Piotr Maślanka żyje pod znakiem taekwondo

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Jak wiadomo, przyszłość sportu należy do młodych. I na nich się stawia. Muszą mieć upór, wytrwałość oraz serce do walki. Czy mają to zawodnicy Piotra Maślanki? Czy przyszłość taekwondo olimpijskiego będzie należała do nich? O swoim życiu i poświęceniu dla sportu mówi trener LKS “Puncher” z Płocka. 

W 2015 roku Piotr Maślanka został odznaczony złotym medalem Polskiego Związku Kickboxingu za całokształt zasług dla dyscypliny – jedyny jako zawodnik i trener w Płocku. Stoczył 204 walki. Ale jego wielka przygoda z taekwondo, która trwa do dziś, zaczęła się 13 lat temu, kiedy zapragnął być jeszcze szybszy i lepszy…

Taekwondo to niezwykła sztuka samoobrony, rodowodem z Korei – w której stosuje się uderzenia, pchnięcia, kopnięcia oraz uniki, zasłony, rzuty i dźwignie taekwondo celu obezwładnienia przeciwnika. Daje niezwykłą szybkość, gibkość i równowagę psycho-fizyczną. Bez tej znajomości, Piotr Maślanka nie czuł się wystarczająco dobry w sztukach walki i postanowił coś z tym zrobić.

Piotr Maślanka podczas wręczania mu przez przedstawiciela Polskiego Związku Taekwondo Olimpijskiego certyfikatu uzyskania stopnia mistrzowskiego 1dan TKD WTF.

Piotr Maślanka podczas wręczania mu przez przedstawiciela Polskiego Związku Taekwondo Olimpijskiego certyfikatu uzyskania stopnia mistrzowskiego 1dan TKD WTF.

– Trenując kickboxing, i uczestnicząc w zawodach tej dyscypliny, w których startowali czasami zawodnicy, trenujący taekwondo ITF lub WTF, miałem okazję przekonać się, że w walkach z nimi, w sytuacjach konfrontacji przy pomocy kopnięć (szczególnie w formule techniczno-szybkościowej semi-contact) wyraźnie dominowali nad kickboxerami – mówi Piotr Maślanka. – Zawsze mnie to zastanawiało, jak oni trenują, że mają szybsze, luźniejsze i wszechstronniejsze techniki nożne? To skłoniło mnie do tego, żeby w czasie studiów zapisać się do nowo powstającej wówczas w Płocku sekcji taekwondo olimpijskiego WTF. Chciałem poznać ich metody treningowe i trenując, jednocześnie udoskonalić i poprawić swoje przeciętne techniki nożne. Spodobało mi się i zostałem w tej dyscyplinie na dłużej, łącząc trenowanie jednocześnie dwóch dyscyplin – wspomina zawodnik i trener.

Żeby trenować i wytrwać, trzeba niejednokrotnie wykopywać “kłody, spod nóg” – na różne sposoby. Jeśli się jest Piotrem Maślanką i pracuje na dwie zmiany, to, żeby ćwiczyć, zapisuje się nie na jedną, a na dwie sekcje taekwondo… I trenuje u najlepszych. A jeśli takich nie ma? Przejmuje się stery i zaczyna działać.

– Praca zawodowa w systemie zmianowym powodowała, że uczestnictwo w niektórych treningach było niemożliwe. Dlatego w pewnym momencie, gdy w Płocku powstała kolejna sekcja taekwondo WTF, zapisałem się również do niej i jednocześnie trenowałem w dwóch. Pozwoliło mi to, w najgorszym razie, być przynajmniej dwa razy w tygodniu na treningu, a w najlepszym – cztery razy. Wcześniejszej trenowałem w jednej sekcji, raz lub co najwyżej dwa razy w tygodniu – przyznaje Piotr Maślanka.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Kiedy po pewnym czasie doświadczony instruktor, prowadzący zajęcia w pierwszej z sekcji, musiał zrezygnować z powodów osobistych z przyjazdów do Płocka, a tym samym z prowadzenia zajęć w sekcji, funkcję tę powierzył jednemu z zawodników, z kolorowym (czyli niższym w kategorii) pasem. Wówczas Piotr Maślanka zrezygnował z treningów w tej sekcji. – Mimo, że zawodnik miał trzy czy cztery stopnie wyższy pas ode mnie, to jego wiedza była zbyt uboga, żeby mnie czegoś nowego tak naprawdę nauczyć – mówi dzisiejszy trener.

Jak przyznaje, zawsze miał w życiu pewne zasady, którymi się kierował, a jedną z nich było to, że jeśli ma trenować u kogoś, np. taekwondo, to ten ktoś powinien posiadać przynajmniej mistrzowski stopień wtajemniczenia (czarny pas) i uprawnienia przynajmniej instruktora w tej dyscyplinie.

Tak powstał zalążek myśli, która dojrzała parę lat później. W myśl zasady, że na wszystko przyjdzie pora. Nadszedł moment, w którym Piotr zorientował się, że w Płocku tak naprawdę nie ma lokalnego klubu taekwondo, a jeśli coś się coś dzieje, to na chwilę. Postanowił zaradzić temu, ale najpierw zadbał o własną edukację.

– Przez kilkanaście lat w Płocku tak naprawdę otwierały się i po pewnym czasie, na przykład roku czy dwóch, znikały kolejne sekcje tej interesującej i wszechstronnej dyscypliny, jaką jest taekwondo w jego olimpijskiej wersji WTF. Wszystkie prowadzone były przez instruktorów przyjezdnych z innych miast np. Ciechanowa, Sierpca, Wyszogrodu lub przez osoby bez uprawnień. Brakowało zarówno uprawnionego instruktora tej dyscypliny wśród płocczan, jak i rodzimego płockiego klubu z taką sekcją, nie będącej tylko obcą filią. Będąc pasjonatem tej dyscypliny, postanowiłem najpierw poszerzyć swoją wiedzę i doświadczenie w taekwondo – opowiada.

Trenował pod okiem koreańskiego mistrza, przygotowywał się i zdał stopień mistrzowski (czarny pas), następnie zrobił państwowe uprawnienia instruktora, po czym otworzył i zarejestrował w Polskim Związku Taekwondo Olimpijskiego sekcję taekwondo. – Uczę młodzież i dorosłych, pozwalając im wszechstronnie się rozwijać. Daję możliwość dokładnie poznać tę wspaniałą dyscyplinę. Staram się “zaszczepić” im bakcyla zdrowego, sportowego współzawodnictwa, przekazuję im swoją wiedzę i doświadczenie, mając nadzieję że w przyszłości będą starali się ją przekazywać dalej – zapewnia trener.

Taekwondo to wspaniała pasja i zajmuje trenerowi większość czasu. Ma on jednakże jeszcze go trochę w zanadrzu na inne hobby. Bardzo różnorodne.

– Mam różne pasje, na pewno są nimi wszelkie sporty i sztuki walki, ale nie tylko. Interesuję się ogólnie sportem, motoryzacją, archeologią wojskową, muzyką, służbami specjalnymi, zabytkowymi motocyklami. Pasjonuję się jazdą motocyklem, szczególnie poza miastem, słuchaniem dobrej muzyki wszelkich gatunków przyjemnych dla ucha – zdradza.

W swojej karierze odniósł liczne sukcesy, najpierw jako zawodnik, później jako trener. Dzięki temu wie, czym jest zwycięstwo i jak po nie sięgać. O ostatnim sukcesie swojego zespołu LKS “Puncher” mówi z wielką dumą.

– W ostatnich dniach października, Olivier Baranowski osiągnął bardzo dobry wynik w Międzywojewódzkich Mistrzostwach Młodzików. Wydarzenie rozgrywało się w Ostrowcu Świętokrzyskim w dyscyplinie taekwondo olimpijskie WTF, w którym zmagało się 122 zawodników z 16 klubów. Mimo, że chłopak nie stanął na podium, zajął piąte, bardzo cenne miejsce. Choć nie wygrał pojedynku, była to dobra nauka na przyszłość i doskonałe doświadczenie w jego kształtującej się karierze – twierdzi trener.

– Cieszę się z sukcesów moich zawodników. Wychowałem mistrzów i wicemistrzów, m.in. Polski Juniorów, Wicemistrza Polski seniorów, 6-krotnego srebrnego medalistę Pucharu Europy czy brązowego medalistę Mistrzostw Europy. Jako zawodnik, mogę być dumny ze swoich osiągnięć: zdobyłem łącznie 30 medali rangi mistrzowskiej (18 w kickboxingu i 12 w taekwondo). Wśród nich, na koncie mam złote medale Mistrzostw Świata indywidualnie, Mistrzostw Świata drużynowo, Mistrzostw Europy – mówi z dumą.

A jak wygląda całokształt jego zawodowej kariery? – Na początku trenowałem boks, kickboxingiem zajmuję się od prawie 25 lat, taekwondo od prawie 13 lat, trzy lata trenowałem aikido, dwa lata judo, kilka miesięcy jiu-jitsu. W kickboxingu i taekwondo łącznie mam stoczonych 204 walk – wylicza Piotr Maślanka.

Życzymy dołączenia do tej kolekcji jeszcze wielu medali – zarówno dla samego zawodnika, jak i jego podopiecznych.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji