Podziel się tym:

Reggaeland w Płocku stał się już imprezą cykliczną. W ostatnim czasie jednym z głównych gości na płockiej plaży jest Kamil Bednarek – chłopak z pasją, talentem i celami, które krok po kroku realizuje. Kamila znam od lat, zawsze spotykaliśmy się przy okazji tego festiwalu. Niestety, w tym roku odczuliśmy, że ludzie w jego otoczeniu z osobowości artysty niewiele czerpią… Dodatkowo wydaje się, że Reggaeland stał się imprezą dla niewielkiej garstki osób i nie trafia już do miłośników tego rodzaju muzyki. Ale o tym później, póki co rozmowa, która niejednej osobie może uświadomić, jak ważne są marzenia i ich realizacja.

Ja: Kamil nie widzimy się pierwszy raz, na temat muzyki powiedziałeś już chyba wszystko. Dlatego dziś chciałabym poruszyć inny, równie ważny dla Ciebie temat, czyli podróże. Niejednokrotnie podkreślałeś, jak bardzo wpływają one na kształt Twojej muzyki, piosenek. Powiedz, gdybyś miał wybrać jedną z nich, która najbardziej zapadła Ci w pamięć?

Kamil Bednarek: Jamajkę! Oczywiście, że Jamajkę. Pamiętam, to było jakieś 5-6 lat temu. Po wielkim sukcesie w “Mam Talent” i odkryciu miłości do reggae, postanowiłem pojechać do głębi serca tej muzyki i poznać ją w jej rodowitym kraju. Udało mi się, moje marzenie zostało spełnione. Czekałem na tę chwilę wiele lat, ale było warto! Dziś wiem, że ta podróż odmieniła mnie jako człowieka i muzyka. Uważam, że jeśli naprawdę chcesz robić coś dobrze, to powinieneś sięgnąć po to do korzeni, żeby mieć świadomość swoich dalszych kroków. Reggae to moja wielka miłość, więc nic dziwnego, że chciałem odkryć ją od podstaw.

Ja: A jakie masz wspomnienia z tamtej podróży? Co najbardziej utkwiło Ci w pamięci?

Kamil Bednarek: Najbardziej to chyba ludzie. Oni tworzą tamtejszy klimat, styl życia, muzykę… Kiedy przyjechałem na Jamajkę, od razu poczułem się jak w domu. Zostałem bardzo ciepło przyjęty, poznałem fantastyczne osoby, z którymi do dziś mam kontakt, znalazłem przyjaciół. To bardzo mocno mnie zmieniło. Tam nie ma różnic politycznych, nie ma tego całego wyścigu o pieniądze, nie ma konfliktów. Widzisz pokój, radość, słyszysz muzykę w swoim sercu – to jest najpiękniejsze. Cały czas w codziennym biegu zapominamy o tym, co najważniejsze, czego nie możemy kupić za żadne bogactwo. Na Jamajce dla ludzi zwykłe wartości są właśnie tym bogactwem.

Ja: Czy uważasz, że sprawdza się przysłowie o tym, że podróże kształcą? Co zmieniły w Tobie?

Kamil Bednarek: Myślę, że gdyby nie Jamajka, to moja muzyka reggae nie byłaby w pełni dojrzała… Nie chciałem robić tego w sposób amatorski. Chciałem wykorzystać szansę i zaufanie ludzi po to, żeby udowodnić im, że wygrana w talent show okaże się dla mnie sporą szansą na przyszłość. Tak właśnie było i dziś wydaje mi się, że spełniłem ten cel. Jamajka bardzo mi w tym pomogła. Zmieniła też mnie, jako osobę. Zacząłem bardziej pokojowo traktować ludzi, bardziej im ufać, starać się zrozumieć. Muzyka reggae to muzyka miłości i pokoju. Te zasady wprowadziłem w swoje życie.

Ja: Podróże są Twoją wielką pasją i to już wiemy, ale ja pamiętam z naszych wcześniejszych rozmów, jak mówiłeś, że bezludna wyspa mogłaby dla Ciebie nie istnieć. Śmiałam się wtedy, bo wydawało mi się, że dla tak zajętej osoby jak Ty, chwila oddechu powinna być największym marzeniem. A tu mnie zaskoczyłeś! Jednak dziś załóżmy, że znalazłeś się na tej bezludnej wyspie, tylko Ty i Twoja muzyka. Czego najbardziej by Ci brakowało? Co musiałbyś ze sobą mieć, aby nie odczuć tak bardzo tej samotności?

Kamil Bednarek: Tak, też to pamiętam! Co musiałbym mieć? Rodzinę. Bez niej nie ruszyłbym się nigdzie… Przynajmniej nie na tak długo. Wszystko, co robię w swoim życiu, robię dla niej. Nieważne, czy śpiewam, majsterkuję, piszę – to wszystko wiąże się z moimi bliskimi. Często podkreślam na koncertach to, jak bardzo ważna jest dla mnie druga osoba. Moja siostra, rodzice, najbliżsi – to mój raj na ziemi. Dziękuję komuś na górze, że pozwolił mi żyć w takiej rodzinie. Jestem przekonany, że nie ma innej, ważniejszej wartości. Nawet na bezludnej wyspie stawiam na nich, bo wiem, że tylko rodzina w pełni będzie mogła być moim wsparciem.

Ja: Jaki jest Kamil Bednarek, kiedy schodzi ze sceny, gasną światła, reflektory? Jesteś nadal sobą?

Kamil Bednarek: A czy pamiętasz, żebym kiedykolwiek sobą nie był? Oczywiście! Nawet jak dziś rozmawiamy kolejny raz, to staram się być szczery i powiedzieć Ci wszystko jak na spowiedzi [śmiech]. A tak poważnie, to oczywiście – jestem sobą w każdej sytuacji. Nieważne, czy śpiewam, występuję na scenie, czy siedzę w domu i bawię się z moim siostrzeńcem. Jestem sobą i to moja największa wartość. Zwykły chłopak, który ma swoje pasje, marzenia, cele do zrealizowania, który ćwiczy, interesuje się motoryzacją. Pokaż mi faceta, który tego nie robi… Jestem zwykły i to mnie cieszy, bo błysk reflektorów nie jest dla mnie. Scena to moja życiowa pasja, ale sława to już jej ciemna strona, więc trzymam się od niej z daleka. Dla mnie to pojęcie względne.

Ja: W takim razie zdradź mi na koniec swoje marzenia? Powiedz, co ma się jeszcze spełnić w Twoim życiu? Ja sprawdzę to za rok, gdy spotkamy się ponownie.

Kamil Bednarek: Niech tylko szczęście dopisuje! To moje teraźniejsze marzenie. Mam wiele planów, pomysłów, które chciałbym zrealizować, ale potrzebuję do tego szczęścia i odpowiedniego czasu. Jeśli tego mi będziesz życzyć, to jestem pewny, że za rok powiem – cel został osiągnięty. Póki co, droga do niego wciąż trwa.

Od redakcji

Kamil Bednarek jest pewien swojego powrotu na festiwal za rok. Takie słowa padły ze sceny… Ale czy na pewno?

Frekwencyjnie już na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że – delikatnie mówiąc – nie wyszło najlepiej. Można przerzucać się argumentami, czy to wina pogody, postawienia na reklamę ogólnopolską czy jeszcze czegoś innego, ale faktem jest, że plaża tym razem świeciła pustkami, zapełniając się nieco jedynie w czasie koncertów gwiazd.

Biorąc to pod uwagę, jakie przełożenie ma wydanie około 600 tys. zł (o takiej kwocie mówi się w kontekście tego festiwalu, plaża została użyczona za darmo) dla rozwoju i promocji naszego miasta? Zastrzegam przy tym – to może być świetna impreza, taka, jaką kiedyś był zorganizowany przez prawdziwych pasjonatów Underground Reggaeland z dofinansowaniem 50 tys. zł od płocczan. Bo nie pieniądze decydują o klimacie, a serce do muzyki.

Doceniam Kamila Bednarka jako artystę. Jest świetny, czy jednak fani reggae będą odwiedzać Płock co roku dla tych samych wykonawców? Pomimo sztucznie pompowanych statystyk (o czym mówi się w kuluarach już kolejny rok) Reggaeland umiera i warto zastanowić się, co jest tego przyczyną. Na pewno nie budżet z pieniędzy mieszkańców Płocka, który jest rozdmuchany do granic absurdu. Czy chodzi o przewidywalny dobór artystów? Czy o promocję wydarzenia? A może amatorskie zachowanie niektórych managerów gwiazd, którzy nie mają szacunku do danego przez siebie słowa i wolą bawić się w czasie swojej pracy? Szczegółów ich “profesjonalizmu” z litości nie opiszemy… Niemniej, problem istnieje i teraz jest najlepszy czas na wyciągnięcie wniosków.

Patronat i artykuły sponsorowane w PetroNews.pl