Skazany na straty

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Ma 38 lat. Marzenia i sny, które chciałby, aby się spełniły. Pochodzi z Tczewa. Do Płocka trafił kilkanaście lat temu do Zakładu Karnego, a potem wrócił jako… bezdomny. Szanuję jego życzenie zachowania anonimowości. Wymyśla na poczekaniu imię – Piotrek. Nie chce ze mną rozmawiać. Jednak gorący obiad w niedzielne popołudnie i paczka papierosów przekonują go.

Dlaczego nie ufasz ludziom?
– Bo są fałszywi – Piotrek zamyśla się. – Nieraz mnie skrzywdzili. To były złe rzeczy i źli ludzie, lepiej liczyć na samego siebie i nie ufać.
Od ilu lat jesteś bezdomny?
– Od siedmiu, odkąd wyszedłem z Zakładu Karnego w Sztumie. Byłem też w innych, w Płocku i Koronowie. Odsiedziałem swoje, osiem lat.
Dlaczego cię przenosili?
– Chciałem się uczyć. Bo nawet podstawówki nie mam skończonej. W Sztumie skończyłem kurs na wózki widłowe. Po wyroku chciałem zmienić swoje życie – Piotrek smutnieje.
I co, chyba nie za bardzo ci się udało…
– No, nie do końca – znowu się zamyśla, przypalając papierosa. – Kryminał, to znaczy więzienie a więzienie to różnica. W jednym jest lepiej w drugim gorzej.
Co znaczy lepiej? Jak można odsiadywać więzienie lepiej, nie rozumiem…
– No, jak ktoś siedzi za gwałt to inaczej jest traktowany. A złodzieje to złodzieje, inaczej jest, szanują sami siebie. Inaczej traktuje się ludzi co są skazani za coś innego – wyjaśnia.
Za co odsiadywałeś karę więzienia?
– Kradłem, a potem pobiłem kogoś. Nie chcę o tym mówić, bo to był mój błąd i teraz się męczę. A to, że go pobiłem było zupełnie niepotrzebne.
Widzę na dłoni tatuaż, masz inne?
– Mam, w kryminale porobiłem, na plecach i na ramieniu. Pokazać? – zaśmiał się. – Tu mam skorpiona, na ramieniu chiński znak, a na plecach napis “Skazany na straty”, ale nie powinienem ci tego mówić. Takich rzeczy się nie mówi…
Wyszedłeś siedem lat temu, to kawał czasu. Dlaczego nie poukładało ci się to życie? Przecież nie tylko ty jesteś po wyroku, ludzie wracają do normalnego życia…
– Jak wyszedłem, zastałem tutaj inną rzeczywistość. Wszystko było inaczej. Jak byłem w Zakładzie Karnym zmarła moja mama, ojciec szybko znalazł sobie drugą kobietę. Nie umiałem jakoś żyć z nimi. Wyszedłem z domu parę lat temu i tak sobie jeżdżę. Dziś jestem w Płocku, jutro może do Warszawy pojadę. Przez te lata zjeździłem Polskę, prawie całą i za granicą byłem – śmieje się.
Jako bezdomny?
– Nie, kiedyś pracowałem i byłem w Belgii, ale krótko, bo tam się piło. To znaczy wszyscy pili.
Z czego żyjesz, bo coś jeść musisz?
– Powietrzem – znów się śmieje. – Jakoś sobie radzę – mówi krótko.
Tajemniczo brzmi, kradniesz?
– Nie, jestem od tego daleko, od kilku lat. Czasami zbieram puszki, butelki, co się da. Nieraz ludzie pomogą. Ale żebrakiem nie jestem. Tak jak w lato jest lepiej, jeżdżę gdzieś na wieś, pomagam jakimś rolnikom. Zima jest gorsza, ale jak jest taki mały mrozek to chodzę do tych domków, na tych osiedlach, odrzucam śnieg. Jakoś jest. No i chodzę na obiady do tej jadłodajni, albo jadę autobusem jak zimno.
Masz rodzeństwo?
– Mam dwóch braci. Jeden mieszka w Niemczech, drugi w Gdańsku. Są starsi ode mnie, ale nie przyznają się do mnie. Kryminał zmienił ludzi w moim otoczeniu. Nie proszę ich o nic. W więzieniu miałem dobrze, nawet bardzo dobrze. Tam jeden drugiemu pomagał, czułem, że mam kolegów. Wiem, że gdybym tam trafił to spotkam ludzi, którzy mi pomogą. Nie to co tutaj, tu jeden drugiego utopiłby w łyżce wody. Nawet mnie kiedyś okradli. Mnie… – śmieje się gorzko. – Plecaka do dziś mi szkoda, to – tu bluźni – nie ludzie, widzisz.
Tak powiedziałeś, jakbyś chciał trafić za kratki.
– Nie, tego nie chcę – denerwuje się nagle.
Dużo pijesz alkoholu?
Piotrek wybucha śmiechem. – U psychiatry, w więzieniu psycholożka wzięła mnie na rozmowę i zadała mi to samo pytanie: “Ile pan pije?”, odpowiedziałem: “Tyle co pani”. Wiesz co mi powiedziała? Że jestem niepoważny, że się nie nadaję do rozmowy. Chciała mnie zażyć, ale ją zgasiłem – śmieje się, ja również. – Ty się nie śmiej, bo tobie to samo powiem – mówi poważnie.
Jesteś alkoholikiem?
– Nie.
Miałeś kiedyś normalne życie, pracowałeś, przecież nie od zawsze żyjesz na dworcach i w pociągach?
– Tak. Żyłem w normalnej rodzinie, zanim mama zmarła. Pracowałem przy kładzeniu papy na dachy. Całkiem nieźle mi się wiodło. Miałem dziewczynę, ale zostawiła mnie, jak poszedłem do więzienia. Mogłem mieć wszystko.
Już nie możesz? Przecież chcesz zmienić swoje życie, żeby nie wyglądało tak jak teraz. Możesz iść do pracy.
– Nie wiem – mówi smutno.
Ale ciężko ci chyba żyć jak teraz, tak z dnia na dzień…
– Po wyjściu z Zakładu Karnego, kiedy zobaczyłem jak to wszystko się pozmieniało, zacząłem żyć z dnia na dzień. Pracowałem, ale trafiłem do firmy gdzie nie należało ufać ludziom, a ja zaufałem. To mnie chyba zgubiło. Trochę zaczęło się pić, bo nie mogłem odnaleźć się w tym gronie ludzi.
Masz kolegów?
– Tak, spotkałem tu kilku. Ale nie pisz tego. Przyjechałem do Płocka, bo tu w kryminale było mi dobrze. Jestem tu dopiero pół roku i na razie nie spotkałem nikogo z kim siedziałem.
Martwisz się o coś?
– Tak – wyraźnie smutnieje. – Żeby inni ludzie nie krzywdzili moich, to znaczy mojej rodziny. Pomimo, że mnie skrzywdzili, kocham ich. Gdybym się dowiedział, że dzieje im się krzywda, to chyba bym zabił za nich – mówi zdenerwowany. – Mam żal do ojca, że kiedyś mi nie pomógł, ale kocham go. I to już inna sprawa, nie chcę o tym mówić.
O czym jeszcze nie chcesz mówić?
– Ta zima taka podła – uśmiecha się. – Chociaż w sumie zimę lubię, jak jest mały mróz.
Czemu nie pójdziesz do noclegowni?
– Raz byłem. Ale tam patrzą na mnie jak na wroga. Oni się tam znają. Nawet oka nie zmrużyłem. Nie będę tam chodził.
O czym marzysz?
– Nie uwierzysz. Chciałbym się zakochać. Chciałbym mieć normalne życie, żyć tak jak kiedyś, przed więzieniem. Marta mi się nieraz śni – uśmiecha się. – No wiesz, Marta to była moja dziewczyna. Zmieniłem się – kończy rozmowę, odchodząc ze swoim wózkiem…

Podziel się:

Brak komentarzy

Zostaw Komentarz

Warto Przeczytać

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji