Okiem Robaka – Sąsiad – oszust czy… kandydat?

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Wyobraźmy sobie, że do naszych drzwi wieczorową porą niespodziewanie zapukał sąsiad… Znamy go w zasadzie z widzenia, bez jakiejkolwiek zażyłości, ot taki jeden z wielu. Patrzymy z niedowierzaniem przez wizjer i cóż rodzi się w naszej głowie? Zaciekawienie, a może sympatia? Chyba jednak zgoła przeciwne emocje. Raczej niepokój, bo czegóż on tutaj szuka? Szybko przeprowadzamy rachunek sumienia – może zarysowaliśmy mu samochód przy parkowaniu, czy też nasz pies nasikał mu na wycieraczkę, a może chce od nas wyciągnąć pieniądze? 

Bohatersko otwieramy drzwi, a tu okazuje się, że nasz niespodziewany prześladowca kandyduje do rady osiedla, wyjaśnia, jakie ma plany i zamierzenia, a przyszedł po to, by zyskać nasze poparcie i głosy. W tym momencie nasza podejrzliwość zwiera się z zaskoczeniem i rośnie jak stożek wulkanu. A tu na dodatek intruz prosi nas o podanie danych personalnych, numeru PESEL i o to, żebyśmy podpisali się na liście poparcia dla kandydata. No tego to już za wiele!!! Takich rzeczy nie robi się nawet dla własnej mamusi!

W tej sytuacji pozostają nam dwa wyjścia: potraktować najeźdźcę jak akwizytora i ostentacyjnie odmówić lub też – w poczuciu własnej, bliżej nieokreślonej krzywdy – podpisać dokument… Bo też, kiedy już zamkniemy za sąsiadem drzwi, natychmiast pojawia się wątpliwość, do czego jest mu to potrzebne? A może chce nas w jakiś sposób oszukać i wykorzystać? W każdym razie na pewno to karierowicz, nawiedzony oszołom, sekciarz i Bóg wie, kto jeszcze…

Miotani rozterkami, jak młody Werter, nagle uświadamiamy sobie, że przecież nam samym nie brakuje inteligencji, elokwencji, urody, talentów wszelakich – wypisz, wymaluj taki osiedlowy George Clooney we własnej osobie. Jednakże, mimo tylu przymiotów predestynujących nas jako przywódcę tłumów i przedmiot powszechnych uwielbień, nie zniżymy się do takiego poziomu, żeby nachodzić jak domokrążca spokojnych ludzi i prosić się o głosy poparcia.

No właśnie, tylko co w tym deprecjonującego porozmawiać z sąsiadami o przyszłości naszego wspólnego otoczenia? Kiedy wreszcie w miejsce negatywnych emocji pojawią się sympatia i zaufanie, a nawet wdzięczność dla człowieka, który poświęcając prywatny czas, bezinteresownie zechce nas wyręczyć w wielu ważnych dla nas sprawach i nas reprezentować?

Tak naprawdę, wielokrotnie lekceważymy lub też nawet nie zauważamy problemów środowiska lokalnego, nie dostrzegamy potrzeby jego rozwoju. Zadbane ulice, kluby, zabytki i atrakcje turystyczne czy place zabaw zapewnić ma bliżej nieokreślony Ktoś, któremu na pewno płacimy podatki. Ten sam Ktoś powinien się też domyślić, jakie mamy potrzeby i w jakim kierunku powinno się rozwijać nasze osiedlowe środowisko. Brakuje, niestety, w naszej świadomości powszechnego przekonania, że tylko aktywne podejście wielu ludzi, artykułowanie swych potrzeb, służy rozwojowi dzielnic, ulic, a nawet wspólnot mieszkaniowych, buduje atrakcyjność okolicy, wpływa na zamożność finansową jej mieszkańców. Powtarzanie, że nasze społeczeństwo na wszystkich swych poziomach podlega niekonstruktywnej atomizacji, stało się już banałem. Może zatem, zamiast źle pojętej obrony własnej prywatności i wygodnej anonimowości, zanućmy chociażby starą piosenkę… “Jak dobrze mieć sąsiada” – szczególnie takiego zaangażowanego…

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji