Twarzą w twarz: Po co zakaz handlu w niedzielę i ograniczenie picia alkoholu?

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

W ostatnich dniach listopada Sejm uchwalił dwie ustawy, które budzą sporo kontrowersji. Chodzi o zakaz handlu w niedzielę oraz zaostrzenie przepisów, dotyczących spożywania alkoholu w miejscach publicznych. Co sądzą o nowych przepisach płoccy radni?

Zakaz handlu w niedzielę – realny?

W piątek, 24 listopada przegłosowano w Sejmie ustawę, zakazującą handlu w niedziele. Teraz ustawa trafi do Senatu, a jeśli on nie zgłosi uwag, to do prezydenta do podpisu. Wydaje się jednak, że jest to już tylko formalność. Wówczas zakaz handlu w niedziele wejdzie w życie w marcu 2018 r. Sklepy będą mogły być otwarte w pierwszą i ostatnią niedzielę każdego miesiąca. Przepisy pójdą dalej – od 2019 r. handlową niedzielą będzie ostatnia w miesiącu, a od 2020 r. sklepy będą zamknięte w każdą niedzielę.

Ustawa wprowadza jednak sporo wyjątków. Handel w niedziele będzie możliwy w piekarniach, cukierniach i lodziarniach, otworzyć swoje sklepy będą mogli również ci przedsiębiorcy, którzy prowadzą sprzedaż osobiście. Czynne więc będą sklepy sieci Żabka czy Małpka Express. Dozwolona będzie także sprzedaż przez Internet, ale i na stacjach paliw. Najbardziej na zakazie mogą ucierpieć centra handlowe.

Fot. Michał Siedlecki

Dlaczego Prawo i Sprawiedliwość wprowadza tę ustawę? – Pierwszy projekt ustawy, który trafił do Sejmu, został opracowany przez komitet inicjatywy ustawodawczej, w skład której wchodziła Solidarność – powiedział radny Piotr Szpakowicz z klubu radnych PiS. – Związkowcy postulowali, aby wszystkie cztery niedziele w miesiącu były wolne od pracy, natomiast w Wielką Sobotę i Wigilię handel miałby odbywać się do godziny 14 – przypomniał radny Szpakowicz.

Jak dodał, prace nad ustawą rozpoczęły się w 2016 roku, a pod wnioskiem o wprowadzenie zakazu handlu w niedziele podpisało się ponad 0,5 mln osób.  W trakcie głosowania nad ustawą, “za” było 254 posłów, nie tylko Prawa i Sprawiedliwości, ale prawie całego Klubu Kukiz’15 czy klubu posłów PSL, którzy zagłosowali albo “za”, albo wstrzymali się od głosu.

– Prawo i Sprawiedliwość w swoim programie wyborczym zapowiedziało politykę prorodzinną, czego jednym z elementów jest ta ustawa – tłumaczył Piotr Szpakowicz. – Jej celem jest przywrócenie wolnych niedzieli dla pracowników, niedziela ma być dniem odpoczynku i budowania relacji społecznych – argumentował radny.

Wiemy, że ustawa miała ograniczyć sprzedaż w niedzielę przede wszystkim dużym dyskontom. Jednak już publikowane są informacje na temat sposobów obchodzenia proponowanych przepisów, np. poprzez wypiek pieczywa czy kupowania warzyw i owoców bezpośrednio u producentów. Czy według radnych ta ustawa przyniesie oczekiwane korzyści?

– Rozpatrując projekt tej ustawy, musimy zastanowić się przede wszystkim nad tym, że być może idea jest słuszna, natomiast sposób wymuszenia wolnej niedzieli poprzez zakaz handlu uważam za zły, niezależnie od tego, jak głosowali posłowie PSL – stwierdził radny Michał Sosnowski z Klubu Radnych Polskiego Stronnictwa Ludowego płockiej rady miasta. – Ja jestem przeciwnikiem tego typu regulacji i uważam, że będą one nieskuteczne, chociażby z tego względu, że w większości sklepów można znaleźć już piece do wypiekania pieczywa, przepis ten być może będzie więc przepisem martwym – tłumaczył radny.

Argumentował również, że obecnie większość osób ma dostęp do internetu, w związku z czym zakupy, w tym spożywcze, mogą być zamawiane do domu. Radny uważa, że każdy powinien mieć wybór i możliwość spędzania wolnego dnia w taki sposób, jak mu się podoba. Jeśli chodzi natomiast o pracowników, to praca w niedzielę jest istotna dla wielu z nich, chociażby dla studentów czy osób, które pracują na kilka etatów.

Fot. Michał Siedlecki

Michał Sosnowski jest zdania, że zakaz handlu niekoniecznie przełoży się na spędzanie czasu z rodziną, natomiast możliwość funkcjonowania w niedziele stacji paliw, także i tych, na których wprowadzone są produkty spożywcze, zwiększy obrót w tych miejscach. – Odbije się to na kieszeni Polaków, ponieważ w tych miejscach marża jest wyższa. Ale być może o to właśnie chodzi, żeby zwiększyć przychody spółek Skarbu Państwa – dywagował.

Dodał również, że przeglądane przez niego sondaże pokazują, iż większość osób jest przeciwna takiemu zakazowi, z czym radny Szpakowicz nie zgodził się, przytaczając inne dane sondażowe.

– Handel na stacjach paliw będzie dopuszczalny w obiektach o wyznaczonej minimalnej powierzchni – zaoponował również Piotr Szpakowicz. – Po drugie, pomimo zakazu handlu w niedzielę, będzie można przecież sprzedawać w piątek czy w sobotę. Zostanie więc sprzedana ta sama ilość produktów, po prostu w inne dni, gospodarka więc na tym nie straci – przekonywał.

Stwierdził też, że rynek pracowników handlowych jest bardzo duży, jest to rynek rotacyjny, nie będzie więc problemów ze znalezieniem pracy.

Fot. Michał Siedlecki

– Podobny przykład mieliśmy już przy podatku, który miał zostać nałożony na sklepy wielkopowierzchniowe i dyskonty poradziły sobie z tym, dzieląc sklepy na poszczególne działy, o mniejszej powierzchni – przypomniał Michał Sosnowski. – Sądzę, że i w przypadku stacji paliw może być podobnie. Pozwólmy, żeby regulował to rynek – dodał.

Serwis Money.pl przeprowadził ankietę, z której wynika, że wolny czas, który dotychczas przeznaczaliśmy na niedzielne zakupy, spożytkujemy głównie na odpoczynek, głównie oglądanie telewizji, ale i spacer lub spotkania ze znajomymi. Część osób zadeklarowała, że będzie grała z rodziną w planszówki. Może więc ta ustawa wprowadzi jednak jakąś korzyść dla rodzin?

– Jestem za tym, żeby Polacy spędzali więcej czasu ze swoimi rodzinami, sam jestem przykładem osoby, która czasu dla swojej rodziny ma zbyt mało. Ale nie powinno być to narzucane ustawowo, nie tędy droga – stanowczo stwierdził radny Sosnowski. – Grać w planszówki można i teraz, a nikt nikogo nie zmusza do tego, żeby pracował w zawodach, które wymagają w niedzielę. Podobnie nikt nie zmusza Polaków, żeby robili zakupy tego dnia – wyjaśnił.

– Ale tu nie chodzi o to, że Polacy nie mogą zrobić zakupów w niedzielę, tylko o to, że niektórzy Polacy w niedzielę pracują – sprostował Piotr Szpakowicz. – Jest na tyle niskie bezrobocie, że mamy rynek pracownika i można zmienić pracę – odparował Michał Sosnowski.

Warto wspomnieć, że polska ustawa zakazująca handlu w niedzielę nie będzie wyjątkiem. Niemal całkowity zakaz handlu w niedzielę i święta obowiązuje w Niemczech i Austrii. Częściowe ograniczenia mają Belgia, Francja, Grecja, Holandia, Luksemburg, Holandia i Węgry. W Niemczech i Austrii istnieje tzw. Sonntagsruhe, czyli “niedzielna cisza”. Oznacza to, że w niedziele i święta zamknięte są wszystkie sklepy; działać mogą tylko stacje benzynowe i sklepiki na dworcach kolejowych oraz położone w sąsiedztwie atrakcji turystycznych. W praktyce doszło do tego, że dworce i stacje benzynowe pełnią rolę głównych źródeł zaopatrzenia w produkty spożywcze w dni wolne. Czy tak stanie się również w Polsce? To czas pokaże.

