Podróż poślubna rowerem dookoła Polski

0

Pamiętacie Joannę Maślankowską i Adama Wnuka, którzy zwiedzają świat? Tym razem wyjechali w podróż poślubną po Polsce. Pod patronatem PetroNews udali się trasą, którą wytyczała im 1050 rocznica chrztu Polski. Co z tego wyszło? Przeczytajcie reportaż młodych podróżników i zobaczcie zdjęcia, w których wystąpił także – w maleńkim zakresie – PetroNews.

3485 kilometrów przygody. 36 dni pełnych niezapomnianych wrażeń i walki ze słabościami. Setki pięknych widoków od podlaskich wsi, przez mazurskie lasy, polskie wybrzeże, zachodnie dzikie rejony Odry, na górzystym południu kończąc. A wszystko podczas jednej podróży rowerem dookoła historycznych granic Polski.

Fot. Adam Wnuk

Fot. Adam Wnuk

Naszą trasę rozpoczynamy w Siedlcach, aby przez kolejne tygodnie mknąć rowerami wzdłuż granic za czasów Mieszka I. To tak z okazji 1050 rocznicy chrztu Polski. W naszym przypadku, pomysł na podróż poślubną nie mógł być zwykłą wycieczką do ciepłych krajów. Postanowiliśmy dogłębnie poznać Polskę i przekonać się, że to co najpiękniejsze, kryje się tuż za rogiem. Maleńkie, kolorowe wsie ukryte gdzieś po środku lasu, mazurskie jeziora dające ukojenie w czasie upalnych dni, obiady gotowane na nadmorskich wydmach przy szumie fal, dzikie rejony Odry, mistyczne zamki Dolnego Śląska, majestatyczne góry kolejnych pasm. To wszystko czekało na nas na trasie.

Początki nie są łatwe

Fot. Adam Wnuk

Fot. Adam Wnuk

Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Przekonaliśmy się o tym już na Mazurach, gdzie podjazdy nie ustępowały tym na wyżynach. Niezbyt mocna jeszcze kondycja momentami sprawiała, że miało się ochotę wrócić do domu.

Ale jak tu zrezygnować z tych wieczorów przy blasku księżyca odbijającego się w tafli uśpionego jeziora. Z tych orzeźwiających kąpielach, kiedy z nieba lał się żar. Albo z tej gościnności, dzięki której ugoszczeni zostajemy przez obcych ludzi, czy przez księdza proboszcza, który udostępnia nam pokój, częstuje kolacją, a na drogę daje słoik miodu. W końcu to nasz miesiąc miodowy.

Wzdłuż polskiego wybrzeża

Fot. Adam Wnuk

Fot. Adam Wnuk

W końcu przyszła pora na polskie wybrzeże. Gwarne, pełne turystów kurorty i małe wsie, do których fala spragnionych słońca Polaków nie zdążyła jeszcze dotrzeć. Objeżdżamy Mierzeję Wiślaną, zwiedzając po drodze obóz zagłady w Sztutowie, Trójmiasto, gdzie robimy pierwszy jednodniowy postój, Półwysep Helski z niezliczoną ilością turystów.

Z ciągnącym się za nami zapachem gofrów i smażonej ryby, docieramy w końcu do lekko zaniedbanych Gąsek, pełnego kolonijnych dzieci Pobierowa, zielonego Niechorza i modnych Międzyzdrojów. W nocy usypia nas odgłos morza szumiącego tuż za namiotem.

Fot. Joanna Maślankowska, Adam Wnuk

Fot. Joanna Maślankowska, Adam Wnuk

Po 5 dniach nie czuć już tej charakterystycznej bryzy na twarzy. To znak, że skręcamy na zachodnią granicę. Mknąc wzdłuż brzegu Odry po jej niemieckiej stronie, mamy okazję zasmakować zachodnich standardów dróg, które nieco różnią się od tych polskich. Wybrzeże Odry wydaje się zupełnie dziką krainą, gdzie przy zachodzie słońca wsłuchujemy się w porykiwanie jeleni i odgłosy przelatujących nad głowami kaczek. Jednak po kilku dniach płaskiego jak stół szlaku, na horyzoncie widać już zarys złowrogich pagórków. Dojeżdżamy do Cedyni, pod którą w 972 roku Mieszko I wygrywa znaczącą dla Polski bitwę i do zamku Czocha górującego nad jeziorem Leśniańskim. A horyzont coraz mocniej zasłaniają góry…

Mordercze podjazdy

Fot. Joanna Maślankowska

Fot. Joanna Maślankowska

Południowa granica prowadzi nas przez dziesiątki pasm Sudetów i Karpat. Po stronie polskiej, słowackiej i czeskiej. Po drodze umacniamy nasze kondycje na kolejnych podjazdach na kilkusetmetrowe przełęcze. Radość przeplata się z frustracją.

Na szczęście widoki z góry i kilkukilometrowe zjazdy rekompensują trud wspinaczki. Po dojechaniu do Zakopanego, gdzie robimy jakże potrzebny dzień przerwy, wiemy że przed nami już ostatni etap. Po takiej przeprawie, po nizinach wschodniej Polski mkniemy jak szaleni.

Fot. Joanna Maślankowska, Adam Wnuk

Fot. Joanna Maślankowska, Adam Wnuk

O 2 w nocy, po 36 dniach podróży, docieramy do Siedlec, objeżdżając tym samym Polskę dookoła. Mimo, że tak bardzo tęskniliśmy za ciepłym łóżkiem, zdecydowanie będzie nam brakować przygody. Tych nocy spędzonych pod namiotem, za którym cykały świerszcze, obiadów gotowanych nad jeziorami i na przełęczach, wiatru we włosach i słońca grzejącego w twarz. Tej aktywności, ekscytacji i uczucia wolności. Bo mam wrażenie, że te podróże to choroba nieuleczalna.

Od redakcji

Naszym wspaniałym podróżnikom życzymy wiele dobrego na nowej drodze życia i wielu, równie wspaniałych podróży. Obiecujemy, że podczas każdej z nich będziemy z nimi myślami, a później z przyjemnością zamieścimy kolejne relacje. Gdzie teraz pojadą? Kto wie…

4 Żywioły – autostopem dookoła Islandii [ZDJĘCIA]

Podziel się.

Patronat i artykuły sponsorowane w PetroNews.pl


Warto Przeczytać


Ostatnie Informacje