Każdy z nas pewnie marzy o tym, żeby w wolnym czasie wyjechać gdzieś, w znane lub nieznane tereny, na łono natury czy do luksusowego hotelu, w gorące kraje z piaszczystą plażą albo na chłodne łono Antarktydy… Gdzie podróżuje Radosław Malinowski? Jakie miejsca w pobliżu naszego miasta poleca? Zapraszamy na kolejny odcinek naszego cyklu – „Płock na szlaku”.

Wicedyrektor Płockiego Ośrodka Kultury i Sztuki, zaangażowany w organizację różnego rodzaju imprez w naszym mieście. Jaką dotychczasową podróż mógłby nazwać wyprawą swojego życia? A może taka jeszcze jest przed nim?

Jak nie kochać Nowego Jorku?

Fot. archiwum prywatne Radosława Malinowskiego

Fot. archiwum prywatne Radosława Malinowskiego

– Jak dotąd moja najlepsza wyprawa to wyjazd do Stanów Zjednoczonych, do znajomych, którzy mieszkają tam już od dobrych kilkunastu lat – mówi bez namysłu Radosław Malinowski. – Jestem im bardzo wdzięczny za to, że pokazali mi Amerykę, której w innym przypadku pewnie bym nie poznał. Oprócz pracy znajdują również czas na pasję, którą są motocykle. Miałem wtedy okazję poczuć się jak prawdziwy bohater filmu drogi – śmieje się wicedyrektor POKiS.

Jak to wyglądało w praktyce? – Autostrada, motocykliści, jazda pod samą granicę z Kanadą, dzika przyroda, własnoręczne ścinanie drzew na opał i skowyt kojotów podchodzących w nocy do ogniska. Nad ranem rozgrzewanie maszyn i dalej w nieznane – widać, że te wspomnienia są w panu Radosławie nadal żywe. – Zwiedziłem wtedy całkiem spory kawałek wschodniego wybrzeża i pewnie nie będę tutaj bardzo oryginalny, ale Nowy Jork zrobił na mnie ogromne wrażenie. Mojito i jam session na Manhattanie, noc na Brooklinie, polskie żarcie na Greenpoincie, śmierdzący i duszny Subway, no i nowojorczycy, uśmiechnięci, życzliwi, trochę dziwni, każdy w swoim specyficznym świecie. I jak tu się nie zakochać w NY? – pyta retorycznie nasz rozmówca.

Tradycyjnie pytamy, czy pan Radosław również jest przekonany, że podróże kształcą? – Adrenalina, która towarzyszy nam przed nieznanym, jest najfajniejsza. Nie ma wtedy znaczenia czy to safari w afrykańskiej dżungli, czy wycieczka rowerowa w okolicznych lasach. Ostatnio przekonałem się, że jak nie zna się leśnej ścieżki, to lepiej nie wjeżdżać w nią po zachodzie słońca, a jeżeli już, to na pewno trzeba wyposażyć rower w przednie światło. Tak więc trudno się nie zgodzić z tym stwierdzeniem i tylko ktoś naprawdę odporny na wiedzę nie skorzysta z edukacyjnego wymiaru każdej, nawet najkrótszej wyprawy – przyznaje wicedyrektor POKiS.

– Niedawno spędziłem urlop na Sycylii. Od lat odkładany wyjazd był nad wyraz pouczający, również pod kątem poznawania historii tej przepięknej wyspy. Przy butelce wina i owocach morza wsłuchiwałem się w opowieści Massimo i Ewy o tym, jak pod powierzchnią wyspy Ortigii, starej części Syracuzy, znajduje się jeszcze wiele nieodkrytych pomieszczeń z czasów starożytności – wspomina Radosław Malinowski.

Uwielbiam być odkrywcą…

Podobno prawdziwy podróżnik musi być odkrywcą. Jak jest w przypadku naszego rozmówcy? Lubi odkrywać nowe miejsca, czy wraca do miejsc dobrze znanych?

– Każdy z nas ma w sobie trochę z odkrywcy – mówi z przekonaniem Radosław Malinowski. – Odczuwam dziką przyjemność, gdy stawiam swoje stopy tam, gdzie mnie jeszcze nie było. Uwielbiam poznawać nowe miejsca, ludzi i ich zwyczaje, chętnie przyglądam się ich codziennemu życiu. Dużo analizuję i porównuję, przekładając to wszystko na swój język. Podróżuję w różnych celach. W poszukiwaniu przygód, słońca, śniegu, czasami aby uciec od prozy życia codziennego, a czasami aby zwyczajnie odpocząć. Za każdym razem jednak staram się odkryć coś nowego, bez względu na to gdzie jestem – przyznaje.

Fot. archiwum prywatne Radosława Malinowskiego

Fot. archiwum prywatne Radosława Malinowskiego

– Często wybiegamy swoimi marzeniami o podróżach daleko w nieznane, a mnie wielokrotnie trafia się odkryć coś interesującego niezwykle blisko. Urodziłem się, wychowałem i mieszkam w Płocku już prawie 40 lat i zdarzają się tu takie miejsca, które odkrywam po raz pierwszy lub zupełnie od nowa. Wystarczy wyostrzyć trochę zmysły i nagle nieznana uliczka potrafi mieć więcej uroku niż niejedna promenada gdzieś nad oceanem. Najfajniejsze jest to, że miejsc do odkrycia jest nieskończenie wiele, więc zajęcia z pewnością wystarczy do końca życia – śmieje się pan Radosław.

A jak jest ze znajomością języków? Czy bariera językowa jest dla wicedyrektora problemem? – Zawsze, gdy jadę za granice naszego kraju, czuję się raczej bezpieczny z powodu całkiem niezłej znajomości języka angielskiego, ale już wielokrotnie przekonałem się, że ta umiejętność nie zawsze ma zastosowanie i nie jest tak oczywista. Myślę jednak, że nie ma to zbyt dużego znaczenia, ponieważ wszystkie języki świata mają jedną wspólną cechę – posługują się nimi ludzie, a jeżeli po drugiej stronie stoi człowiek, to się dogadam – twierdzi Radosław Malinowski.

Bez czego nasz rozmówca nie może obejść się poza domem, w podróży? – Jestem już z tego pokolenia, które lubi mieć stały kontakt z tzw. bazą. To nie jest jedynie kwestia uzależnienia od środków masowego przekazu, telefonu i Internetu. To także sprawa bezpieczeństwa – przekonuje pan Radosław. – W podróży lubię mieć dostęp do informacji na temat miejsca, do którego zmierzam i domu. Czuję się wtedy bezpieczniej. Nie było jeszcze chyba takiego wyjazdu, podczas którego od czasu do czasu nie zerkałbym na telefon, wypatrując co dzieje się w Polsce i w Płocku – przyznaje, od razu tłumacząc: – Proszę mnie dobrze zrozumieć, nie mam na tym punkcie jakiegoś fioła, ale wystarczy, że wiem mniej więcej co się dzieje i wtedy mogę spać spokojnie.

Ale to nie wszystko. – Oprócz „bez czego” bardziej istotne jest pytanie „bez kogo” nie mogę się obejść poza domem. Otóż podczas każdej podróży powinien pojawić się i towarzysz podróży. Poznawanie świata samemu jest dla bardzo zaawansowanych, a ja do takich nie należę i lubię przeżywać przygody w grupie. Wydaje mi się, że wtedy więcej się dzieje, dzielimy się na bieżąco swoimi doznaniami, głębiej je przeżywamy i naturalnie mamy o wiele bardziej rozbudowany wachlarz możliwych scenariuszy wyprawy – uśmiecha się Radosław Malinowski.

Oczywiście, nie może zabraknąć pytania o miejsca w okolicach Płocka, które nasz rozmówca poleca na weekend. – W sezonie plenerowym, z racji wykonywanej pracy, i tak weekendy spędzam często na świeżym powietrzu w pracy, przy produkcji wydarzeń kulturalnych. Oczywiście zdarza się wolny weekend i wtedy chętnie spędzam go aktywnie. Uwielbiam wycieczki rowerowe, więc najchętniej jadę do lasu w okolice Brwilna, Mańkowa, Murzynowa. Bardzo przyjemnie można spędzić także czas w siodełku po drugiej stronie Wisły w Gostynińsko-Włocławskim Parku Krajobrazowym. Proszę uwierzyć, że jak przejedzie się 30-40 km leśnymi ścieżkami, to kolacja wtedy zupełnie inaczej smakuje – śmieje się zapalony rowerzysta.

Na zakończenie pytamy o wycieczkę, która byłaby spełnieniem marzeń, przy nieograniczonych środkach finansowych, na przykład po wygranej w totka… – Chciałbym zobaczyć jeszcze tak wiele miejsc na świecie i gdybym miał wybrać tylko jedno, to byłby poważny problem. Ale jeżeli już tak bardzo popuszczamy wodze fantazji i wygrana w totka byłaby wystarczająco duża, to najchętniej wybrałbym się do Australii, Nowej Zelandii, Tasmanii. Zawsze fascynowały mnie także wyspy Polinezji Francuskiej i Mikronezji. W tych samych rejonach są również takie perełki wysp, jak Samoa, Fidżi i Tonga. Te trzy ostatnie wyspy są moim celem od jakiegoś czasu. Tam, tylko z plecakiem i najpotrzebniejszym akcesorium mógłbym się zagubić na jakiś czas. To jest moja podróż życia, którą i tak zrealizuję, bez względu na to czy wygram w totka, czy nie – podsumowuje Radosław Malinowski.

Panu Radosławowi życzymy spełnienia podróżniczych marzeń i zapraszamy na kolejny odcinek naszych rozmów i wycieczkach płocczan.

Podziel się:

Artykuły sponsorowane w PetroNews.pl


Warto Przeczytać


Ostatnie Informacje