REKLAMA

Przekrój Tygodnia: Czy gminy zaczną znikać z mapy Polski?

REKLAMA

Gośćmi audycji „Przekrój Tygodnia” byli tym razem: Wioletta Kulpa – Prawo i Sprawiedliwość, Prezydent Płocka Andrzej Nowakowski – Platforma Obywatelska, Starosta Płocki Mariusz Bieniek – Polskie Stronnictwo Ludowe i Jacek Rudzieniec – Stowarzyszenie Płock TuMy.

Pisaliśmy jakiś czas temu o dramatycznym apelu wójta gminy Staroźreby, który prosi mieszkańców o wsparcie, ponieważ gmina jest w fatalnej sytuacji finansowej. Jak się okazało, Regionalna Izba Obrachunkowa już od 2013 roku wskazywała w swoich raportach i opiniach nieprawidłowości, do których dochodziło w polityce finansowej tej gminy, a za pierwsze półrocze 2018 roku wydała opinię negatywną. W raporcie podkreślano m.in. że składki na ZUS nie były opłacane w terminie, a subwencja oświatowa była wydawana natychmiast po wpłynięciu pieniędzy, a nie za okres, na który była przeznaczona.

Dlaczego do takich sytuacji dochodzi i czy jest możliwe, że gminy zaczną bankrutować i znikać z mapy Polski, tak, jak to już stało się z gminą Ostrowice?

PowiązaneTematy

Fot. Michał Siedlecki

– Myślę, że jest to kwestia podejścia do zarządzania i patrzenia na finanse, możliwości gminy, kreowania strategii działania – powiedział starosta Mariusz Bieniek. – Przykład Staroźreb pokazuje różną problematykę, bo, jak wiadomo, ustawa o finansach publicznych nie pozwala zaciągać zobowiązań po to, żeby je „przejadać” na koszty bieżące, a tylko i wyłącznie na inwestycje – podkreślił starosta płocki.

Jak tłumaczył, być może w Staroźrebach było w którymś momencie zbyt dużo zaplanowanych inwestycji, jednak trzeba wziąć pod uwagę problem, który dotyczy wszystkich samorządów. Mowa tu o niewystarczających subwencjach oświatowych.

– Pewnie nieliczne są w Polsce samorządy, jeśli w ogóle są takie, które nie dokładają do oświaty – stwierdził, dodając, że starostwo powiatowe dokłada minimum 4-5 mln zł rocznie, a gminy średnio 2-3 mln zł. Wyjaśniał, że tych pieniędzy nie można wziąć z kredytu, nie można w tym celu sprzedawać majątku gminy, bo sprzedaż daje jednorazowy wpływ, można to jedynie pokrywać z dochodów własnych.

Mariusz Bieniek stwierdził również, że wybierając gospodarza i chcąc mieszkać w gminie, która spełnia ich oczekiwania, mieszkańców nie interesuje skąd gmina weźmie na to pieniądze.

– Być może w tym przypadku zabrakło takiej decyzji, że „poczekajmy, może zróbmy tę inwestycję za rok”, aczkolwiek jest tu również pewna presja ze strony mieszkańców – tłumaczył starosta.

Wyjaśnił, że problem Staroźreb wziął się głównie z pozyskanej dotacji, wynoszącej 6 mln zł, do której trzeba było dołożyć 2 mln zł. – Współczuję panu wójtowi, bo to na pewno jest dla niego trudne rozpoczęcie kadencji, ale też uważam, że nie po to wybiera się gospodarza, żeby apelował do mieszkańców o zbiórki – podsumował Mariusz Bieniek.

Fot. Michał Siedlecki

Prezydent Andrzej Nowakowski potwierdził, że sytuacja wójta Staroźreb jest trudna. – Jest to bardzo istotne, aby strategię finansowania potrzeb inwestycyjnych mieć długofalową. Taką, która pozwoli mądrze i dobrze odpowiadać na potrzeby mieszkańców, wykorzystując chociażby środki zewnętrzne, które można pozyskać – powiedział.

Dodał, że jako jednostka samorządowa, Płock stara się podpowiedzieć pewne rozwiązania wójtowi Staroźreb, choć nie ma takich rozwiązań zbyt wiele, ponieważ banki odmawiają już udzielenia kredytu tej gminie.

Zaznaczył, że Płock również dopłaca do bieżącego utrzymania oświaty, a kwoty wynoszą ok. 100 mln zł rocznie. – Podobna sytuacja pojawia się również w służbie zdrowia, gdzie środki przekazywane przez NFZ są zbyt małe – przypomniał Andrzej Nowakowski.

– Bycie dzisiaj samorządowcem, to wyzwanie, z którym wójt Staroźreb musi się mierzyć w ekstremalnie trudnych warunkach – przyznał prezydent. Dodał, ze faktycznie mieszkańców interesuje bardziej, żeby chodnik był równy czy ulica bez dziur, a kwestia zadłużenia to sprawa władz miasta.

Przewodnicząca klubu radnych PiS, Wioletta Kulpa, nie zgodziła się z przedmówcami. – Panowie twierdzą, że zapaść finansowa Staroźreb wzięła się z braku wystarczającej wysokości subwencji, która w moim przekonaniu jakoś specjalnie się nie zmieniła, była podobna 5, 6 czy 8 lat temu. Mało tego, powiem na przykładzie Płocka, że subwencje wzrosły – stwierdziła.

Fot. Michał Siedlecki

Dodała również, że podobna sytuacja jest w NFZ, który przekazuje większe środki na działalność usług medycznych. – Wreszcie dochodzimy do tej kwoty, która pozwoli nam pokryć zapotrzebowanie – tłumaczyła.



Pytała, czy sytuacja gminy Staroźreby zaistniała w 2018 roku, czy też narasta? – Nie zgadzam się, że mieszkańcy nie interesują się zadłużeniem. Pan, jako starosta, również powinien interesować się sytuacją finansową gminy Staroźreby – zwróciła się do Mariusza Bieńka.

Starosta płocki wyjaśnił, że starostwo powiatowe nie nadzoruje finansów gminy, a jedynie sprawuje nadzór merytoryczny.

– Poprzedni wójt, który wiele lat pełnił tę funkcję, powinien szukać rozwiązania tych problemów, a nie zostawiać je nowemu wójtowi – stwierdziła Wioletta Kulpa. – Nie chcielibyśmy, żeby z mapy powiatu płockiego zniknęła gmina Staroźreby – dodała.

– Ja chciałbym się przyjrzeć temu problemowi od strony zarządzania – powiedział Jacek Rudzieniec. – Często spotykam się z takim stwierdzeniem, że gmina to nie firma i nie powinniśmy myśleć w ten sam sposób jak o zarządzaniu przedsiębiorstwem. Otóż każda jednostka jest powołana do wypełniania jakiejś swojej funkcjonalności i ma za zadanie spełniać oczekiwania, nazwijmy to założycieli – mówił przedstawiciel Stowarzyszenia Płock TuMy.

Wyjaśniał, że firma ma przynosić dochód, a samorząd ma zapewnić mieszkańcom podstawowe potrzeby.

– Czy zadłużanie się jest negatywne? Nie. Ale ważne jest, na jaki cel się zadłużamy. Jeśli topimy pieniądze w jakiejś inwestycji, z której nie mamy zwrotu, nie przyniesie nam żadnej korzyści, to w efekcie doprowadzi do zapaści, bankructwa – przekonywał Jacek Rudzieniec.

Tłumaczył, że mieszkańcy są swoistymi założycielami zarządu miasta, więc powinni interesować się tym, co w mieście się dzieje. A z kolei władza musi mieć świadomość, że nie może w dowolny sposób pozyskiwać pieniądze i w dowolny sposób je wydatkować.

Fot. Michał Siedlecki

Czy to nie czasem okres wyborczy wpływa na to, że zadłużenie jest w gminach zwiększane? Nie da się ukryć, że w roku wyborczym kumulacja inwestycji jest znaczna.

Mariusz Bieniek przekonywał, że poprzedni wójt zapewne dałby sobie radę z zabezpieczeniem finansowym inwestycji, skoro się jej podjął. Tłumaczył też, że o problemie z subwencjami mówi się od 10 lat, ale problem w tym, że nikt samorządowców nie słucha. Zgodził się, że gmina to przedsiębiorstwo, a wybór władzy to wybór najlepszego menedżera.

– Wiele rzeczy ma wpływ na zadłużanie się samorządów – stwierdził prezydent Płocka. – Stąd musimy często ratować się, organizując inne finansowanie na te rzeczy, które są ważne. Myśląc, że każda inwestycja ma przynieść zwrot, trudno byłoby realizować na przykład budowę chodnika – mówił, choć przyznał, że wiele z inwestycji taki zwrot ma przynieść, podając jako przykład tereny w Trzepowie.

Przekonywał, że największy wpływ na wydatkowanie miały w ostatnim roku nie wybory samorządowe, lecz dostęp do środków unijnych. Z tym nie zgodziła się Wioletta Kulpa. – Większość mieszkańców powie panom, że kumulacja inwestycji jest właśnie w roku wyborczym. I nie wszystkie były realizowane ze środków unijnych. Natomiast kumulacja inwestycji w roku wyborczym zdecydowanie następuje – stwierdziła.

– Ta kumulacja funkcjonuje zapewne w zależności od tego, jak pozycjonuje się samorząd i jak czuje się pewny. Jeśli czuje, że ma w oczach swoich obywateli mandat na kolejną kadencję, wtedy nie musi pokazywać w tym ostatnim roku jakiegoś wybujałego zaangażowania w inwestycje – podsumował Jacek Rudzieniec.

Podsumowując, warto żeby każdy gospodarz gminy czy miasta myślał i w okresie przedwyborczym, i powyborczym, że jednostka samorządu musi funkcjonować dobrze również po jego kadencji.