Przywrócić Tumską płocczanom. Czy to możliwe?

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Pamiętacie film ze spaceru po Płocku, nakręcony 24 lata temu? Wasze zainteresowanie wzbudziła szczególnie ulica Tumska – pełna ludzi, kolorowa, tętniąca życiem. Odszukaliśmy autora filmu i jego kuzyna, dzięki którym mogliśmy cofnąć się do tych czasów. Rozmawialiśmy o tym, czy Tumską można jeszcze przywrócić płocczanom…

Marek Cybulski 24 lata temu ruszył na spacer po Płocku wraz ze swoją kamerą oraz rodziną, wśród której był jego kuzyn, Rafał Cegłowski. Film nagrany został na kasetę VHS, którą po latach postanowił przegrać i opublikować pan Rafał. To właśnie dzięki temu płocczanie z sentymentem przypomnieli sobie, że Tumska kiedyś była miejscem spotkań.

Spacer z kamerą po Płocku

– Jestem jakby rodzinnym kamerzystą – przyznał pan Marek. – Zawsze starałem się utrwalić mniejsze czy większe uroczystości rodzinne. Uważam, że film, gdzie jest ruch i dźwięk, pozwala zatrzymać tę chwilę na długie lata, czego mogliśmy doświadczyć chociażby po niespodziewanej popularności opublikowanego filmu ze spaceru – wyjaśnia.

Jakie były okoliczności powstania tego filmu? – Tak się złożyło, że nasza kuzynka, która wyszła za mąż za Włocha, przyjechała do Polski. Poprosiła nas o spacer i sfilmowanie tych miejsc, które ona darzy sentymentem, właśnie od miejsca zamieszkania do zoo. Dlatego opisy są w języku włoskim, żeby jej mąż mógł obejrzeć. To była zwykła sobota majowa lub czerwcowa – wspomina pan Marek.

Zaznacza, że takie tłumy na Tumskiej wówczas nie były niczym nadzwyczajnym. – Kiedyś można było spędzić tam cały dzień. Można było iść na lody, odpocząć na ławkach w cieniu drzew, idąc do końca ulicy Tumskiej, do katedry. Słychać było ćwierkanie ptaków i gwar osób, rozmawiających ze sobą – przyznaje autor filmu.

Kamera Panasonic M10, źródło: Allegro.pl

Zaciekawiło nas, jaką kamerą nagrywany był opublikowany materiał. O cyfrowej na pewno nie było wtedy mowy. – To była, jak na tamte czasy, kamera z wyższej półki. Panasonic M10, stereo, HiFi, z generatorem napisów, które wchodziły w treść filmu – opowiada pan Marek.

Kamera, która utrwaliła ówczesny Płock, umożliwiała m.in. montaż obrazu i głosu na bieżąco, wycinki, nagrywanie oddzielnie dźwięku i obrazu, czy nagrywanie dźwięku tylko z przodu lub z boku.

Skąd takie zainteresowania u naszego rozmówcy? – Kiedy byłem młodym człowiekiem, prowadziłem kółko fotograficzne w Płockiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Później moje zainteresowania poszły w technikę i właśnie filmowanie, które lepiej utrwala chwilę, niż aparat. Niestety, pierwszą kamerę, również Panasonic M10, skradziono mi w 1991. Drugą kupiłem w 1992 roku w sklepie Revex, który widać także na filmie – wspomina Marek Cybulski.

Płock 1969-1980 – zdjęcia archiwalne

Jak przyznaje, jego kamera, na duże kasety VHS, wzbudzała ogromne zainteresowanie. – Być może dlatego nikt nie wypraszał mnie ze sklepów, do których wchodziłem w trakcie tego spaceru, bo kamery były wówczas rzadko spotykane – śmieje się pan Marek.

Tumska – towarzyskie centrum

Opowiada, że Tumska była wówczas centrum towarzyskim i samo pojawienie się tam z kamerą powodowało, iż ludzie byli zaskoczeni i nieco skrępowani. – Nikt nie pytał mnie o zgodę na filmowanie, bo nie było jeszcze takich procedur. Jedynie w obiektach sakralnych musiałem mieć zezwolenie od biskupa, które posiadam do tej pory. Dzięki temu mogłem filmować i robić zdjęcia podczas naszych rodzinnych uroczystości – mówi z uśmiechem.

Rafał Cegłowski i Marek Cybulski

Przyznaje także, że na Tumskiej znajdowały się różnorodne punkty usługowe. – Było kino, pizzerie, sklep elektroniczny, spożywczy – wymienia. – W tym miejscu gdzie jest Browar Tumski, znajdował się sklep Modraczek, w którym szyto ubrania męskie, garnitury z wyższej półki. Kiedy człowiek wszedł do tego sklepu, od razu dwóch panów doskakiwało i jeden witał, drugi zaczynał mierzyć – śmieje się pan Marek.

– Galanterii odzieżowej było około 1/3 całej Tumskiej. Sporo było punktów gastronomicznych, np. Smartys, czyli pierwszy polski fast-food. Naprzeciwko kina Przedwiośnie, gdzie teraz jest Mariel, były delikatesy. To dopiero była frajda, w niedzielę szło się na lody na Tumską, a rodzice przy okazji kupowali w delikatesach to, czego w ciągu tygodnia zapomnieli kupić. Otwarte były do późnego wieczora, więc wchodziliśmy tam wracając ze spaceru nad Wisłą. I tak właśnie często spędzaliśmy czas, wchodząc o godz. 10 od strony Nowego Rynku, przesuwaliśmy się powoli nad Wisłę i z powrotem. Było gdzie zjeść, gdzie odpocząć, coś zobaczyć. Był fajny koktajl-bar Hortex, gdzie jedliśmy lody Kasate, które mogła jeść cała rodzina. Na pewno było dużo więcej punktów usługowych i gastronomicznych, niż banków – mówi z sentymentem.

