„Oblicza maski” – intrygująca wystawa w Płocku

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Całą historię rozpocznijmy może w nieco seksistowski sposób… Twoja kobieta ciągnie Cię do wegetariańskiej knajpy, już wyobrażasz sobie, że zamiast wymarzonego, krwistego steku w piątkowy wieczór zjesz jakieś zielone, ekologicznie wskazane, zdrowotnie słuszne, ale jednak nie wiadomo co, a tymczasem… nie dość, że dają tam całkiem nieźle zjeść, to jeszcze masz okazję łyknąć co nieco kultury.

Oto właśnie w płockiej restauracji zagościła wystawa fotograficzna „Oblicza Maski” członków Płockiego Towarzystwa Fotograficznego – Janka Drzewieckiego i Anny Moniki Chyły, która zajęła się wykonaniem tytułowych rekwizytów.

Warto chyba w tym miejscu przypomnieć słowa Gombrowicza:

„Człowiek to wieczysty aktor, ale aktor naturalny, ponieważ sztuczność jest mu wrodzona, ona stanowi cechę jego człowieczeństwa – być człowiekiem, to znaczy być aktorem – być człowiekiem to znaczy udawać człowieka – być człowiekiem to „zachowywać się” jak człowiek, nie będąc nim w samej głębi – być człowiekiem to „recytować człowieczeństwo”.

Czymże więc dla nas są maski? Podążając za Gombrowiczem, nie przesadzę chyba stwierdzeniem, że są – jeżeli nawet nie pierwszą, to na pewno drugą naturą człowieka i w życiu codziennym pełnią wiele funkcji. Poczynając od greckiego, starożytnego teatru, maska służyła identyfikacji odgrywanej przez aktora postaci, podpowiadała widzowi jej tożsamość, płeć, społeczny status, a nawet przeżywane w danej chwili emocje.

Jednakże w swej istocie i powszechnym zastosowaniu maski przede wszystkim służyły zachowaniu anonimowości. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo były one rozpowszechnione i w jak istotny sposób wpłynęły na rozwój kultury europejskiej. Słynne maski weneckie powstawały już w XIII wieku, a ich noszenie było powszechne i wykraczało zdecydowanie poza czasowe ramy karnawału. Zresztą, zwyczaj skrywania twarzy szybko opanował cały Stary Kontynent, był nie tylko modą – pod osłoną tego rekwizytu łatwiej było o przygody miłosne, w nich też przeprowadzano polityczne spiski i salonowe intrygi. A wszystko w poczuciu bezkarności, jaki zapewniał kawałek kolorowej tkaniny, czy też papieru skrywający fizjonomię…

W pewnym momencie sytuacja na tyle wymknęła się spod społecznej i instytucjonalnej kontroli, że na początku XVII wieku zakazano noszenia masek poza okresem karnawału w miejscach publicznych zgromadzeń. Cóż z tego, ludzie i tak znajdą jakiś nowy sposób na założenie maski. Wbrew pozorom, rytuał trwa do dziś i jest w powszechnym użyciu. Oczywiście, nikt nie zakłada dziś na ulicę papierowej zasłony, ale przecież wciąż wyposażamy nasz wizerunek w nową, doskonalszą twarz, kreujemy się na herosów, ciągle poprawiamy i retuszujemy swój konterfekt. Doskonałą platformą do realizacji tego typu zabiegów jest Internet i platformy społecznościowe, jakże tu łatwo naprężyć muskuły, przydać sobie talentów i atrakcyjności.

Tymczasem na jeszcze inne znaczenie maski w naszym życiu zwrócił uwagę cyklem swych fotografii Janek Drzewiecki. Zdjęcia są do bólu szczere, intrygujące i odważne, w tej samej mierze autentyczne, co i bezkompromisowe. Jeżeli w pierwszym momencie rozczytamy tylko ich erotyzm, to warto poszukać głębiej, przedrzeć się przez warstwę narracji poszczególnych scen.

Nie chciałbym w tym miejscu pozbawiać Państwa przyjemności odkrywana fabuły opowiedzianej obrazem, a zatem podpowiem tylko, że oto jesteśmy świadkami ludzkiej tragedii rozgrywającej się w psychice kobiety. Tu maska staje się symbolem pamięci o zmarłym mężu, w jakimś sensie balastem, zadrą, której w żaden sposób nie można wyrwać, mentalnością, schematem myślenia, determinującym dalsze losy bohaterki. Czy wyjdzie z tych zmagań zwycięsko, czy też pogrąży się w walce ze zmorami, które obsiadły jej sposób „czytania” świata? Odpowiedź na te pytania czeka na Państwa w restauracji przy ul. Tumskiej 5…

Podziel się:

Zostaw Komentarz