REKLAMA
REKLAMA

Znają go niemal wszyscy. Często przemyka się po ulicach miasta na swym rowerze z nieodłącznym aparatem w torbie. W tym roku było o nim głośno, kiedy światowe agencje informacyjne opublikowały jego zdjęcia nadciągającej w środku nocy nad Płock gwałtownej burzy z piorunami.

Na pewno już się Państwo domyślacie, że chodzi tu o Piotra Augustyniaka. Autor wystawy jest fotoreporterem związanym z Gazetą Wyborczą, PAP, Pressfocus, Tygodnikiem Powszechnym, Polskim Kartingiem. Już pięciokrotnie: w 2009, 2010, 2011, 2016 i 2017 roku, zajmował pierwsze miejsce w tradycyjnym konkursie „Mój Płock”. Jest również laureatem nagród BZ WBK Press Foto w 2014 roku, Local Press Photo w 2006, 2007 i w 2009 roku, a także konkursu PGS Dostrzeżeni w 2011 roku. Jego prace zdobywały również nagrody w ogólnopolskim konkursie inspirowanym twórczością Rembrandta oraz Stanisława Wyspiańskiego. Swe fotograficzne dokonania prezentował już wielokrotnie w Płockiej Galerii Sztuki, w Książnicy Płockiej i w Towarzystwie Naukowym Płockim oraz w Warszawie w Domu Kultury Działdowska.

Fot. Waldemar Robak

Na wystawę w naszej Galerii składa się około 90 fotografii reporterskich, które wcześniej były prezentowane w 4 cyklach, a także zdjęcia najnowsze, wykonane w tym roku. W zdecydowanej większości są to prace czarno-białe.
Czyżby zatem byłby to powrót do początków tej dziedziny sztuki?

Wydaje się, że akurat ta sugestia jest w tym przypadku zbyt pochopna, biorąc chociażby pod uwagę fakt, że od pierwszych prób fotochemicznych Louisa Jacquesa Daguerre’a i Williama Foxa Talbota minęło grubo ponad półtora wieku; wtedy fotografia monochromatyczna była ze względu na swe ograniczenia technologiczne koniecznością, a nie jak obecnie – świadomym, artystycznym wyborem. Idąc za ciosem nieuchronnie pojawia się jednak kolejna wątpliwość – w jakim celu rezygnuje się z dobrodziejstwa fotografii barwnej na rzecz monochromatycznej klasyki?

Fot. Waldemar Robak

Otóż istnieje wśród znawców dziedziny ugruntowany pogląd, iż fotografia czarno –biała poprzez świadome ograniczenie palety barw staje bardziej wysublimowana, dystyngowana, tworzy ekstrakt obrazu i jednocześnie uaktywnia jego wewnętrzną moc, „wzmacnia sygnał”, który płynie od fotografa do odbiorcy. Paradoksalnie można stwierdzić, że po wyczyszczeniu zdjęcia z kolorowego barwnika, po usunięciu zakłóceń pojawiających w tle, które tylko zaśmiecają kadr, siła i jakość przekazu staje się czytelniejsza.

Jednakże powtórnie powracam do pytania, czy tylko o to naszemu fotografowi chodzi, czy taki jest jego estetyczny cel? Na pewno nie jest nim celebracja fotografii czarno – białej, chociaż doskonale zdaje sobie sprawę z możliwości każdej sfotografowanej sceny i wie, kiedy użyć monochromatycznego narzędzia. Zwiedzając wystawę napotkamy również kolorowe zdjęcia, jednakże barwy będą w tym przypadku uzasadnione, jak najbardziej na miejscu, ponieważ często budują „light motiv” ujęcia, z tego tez powodu nie ma najmniejszego sensu, aby tylko dla zasady z nich pochopnie rezygnować.



Fot. Waldemar Robak

Może więc kluczem do wystawy jest po prostu fotoreportaż? Guru tego gatunku fotografii Henri Cartier Bresson stwierdził, że „fotografowie radzą sobie z rzeczami, które wciąż znikają i gdy już znikną, nie ma takiego przyrządu na ziemi, który mógłby sprowadzić je z powrotem”. Prościej rzecz ujmując, chodzi o ten jedyny, niepowtarzalny, decydujący moment, który sprawia że nagle fotografia krzyczy, kumulują się emocje, a obraz uchwycony we właściwym czasie i miejscu doskonale zastępuje tysiące miałkich, niepotrzebnych słów.

Jednakże genialny fotograf powiedział coś jeszcze, sformułował myśl, która pewnie każdemu adeptowi i profesjonaliście tej dziedziny sztuki wyznacza do tej pory drogę poszukiwań – „W fotografii najmniejsza rzecz może być wielkim tematem. Mały detal człowieka może stać się motywem przewodnim”.

Nie wiem, czy Piotr Augustyniak podąża w swej pracy za przemyśleniami klasyków, ale jego zdjęcia kumulują ich przemyślenia; nasz fotograf wciąż szuka, penetruje w naturalny sposób obszary, które z natury rzeczy są niedostępne dla innych, podejmuje tematy z pogranicza i widzi, kiedy system zawodzi, pozbawia ludzi godności i porzuca, sprowadza do kategorii śmieci, opowiada o bohaterach wciągniętych „pod kreskę”. Jego obrazy są zapisem ludzkich wyznań z pogranicza introspekcji, zawierają w sobie autentyzm, rażą mocą indywidualnej historii.

Fot. Waldemar Robak

Konwencja fotografii typu „photo street” w przypadku prac Piotra Augustyniaka jest w jego przypadku niepotrzebnym ograniczeniem, bowiem często wykracza poza jej ramy, wyposaża zdawało by się zwykłe ujęcia w ładunek ludzkich przeżyć, poszukuje codziennych, z pozoru banalnych opowieści, które składają się na ciąg życia. Cykle „Więźniowie”, „Faceci bez nóg strzelają piękne bramki”, „Powodzianie po roku”, „Dzieci czytają psom w schronisku” to niepowtarzalny, fotograficzny zapis ludzkich emocji. Dokument tego rodzaju może jednakże powstać tylko wtedy, jeżeli nawiąże się bezpośredni kontakt z ludźmi znajdującymi się przed obiektywem. Piotr Augustyniak czyni to w naturalny dla siebie sposób; rozmawia z bohaterami swych opowieści, zaprzyjaźnia się, roztapia granice ludzkiej nieufności i rozumie ich małe i duże życiowe problemy. Kiedy to społecznikowskie zacięcie spotyka się z wrażliwością fotografa, powstaje iście wybuchowa mieszanka – kadry, które krzyczą swym autentyzmem, porażają mocą swego przekazu.

Wystawę będzie można oglądać do 20 października br. Należy również dodać, iż dzięki zaangażowaniu w jej organizację Stowarzyszenia „De facto” została ona wyposażona w audiodeskrypcję, umożliwiającą zapoznanie się z nią niedowidzącym i niewidomym odbiorcom sztuki.

REKLAMA
Kolejny Artykuł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Zgadzam się na warunki i ustalenia PolitykI Prywatności.

Przeczytaj

Reklama

REKLAMA
  • Przejdź do REKLAMA W PŁOCKU