Wartburgiem po Płocku przez historię…

Płock zabija kreatywność?

– W tej chwili moim zdaniem, Tumska to jest taka betonowa ulica. Opustoszała. Być może dlatego, że w pewnym momencie podniesiono drastycznie czynsze, na które nie było stać najemców. Z czasem pojawiało się coraz więcej banków, a kamienice zostały przejęte przez prywatnych właścicieli, którzy wprowadzali swoje reguły i czynsze – zastanawia się nasz rozmówca.

Przekonuje, że bardzo zaszkodziło Tumskiej wycięcie drzew i zmiana w betonowy blok. – Teraz wracam do wspomnień o dawnej Tumskiej tylko podczas Jarmarku Tumskiego – mówi pan Marek.

– Fakt, że ja również bywam rzadko na Tumskiej, bo zrobiła się tylko przechodniakiem – wtrąca pan Rafał. – Kiedy ostatnio tam byłem, spojrzałem na nią i przypomniałem sobie jak to wyglądało na filmie. I poczułem, jak bardzo jest tu smutno – podsumował Rafał Cegłowski.

Ocenia też, że w Płocku brakuje perspektyw dla młodych ludzi, stąd ich duża migracja do innych miast. – Gdyby młodzi ludzie nie musieli wyjeżdżać, mogliby wprowadzać świeżość i jakieś nowe pomysły, nadaliby temu miastu trochę dynamiki – argumentuje.

Jak powstawały Podolszyce? Cofamy się o ćwierć wieku

– Ci z naszej rodziny, którzy wyjechali do innego miasta, bardzo to sobie chwalą – potwierdza Marek Cybulski. – Kiedyś nawet zapytałem naszej kuzynki, czy gdyby w Płocku otworzyli przedstawicielstwo jej firmy, to wróciłaby? Odpowiedziała, że nie. Bo gdyby tu weszła na jedno stanowisko, to utknęłaby na nim do emerytury. A w większych miastach rozumieją, że potrzebne są szkolenia, dokształcanie się i awans, żeby ludzie chcieli pracować. Docenia się świeże pomysły i umożliwia rozwój – wyjaśnia. – Płock jest miastem mocno zabetonowanym, które pozbawia kreatywności – podsumowuje.

– Jeśli ciągle próbujesz i próbujesz i nic nie wychodzi, to w końcu ludzie się poddają – mówi pan Rafał. – Jest mało pracy, mało perspektyw, młodzi ludzie, jak ja, mają naprawdę mało możliwości. Widać to nawet po upadających klubach. Nie utrzymują się, bo młodzi ludzie emigrują z Płocka. Po co mają tu zostać, jeśli nie mają perspektyw? – pyta retorycznie.

Nasi rozmówcy nie mają dobrych przeczuć, co do przyszłości ulicy Tumskiej. – Kiedyś była inna mentalność ludzi, rozmawiali ze sobą, chcieli wychodzić z domu. Teraz ludzie przestali żyć naprawdę, wolą iść do galerii handlowej i przechodzić od sklepu do sklepu z nosem w smartfonie – wyrokują.

Cóż nam pozostaje? Cieszyć się, że możemy przynajmniej zobaczyć, jak Płock kiedyś żył. I szukać inspiracji, aby żyć znów zaczął…

Podziel się:

2 komentarze

  1. Płockie “Stare Miasto” może podobnie funkcjonować jak w innych miastach o długiej historii – Kraków, Toruń, Kazimierz n. Wisłą, …. Aby to stało się, potrzeba aby ta część miasta wywołała odpowiednie starania i działania płockiego samorządu o tą część miasta jak i o całe miasto.
    Niestety! Tu cały czas trwają nie merytoryczne działania ale gra pozorów i dążenie do uzyskania akceptacji przez działania z zakresu socjotechniki i PR.
    Płock – miasto od ponad 6 lat wyznaczone w Koncepcji Przestrzennego Zagospodarowania Kraju 2030 do funkcji ośrodka regionalnego, nie ma nawet analiz stanu miasta do tej funkcji i wizji funkcjonowania jako ośrodek regionalny a cóż tu mówić planach, strategiach i stosownych działaniach. Miasto nie ma nawet wizji docelowego funkcjonowania a składane jest z wycinkowych pomysłów, które nie tworzą jakiejkolwiek harmonijnie zaplanowanej całości.
    Takie działania płockiego samorządu od początku jego funkcjonowania, powodują wytracanie potencjału miasta, degradację i stopniowy upadek miasta. Na 800 lat uzyskania praw miejskich /w 2037 roku/, będzie liczyło około 100 tys. mieszkańców a GUS już diagnozuje, że w 2050 roku będzie liczyło mniej niż 90 tys. Łatwo sobie wyobrazić miasto z takim stanem mieszkańców, bo już teraz widać na Starym Mieście dużo pustostanów i ruin. Więcej: http://nplock.pl/artykul/plock-stare-miasto/121971

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji