smaku.”

Nasza poczciwa gazeta niestety nie poinformowała, czy ktoś z czytelników podjął się sprawdzenia tej nadzwyczaj niekonwencjonalnej gospodarskiej porady, a następnie zaryzykował gipsową dietę, która być może „ostatecznie” uzdrawiała z grzechu obżarstwa. Jedno jest pewne – jabłuszka po takiej kuracji musiały być mocno chrupiące…

Nie wszystko jednakże od razu należy potępiać w czambuł. Oto jeden z czytelników naszej gazety natrafił na pewien zabieg, który być może w obecnym stanie usług z NFZ – tu jako, że jest niskobudżetowy powróci do łask i do ogólnego stosowania na różne ludzkie bolączki:

„Puszczanie krwi w higienie naszych praojców nader ważną odgrywało rolę, nie tylko jako lekarstwo w każdej niemal słabości, ale i jako prezerwatywa przeciwko wielu chorobom. Dawano sobie puszczać krew w każdym niemal miesiącu, a zwyczaj ten przechował się w wielu miejscowościach u naszego ludu. Gdy medycyna stoi na nader nizkim stopniu, a prowincja nie posiada lekarzy – prócz Żydów i Niemców szarlatanów, tak częste puszczanie krwi staje się nie raz dla nieszczęśliwego pacyenta, powierzonego domowem medykom – zabójczem. Ciekawą instrukcyę dla puszczających krew udało mi się wynaleźć w starym rękopisie z początku XVII stulecia:
Nauka do wiadomości do puszczania Krwie
Strzedz się tych dni Egipskich w Styczniu. Od nowiu trzeba liczyć 1, 2, 5, 7, 8, 9, 15. Ktoby w te dni krew puszczał, tego roku umrze. Które Dziecie tego Roku się urodzi, będzie zimnego porodzenia. W lutym krew puszczay, trunki przyjmuy, ale głowy przed zimnem ostrzygay; po wannie Wina nie pii. Strzes się krwie puszczać dnia 6 albo 7 od nastania Xiężyca rachując. Ktoby się urodził w Styczniu 26 y 30 dnia tego ciało nie zginie aż do Sądnego dnia, ale to masz rachować dni jako w kalendarzu są rozdzielone., nie od nastania nowego Xiężyca. Dziecie co się urodzi będzie ubogie, świerzb mające, a będzie złodziejem. W Marcu często się myi y do łaźnie choć. Czyszcze bądź i solą trzyi i krwie nie puszczay, wraczanie sobie czyń dla przyczyszczenia żołądka, nasienie ruciane iedz, szałwiane, koprowe ogrodne y Pietruszane, a ktoby krew dał puszczać 16, 17 y 18 Dnia, tego Roku umrze, a 7 Dnia ktoby krew puszczał, tedy wzrok utraci. W Kwietniu tego miesiąca krwie upuszczay dla niezdrowia wątroby y innej przekory, a kto krwie 6, 7, y 16 upuści do 40 Dnia umrze. W Maju piołunek w Winie pii, jedz szałwią, rutkę, a krwie 7, 9, 15, y 17 niepuszczay. W Czerwcu tedy Wodę masz pić studzienną rano przed jadłem; abyś zdrowie płuc zachował, warzone Mleko na Wieczerzą jedz, a 16 Dnia krwie niepuszczay. W Lipcu warz się od zbytniego spania y od Ryb jeziornych. Krwie niepuszczay. Kapusty nie jedz ani pokarmów gorących, Dnia 16 y 17 nie puszczay krwie. W Sierpniu strzes się od zimna, bo w chorobę wpadniesz, krwie nie puszczay 19 y 29 Dnia bo tego Roku umrzesz. Które się Dziecię urodzi, śmiercią złą umiera, niepowiedzie mu się ku dobremu y będzie niepłodne. W Wrześniu kilka Kęsów Chleba Mlekiem polanego przed jadłem rano używay. Możesz krew puszczać w tym Xiężycu, tylko strzedz się 16 y 18 Dnia, bo byś tego Roku umarł. Zdrowy tesz ser jedz młody. W Październiku Ptastwa używay, ale Raka nie chciy, bo skażon bywa od Morskiego Gadu wtenczas; strzes się abyś 6 dnia krwie puszczał. W Listopadzie strzes się łaźni gorącej, możesz krew zaś puszczać, od zimna strzegay się, Kozie Mleko pii bo się z tego krew mnoży u ludzi. Dziecię co się narodzi będzie mężem opatrznym. W Grudniu strzes głowy od Mrozu, abyś był zdrów cały Rok y głowę będziesz miał zdrową. Day sobie zaciąć, ale krwie nie puszczay, bo umrzesz tego Roku, a ostatniego Dnia na skończenie Grudnia, kto puści krew, będzie żelazem rażon, a kto Ser albo Trunek kto przyjmie, tedy rychło umrze. Dziecie co się w Grudniu narodzi, będzie zmyślnym y sprawiedliwym będzie sędzią”.

Archaiczne, siedemnastowieczne słownictwo może być już dla nas niezrozumiałe, nie obędzie się zatem bez pewnych podpowiedzi:

„Strzedz się tych dni Egipskich w Styczniu” znaczy pewnie aby w tym miesiącu odpuścić sobie wczasy w Egipcie, bo czeka nas murowana „zemsta faraona”.

„ W lutym (…) po wannie wina nie pii” – tu już nie ma wątpliwości, że można pić trunki w dużych ilościach i nie poprzestawać tylko na jednej wannie napoju, co by to nie oznaczało. Naczynie to zresztą będzie potrzebne w kolejnym miesiącu, tym razem do kąpieli, czyli w zastosowaniu standardowym. Będąc rześkim, czystym i pachnącym warto by oddać się prokreacji z opcją sprokurowania dziecięcia geniusza w programie „500+”, który wedle wszelkich rachunków przyjdzie na świat w grudniu.

Z wiadomych powodów, lepiej sprawy nie odwlekać na kwiecień i maj, w tych miesiącach lepiej znów powrócić do spożywania napojów procentowych z jakimś ziołowym dodatkiem, tym razem dla poratowania nadszarpniętej wątroby czyli jak to ujmował kultowy Pawlak z „Samych swoich” – dla zdrowotności. Oczywiście najważniejsze w metodzie puszczania krwi jest to, aby jej najlepiej w ogóle nie stosować, a szczególnie w przypadku, gdy z matematyką łączy nas tylko szorstka znajomość, bo można się sromotnie i nieodwołalnie pomylić w rachunkach.

Myślę, że podsunąłem już Państwu pewne pomysły na rozwiązanie tej siedemnastowiecznej szarady.

REKLAMA

PowiązaneArtykuły

Komentarze 1

  1. regionalista says:

    Dziękuję Redakcji za Miłość do Płocka. tam gdzie obecnie jest ZUS i obok Bank na 3 Maja, były baraki dla biedoty plockiej . Po ich rozebraniu …po jednym zrobiono przechowalnie lodu na latio……jak w XIX wieku. Potem zbudowano ZUS
    Caly teren aż do bloku poniemieckiego kolo ZOO, to sama kurzawka…..
    Dziekuje za wspaniały artykuł .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Zgadzam się na warunki i ustalenia PolitykI Prywatności.

Przeczytaj

Reklama

REKLAMA

  • Przejdź do REKLAMA W PŁOCKU