Ryszard Wolbach: „Chciałem być dziennikarzem sportowym”

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Wkrótce świętuje 40-lecie pracy artystycznej. Jak zaczęła się jego kariera muzyczna? Czy zawsze chciał być wokalistą? Jakie “świństwo” zrobili mu muzycy z konkurencyjnego zespołu? Rozmawiamy o tym z Ryszardem Wolbachem.

Magda Grodecka: Udzieliłeś w życiu tylu wywiadów, że już chyba setki razy opowiedziałeś historię swojej kariery w świecie muzycznym. A gdyby jeszcze raz pozwolono Ci przeżyć życie po dniu wielkiego sukcesu w Opolu, zmieniłbyś coś?
Ryszard Wolbach: I teraz powinienem odpowiedzieć, że nie (śmiech). Ale tak nie powiem, bo marzyłem o czymś zupełnie innym i nawet zacząłem to realizować. Chciałem być dziennikarzem sportowym, opiniotwórczym komentatorem wydarzeń w świecie sportu. W Polsce i zagranicą. Poszedłem na studia na AWF, aby po nich skończyć dziennikarstwo. Wtedy było tylko podyplomowe. Zawsze kochałem sport. Byłem nawet zawodnikiem w sekcji lekkoatletycznej płockiego klubu Wisła. Dzisiaj jestem pasjonatem żużla i siatkówki. Kibicuję i w czasie wielkich wydarzeń sportowych nie ma mnie dla świata. Bardzo więc prawdopodobne, że mając drugi raz wybór, nie wybrałbym muzyki.

Wtedy wygrała muzyka.
– Tak. Przypadkowy zbieg okoliczności. Byliśmy sobie studencką grupą, śpiewającą piosenkę turystyczną. Jeździliśmy na festiwale i zdobywaliśmy nagrody. Kiedy już zdobyliśmy wszystko, co można było w piosence turystycznej zdobyć, ktoś nas wytypował do eliminacji na festiwal w Opolu. Przeszliśmy. Ubrali nas w rybaczki z płótna żaglowego od kumpli żeglarzy, kraciaste koszule od kolegów z Politechniki (chodzili w nich do roboty) i… nagle zostaliśmy gwiazdami. A ja zdążyłem się dopiero dowiedzieć, że jednak potrafię śpiewać. I się potoczyło.

Jakie najlepsze, najbardziej pozytywne chwile i emocje kojarzysz z karierą?
– Jako pierwsze, niezapomniane dla mnie do dzisiaj, spotkanie z grupą Deep Purple na scenie (stadion Legii w Warszawie). Prywatnie okazali się bardzo skromnymi, fajnymi i mądrymi ludźmi, a przy tym normalnymi facetami. Druga rzecz, którą wspominam wyjątkowo, to spotkania z publicznością po jednym z koncertów Harlemu na Woodstock. 100 tysięcy ludzi z tak pozytywną energią w jednym miejscu. Kręciło mnie to bardzo. Cieszę się też, że miałem szczęście poznać w życiu wielu mądrych ludzi, którzy mają ciekawe poglądy i własne zdanie; wiele fascynujących osobowości wśród muzyków czy dziennikarzy. I nie tylko.

A najgorsze wspomnienie w karierze?
– Szczególnie fatalnie wspominam sytuację z końca lat 80. z zespołem Babsztyl w Opolu. Koledzy z konkurencyjnej kapeli rozstroili nam instrumenty przed koncertem. Nie było najmniejszych szans na dobre zagranie utworu, który potencjalnie mógł stać się przebojem. Po koncercie rozjechaliśmy się do domów i przez trzy miesiące nabieraliśmy dystansu do tego, co się stało.

Co jest najważniejsze w Twoim życiu?
– Miłość. Ja naprawdę wierzę w potęgę miłości. Pomagała mi w życiu przetrwać najgorsze momenty. Pod wpływem miłości zmieniłem się. Myślę, że na lepsze. Bardzo ważna jest też dla mnie przyjaźń. Ale taka prawdziwa, zweryfikowana. I lojalność, której deficyt ostatnio obserwuję. I prawda. Nienawidzę kłamstwa i „ściemy”. A niezbędna do życia, przynajmniej dla mnie, jest harmonia, zarówno ta ze światem i przyrodą, jak i w życiu osobistym.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Warto przypomnieć, że już 7 października o godz. 19 w Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego w Płocku odbędzie się benefis Ryszarda Wolbacha „40 lat na scenie”.

W części pierwszej publiczność obejrzy widowisko zatytułowane „Kolory nadziei”. Autorką scenariusza o odkrywaniu życia na nowo jest Barbara Szafraniec, prywatnie partnerka Ryszarda Wolbacha. Połączenie muzyki, tańca, teatru i wizualizacji komputerowej tworzy niesłychanie efektowny dla widza spektakl. Ta rock opera, jak nazywa widowisko Ryszard Wolbach, utrzymana jest w stylistyce rocka symfonicznego, ballad rockowych i elementów pop i folku.

Część druga benefisu to koncert Ryszarda Wolbacha i jego gości. W programie znajdą się utwory w wykonaniu grupy „Babsztyl”, która wystąpi w pierwszym składzie i muzyków z różnych okresów działalności zespołu „Harlem”. Wystąpią też m.in. słynna grupa muzyczna i kabaret „Czerwony Tulipan” oraz bardzo lubiany Piotr Bukartyk. Koncert poprowadzi Korneliusz Pacuda.

Organizatorzy zapowiadają też na benefisowy wieczór niespodzianki. Bilety są dostępne w kasie Teatru Dramatycznego w Płocku.

Magda Grodecka

Podziel się:

Zostaw Komentarz