Czy w Płocku będzie zakaz nocnej sprzedaży alkoholu?

Przechodzimy do kolejnego tematu, wzbudzającego nie mniejsze zainteresowanie, a mianowicie ustawy, którą Sejm przyjął w piątek, 24 listopada, zakładającej możliwość ograniczenia przez samorządy nocnej sprzedaży alkoholu w sklepach (od godz. 22 do 6 rano). Ustawa ta wprowadza również zakaz picia alkoholu w miejscach publicznych, z wyjątkiem miejsc do tego przeznaczonych.

Jeśli w Płocku będzie podejmowana taka uchwała, jak zagłosują radni?

– Jeśli byłby taki wniosek złożony np. przez prezydenta Płocka czy radnego Sosnowskiego, na pewno nie zagłosuję za całkowitym zakazem sprzedaży alkoholu w całym mieście – zapewnił Piotr Szpakowicz. – Trzeba się jednak zastanowić nad zakazem w obszarach zdegradowanych społecznie, po to jest ta ustawa, aby samorząd na podstawie swoich doświadczeń stwierdził, gdzie jest taka potrzeba – dodał, wyjaśniając, że na dzisiaj byłby przeciwny takim zakazom, bo potrzebne są również inne działania naprawcze.

Fot. Michał Siedlecki

Zdecydowanie przeciwny takiej uchwale jest radny Sosnowski. – Uważam tę ustawę za nieprzemyślaną i niedopracowaną, aczkolwiek cieszę się, że rząd zaczął scedować pewne uprawnienia na samorząd. Szkoda, że w tak błahej kwestii, a w pozostałych dąży do centralizacji – pozwolił sobie na uszczypliwość. – Przeciwny jestem przede wszystkim dlatego, że będzie to sztuczna regulacja. Wyobraźmy sobie, że w małym sklepiku, np. Żabce, jest pani, za którą stoi na półkach alkohol. Po godzinie 22 przychodzi trzech panów, którzy potrzebują zakupić alkohol, a pani, zgodnie z przepisami, mówi, że nie sprzeda. Stworzy to niebezpieczne sytuacje – argumentował Michał Sosnowski.

Tłumaczył również, że taka sytuacja zwiększy jedynie ilość melin, na których będzie produkowany wątpliwej jakości alkohol, co spowoduje uszczuplenie wpływów do budżetu miasta, ale i zagrożenie zdrowotne dla osób, spożywających taki alkohol.

Oprócz dania gminom możliwości ograniczenia sprzedaży w godzinach nocnych, nowelizacja wprowadza również ograniczenie godzin emisji reklam piwa i zakaz picia w miejscu publicznym, za wyjątkiem wyznaczonych do tego miejsc. Przypomnijmy, że dotychczas obowiązywała dość nieprecyzyjna definicja „miejsca publicznego”.

– Dotychczasowe brzmienie przepisów wyznaczało niezbyt precyzyjne określenia, jak ulice, place czy parki. Głośna była sprawa pana Marka Tatały, który odwołał się od mandatu za spożywanie alkoholu na bulwarach wiślanych i wygrał tę sprawę. Nowe brzmienie ustawy daje samorządom możliwość wprowadzenia takich terenów, na których alkohol można spożywać. Można tu wyznaczyć np. obszar plaży miejskiej czy nowego stadionu, ale z zastrzeżeniem spożywania niskoprocentowego alkoholu, do 4,5% – powiedział Piotr Szpakowicz.

– Warto rozpocząć od tego, że dotychczasowa ustawa, wprowadzona w okresie stanu wojennego, faktycznie jest nieprecyzyjna. Tylko dlaczego znowu idziemy w stronę ograniczenia wolności, zamiast dawać jej więcej obywatelom? – pytał radny Sosnowski. Wyraził opinię, że jeśli ktoś spożywa alkohol, ale nie popełnia innych wykroczeń, to nie ma za co go karać. W innym przypadku należy karać surowo za rzeczy, które są popełniane.

– Chciałbym zauważyć jeszcze, jaka jest hipokryzja w tych propozycjach. Kupując piwo w sklepie, nie możemy go wypić “pod chmurką”, natomiast jeśli kupimy je, siedząc w ogródkach piwnych pod parasolem, to już nam wolno. Czym to się różni? Tylko ceną – stwierdził Michał Sosnowski.

Fot. Michał Siedlecki

– Ale i uporządkowaniem – dodał Piotr Szpakowicz. – Nie można wyznaczyć wszystkich miejsc do spożywania alkoholu. Wiemy, co się dzieje na festiwalach – argumentował. – Co się dzieje? Tylko to, co się dziać powinno – uśmiechnął się Michał Sosnowski. – Wiemy, ile jest butelek, ilu pijanych, ilu ludzi kąpiących się z butelką alkoholu – wymieniał radny klubu PiS. – Ja nie jestem za wprowadzeniem zakazu wszędzie, natomiast miasto wie, w których miejscach można pozwolić na spożywanie alkoholu – tłumaczył.

– To jest kwestia pewnej filozofii. Pan radny jest za wprowadzeniem zakazu i wyznaczenia miejsca dozwolonego, ja wolałbym, żeby była możliwość spożywania alkoholu, poza wyznaczonymi przez samorząd – przekonywał Michał Sosnowski.

Podkreślał jednocześnie, że należy zapewnić młodzieży inną formę rozrywki, niż alkohol, np. w zakresie sportu. – Chciałbym, żeby wybrzmiała jedna rzecz, my przecież nie namawiamy do tego, żeby spożywać alkohol. Gminy powinny inwestować w infrastrukturę kulturalną czy sportową. Do tego powinniśmy przede wszystkim dążyć – stwierdził.

Fot. Michał Siedlecki

To słuszna uwaga, szczególnie biorąc pod uwagę, że według danych Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, Polska zmaga się z olbrzymim wzrostem spożycia alkoholu. Rocznie na jednego Polaka przypada spożywanych aż 9 litrów mocnych trunków i 99,5 itrów piwa. W 2015 roku nasz kraj mieścił się poniżej średniej, teraz znajduje się w czołówce. W Polsce aż 600-800 tys. osób jest w systemie i ma postawioną diagnozę uzależnienia. Nadmierne szkodliwie pije alkohol w naszym kraju ponad 3 mln osób. Narodowy Fundusz Zdrowia na likwidację “alkoholowych skutków” wydaje rocznie ok. 8-10 mln złotych.

Pytanie jednak najważniejsze – czy ta ustawa spowoduje ograniczenie spożycia alkoholu? – Na pewno konieczne jest wprowadzenie skutecznych działań, które spowodują ograniczenie spożycia alkoholu, czego elementem jest omawiana ustawa. Ale same przepisy, bez odpowiedniej współpracy samorządu z organizacjami pozarządowymi, programu lecznictwa, kampanii antyalkoholowej, odpowiedniej profilaktyki, edukacji, niewiele zmienią – przekonywał Piotr Szpakowicz. – Tu się zgadzamy, choć moim zdaniem, nie powinno się tego robić poprzez zakazy – przyznał Michał Sosnowski. – To nie zakaz, lecz przelania odpowiedzialności na gminy – zaoponował radny Szpakowicz.

Jako ciekawostkę podsumowującą ten temat powiem, że są miasta w Europie, w których spożywanie alkoholu w miejscu publicznym jest dozwolone. Akceptowalne jest picie piwa nad rzeką, w parku czy na miejskim skwerze w Berlinie, Kopenhadze czy Brukseli. Jednak za picie tego samego trunku w Pradze, Londynie czy Amsterdamie poniesiemy karę. W Madrycie za spożywanie alkoholu w miejscu publicznym zapłacimy nawet 2.678 zł. W Warszawie za złamanie tego zakazu zapłacimy jedynie 110 zł.

Podziel się:

4 komentarze

  1. „Wieki już śpiewamy: Jeszcze nie zginęła!

    Póki nas tylko na świecie tym stanie!

    Za naszą w niej przyszłość, by dobrem słynęła!

    Wypijmy więc teraz: Za Polskę, Panowie i Panie!” Na zdrowie Michale

  2. Nie dziwi zdanie sosnowskiego bo gdzie by się nachlał wódy i gdzie naparzał z policjantami? A Dąbek pewnie też by nie było. Chłop jak się nachla to potęgą jest i basta.

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji