Piotr Szpakowicz od kuchni: Kulinaria to sztuka, do której potrzebne jest serce

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Jaką kuchnię preferuje Piotr Szpakowicz? Dlaczego to pomidorówka jest dla niego królową polskich zup? Na te i wiele innych pytań odpowiadamy w kolejnej części naszego cyklu „Płocczanie od Kuchni”.

Nie wszyscy gotują, ale za to z kuchnią każdy z nas ma coś wspólnego – wszyscy musimy przecież jeść. Jakie potrawy lubią płocczanie? Jakie wspomnienia związane z kuchnią mają politycy? Co gotują aktorzy? Kto jest na diecie, a kto zajada się golonkami? Nasz cykl przybliży Wam znanych i nieznanych płocczan „od kuchni”. A może stanie się też inspiracją do kuchennych wojaży?

Dzisiejszym gościem Płockiej Kuchni jest Piotr Szpakowicz – inżynier budownictwa, który ukończył też studia podyplomowe z zarządzania i marketingu oraz zarządzanie nieruchomościami. Płocczanie mogą pamiętać go z funkcji radnego, którą pełnił w latach 2006-2010, pracował także w płockim ogrodzie zoologicznym. Teraz prowadzi własną działalność gospodarczą – jako inspektor oraz kierownik budowy jest odpowiedzialny za realizację inwestycji. Prywatnie preferuje aktywny i zdrowy tryb życia – regularnie biega i gra w piłkę nożną. Kibicuje też piłkarzom nożnym Wisły Płock oraz szczypiornistom SPR Wisły Płock, dopingując ich w trakcie meczu.

Trzypokoleniowa piramida smaków

Jak wyglądało kulinarne dzieciństwo pana Piotra? – Wychowałem się w tradycyjnej, trzypokoleniowej polskiej rodzinie, razem mieszkali dziadkowie, rodzice i ja z siostrą – mówi były radny. – Moje dzieciństwo to czas, kojarzący się z niepowtarzalnymi rodzinnymi potrawami. Do dziś pamiętam niezwykły smak i aromat krówek, które przygotowywała moja babcia. W długie i zimowe popołudnia nastrój poprawiał mi rozpływający się w ustach ryż z cynamonem, który przygotowywała mi mama – wspomina z uśmiechem. Wydaje się, że nasz rozmówca jako dziecko uwielbiał słodycze. – Tak, moim pysznym wspomnieniem z dzieciństwa są również lody ambrozja, oferowane wówczas przez kawiarnię Hortex, która mieściła się przy ulicy Tumskiej – przyznaje.

Jednak nie tylko słodkości pamięta pan Piotr z dzieciństwa. – Zdecydowanie najwyraźniej wspominam potrawy przyrządzane przez babcię, która cechowała się wybitnym poczuciem smaku – wspomina płocki inżynier. – Moim numerem jeden jest pomidorówka z przygotowywanym przez babcię własnoręcznie makaronem. Nieustannie próbuję odtworzyć ten smak, jednak bezskutecznie. Trudno powiedzieć w czym tkwiła magia tej zupy – Piotr Szpakowicz nie ukrywa żalu z tego powodu.

Największy wpływ na kształtowanie się smaku naszego rozmówcy miała rodzina. – W dzieciństwie zarówno rodzice, jak i dziadkowie starali się zaszczepić we mnie nawyki dobrego odżywiania i miłości do dobrego jedzenia. Nauczono mnie również, że kulinaria to sztuka, do której potrzebne jest serce – zdradza.

Jestem otwarty na nowe smaki

Wiemy już, że kuchnia dzieciństwa mocno wpłynęła na wspomnienia byłego radnego, a jak jest obecnie? – Preferuję kuchnię polską, jednak jestem otwarty na poznawanie nowych smaków i eksperymentowanie – wyznaje pan Piotr. – Mimo, że lubię tradycyjne przepisy, zawsze staram się dodać coś od siebie – dodaje.

W rodzinie Szpakowiczów generalnie je się zdrowo. – W naszej lodówce nie może zabraknąć świeżego soku pomarańczowego – zdradził nasz rozmówca. – Niestety, ostatnio w Płocku pomarańczowy to kolor, na który jest… przesilenie, więc chyba na razie z niego zrezygnuję – dodał Piotr Szpakowicz, mrugając porozumiewawczo.

Nie rezygnuje za to z tradycji, wyniesionych z domu rodzinnego. – Nauczono mnie, że posiłek to najważniejszy moment w ciągu dnia. Jest to czas, który można spędzić z rodziną, czas kiedy wyłączamy telefony i mamy możliwość spokojnej rozmowy. Zatem posiłki zwykle jadam w domu, z rodziną – przyznaje pan Piotr, dodając, że czasem jednak zdarza mu się zaprosić żonę z córkami na kolację do restauracji.

Najczęściej jednak, zwłaszcza w ciągu dni roboczych, to żona Piotra przygotowuje posiłki. – Wynika to z charakteru naszej pracy – wyjaśnia głowa domu. – Jednak w weekendy z chęcią przygotowuję obiad dla całej rodziny. Czasami pomaga mi w tym moja starsza córka, w której próbuję obudzić zamiłowanie do gotowania. Cieszę się, że podczas wspólnego gotowania mamy szansę spędzić miło czas i poznać się jeszcze lepiej – mówi z uśmiechem.

To właśnie w m.in. posiłkach znajduje odzwierciedlenie zamiłowanie do zdrowego trybu życia. – Jeśli gotuję, to dbam o to, by na talerzu nie zabrakło warzyw. Danie, które najbardziej smakuje mi i mojej rodzinie, to pieczony łosoś z aromatycznym szpinakiem.
I to właśnie tym przepisem Piotr Szpakowicz postanowił podzielić się z naszymi czytelnikami.

  • Składniki:
    – ok. 0,5 kg łososia (może być ze skórą)
    – 0,5 kg szpinaku mrożonego
    – czosnek
    – oliwa
    – pieprz, sól
    Sposób przygotowania:
    Nagrzewamy piekarnik do temperatury 200 stopni. Łososia myjemy i obsuszamy, następnie skrapiamy cytryną i oliwą. Dzielimy rybę na 4 kawałki i zawijamy w folię aluminiową. Następnie wstawiamy do nagrzanego piekarnika na ok. 20 minut. W czasie, gdy łosoś się piecze, przygotowujemy szpinak. Na patelni rozgrzewamy oliwę, dodajemy czosnek (ok. 3 ząbki przeciśnięte przez praskę). Podsmażamy. Dodajemy szpinak i dusimy ok. 12 minut. Doprawiamy pieprzem i solą do smaku. Upieczonego łososia wykładamy na talerz, ozdabiając go szpinakiem.
    Smacznego!

Podziel się:

Zostaw Komentarz