Świat, ukazany przez szkło obiektywu niekoniecznie musi być prawdziwy, piękny, wesoły czy… obiektywny. Każdy, kto nawet amatorsko zajmuje się robieniem zdjęć wie, że zatrzymanie pędzącego świata w kadrze to wielka satysfakcja, która może zmienić się w pasję. Jak wykonują to płoccy fotografowie? Od czego się zaczęło i jaki sprzęt polecą tym, którzy dopiero są na początku fotograficznej drogi? Zapraszamy na kolejny odcinek cyklu „Obiektywnie o Płocku”.

Dzisiejszym gościem naszego cyklu jest Wiktor Dąbkowski – fotoreporter, którego prace zostały opublikowane m.in. w “The Financial Times”, “Spiegel”, “Focus”, “Le Point”, “Le Soir”, “Polityka”, “Washington Post”, “Wall Street Journal”, “Newsweek” czy “Time”, a to tylko nieliczne z wielu tytułów z jego pracami. Płocczanie mogą go pamiętać jako dziennikarza radiowego, którego przez 15 lat słyszeli w swoim radioodbiorniku. W 2006 roku postanowił zmienić swoje życie i poświęcić swojej pasji. Od tamtej pory opowiada historie za pomocą fotografii, jest też korespondentem z Brukseli.

Fotografowanie to…

wiktor_dabkowski

Wiktor Dąbkowski przy pracy

Na to pytanie Wiktor znajduje od razu odpowiedź. – To język, dzięki któremu opowiadam o świecie, moich odczuciach, osobach które spotykam, miejscach które odwiedzam i historiach, które usłyszałem – mówi bez wahania. – Nie wszystko da się wyrazić słowami. Gdyby tak było, nie dźwigałbym, jakby nie było, dość ciężkiego aparatu fotograficznego – śmieje się fotograf.

Jaka dziedzina fotografii najbardziej go fascynuje?
– Ja nie dzielę fotografii na dziedziny, bo to sztuczny podział – zaskakuje Wiktor. – Jak można odróżnić np. fotografię artystyczną od fotografii dokumentalnej? Każda w jakiś sposób opowiada o niewielkiej cząstce świata, choć najczęściej o tej cząstce najbliższej, czyli o nas samych. Nawet w pełni wykreowane zdjęcia, tzw. artystyczne, są odzwierciedleniem sposobu myślenia fotografa, więc pokazują w pewnym sensie jego samego, czy to, w jaki sposób on (fotograf) postrzega rzeczywistość, z jakimi dylematami się zmaga, czy też po prostu, co jego zdaniem jest piękne – tłumaczy.

Spotkanie z Wiktorem Dąbkowskim w Rock 69

– Więc odpowiadając na twoje pytanie: każda dziedzina fotografii mnie fascynuje, bo fascynuje mnie świat. Jestem opowiadaczem historii, robię to z pomocą aparatu, ale wciąż to są historie, dotyczące otaczającej nas rzeczywistości – wyznaje.

Zapomniana ciemnia w Małachowiance…

To obraz z mojej codziennej pracy. Portret kanclerz Merkel przyjeżdżającej na unijny szczyt dotyczący wojny na Ukrainie. Niebo płakało.

To obraz z mojej codziennej pracy. Portret kanclerz Merkel przyjeżdżającej na unijny szczyt, dotyczący wojny na Ukrainie. Niebo płakało.

Jak wyglądały początki Wiktora w świecie fotografii? – W Małachowiance, w starym skrzydle na drugim piętrze, w zamkniętej na klucz łazience była ciemnia fotograficzna. Zapomniana i zapuszczona – opowiada wciągającą historię. – Kiedyś poszedłem do prof. Zombirta, który był odpowiedzialny za to pomieszczenie i zapytałem czy mógłbym tam zajrzeć. Co prawda, nie znałem się zupełnie na fotografowaniu czy wywoływaniu zdjęć, ale w bibliotece były książki, a że od zawsze uwielbiałem czytać i poznawać nowe rzeczy, to zapomniałem o bożym świecie i przez kolejne tygodnie, miesiące, a w sumie całe cztery lata liceum zgłębiałem tajniki fotografowania i wywoływania zdjęć – wspomina Wiktor Dąbkowski.

W swojej pasji nie był osamotniony. – Dołączyli do mnie też inni koledzy, między innymi Wojtek Dzwolak, i wspólnie poszliśmy na zebranie jedynego wówczas w Płocku Towarzystwa Fotograficznego. Pan Kryda przyjął nas do tej grupy i okazało się, że te nasze zdjęcia nie są takie najgorsze. No a potem, to zapomniałem o fotografii na lata… bo zafascynowało mnie radio, ale to zupełnie inna opowieść. Do fotografii wróciłem 10 lat temu. I to zawodowo – uśmiecha się.

Płocki fotograf zwycięzcą prestiżowego Espy Photography Prize 2014

Wiemy, że zdjęć Wiktor wykonuje mnóstwo. I spora część to fotografie wyjątkowe. Jaki ma sposób na dobre zdjęcie?

– Nie ma sposobu, z technicznego punktu widzenia. Jest to kwestia szczęścia, doświadczenia, tzw. oka, no i oczywiście ciężkiej pracy, bo trzeba powiedzieć, że ci, którzy uważani są za najlepszych fotografów na świecie, pracują jak szaleni od rana do nocy. To jeden z najtrudniejszych zawodów i bardzo trudno jest się w nim wybić ponad powierzchnię tłumu przeciętnych fotografów – mówi zdecydowanie.

– Stosunkowo łatwo jest natomiast zrobić ładne, poprawne technicznie zdjęcie – przyznaje Wiktor. – Umożliwia to obecnie sprzęt, bo przecież każdym dostępnym w sklepie aparatem, a nawet komórką można zrobić ładne zdjęcie. O tym, czy będzie ono dobre, decyduje moim zdaniem coś zupełnie innego, mianowicie wiedza fotografa na temat tego co fotografuje i dlaczego to robi. Jak mówiłem wcześniej, fotografia to język, sposób opowiadania historii i tylko znając dogłębnie historię, którą chce się opowiedzieć, można zrobić dobre zdjęcie. Nawet nie zawsze trzeba być doskonałym technicznie, byle historia była na tyle mocna i odkrywcza, żeby zainteresowała oglądającego fotografię – zdradza nasz rozmówca.

Robimy miliony kopii, te same ujęcia, te same dzióbki…

Czy frustruje go myśl, że w każdej sekundzie na całym świecie wykonuje się tysiące zdjęć? – W każdej sekundzie powstaje nawet nie tysiące, ale setki tysięcy zdjęć. Miliony fotografii zalewają Internet. Wszystko zostało już sfotografowane, a niektóre rzeczy po wielokroć – przyznaje Wiktor.

– No właśnie, i tu dochodzimy do sedna, bo to co powstaje w setkach czy tysiącach kopii, to są klisze. To są te same zdjęcia, ujęcia, te same dzióbki, te same talerze z daniami, te same widoki, te same pozy, miny i gesty. Te fotografie w dużej mierze są pozbawione głębszego sensu, prócz informacji czysto towarzyskich. Zobaczcie, byłam tu, jadłam to, albo czy ładnie mi w tej nowej szmince, czy ładną kupiłam sukienkę, zobaczcie z kim się spotkałam itp. – wymienia fotograf.

– Ja nie mówię, że to źle, że powstaje taka fotografia, ale nie uważam jej za dzieło sztuki, a raczej za formę szybkiej komunikacji – ocenia Wiktor Dąbkowski. – W tym oceanie obrazów można mieć poczucie, że fotografia przestaje być elitarna, bo czy te wszystkie fejsbukowe czy instagramowe zdjęcia przedstawiają jakieś nowe fakty, istotne dla większej grupy odbiorców? Czy pogłębiają naszą wiedzę? Czy w jakikolwiek sposób zmieniają nasze spojrzenie na świat? Czy oddziałują na nasze poczucie estetyki? No, raczej nie. Jednak prócz tych wszystkich zdjęć, są również takie, które spełniają te kryteria. Które niosą ze sobą przesłanie, nową wiedzę czy nowy ogląd rzeczywistości. Jest ich niewiele i fotografowie, którzy je wykonują to jest prawdziwa elita – mówi przekonująco.

– Według mnie, doskonałe jest porównanie fotografii do pisania. Jedna i druga dziedzina ma swój język. Każdy potrafi pisać i każdy potrafi zrobić zdjęcie, choćby komórką, ale jak wielu potrafi napisać zachwycającą powieść, reportaż czy wiersz? Mniej więcej są to te same proporcje – opisuje plastycznie.

Trochę z przymrużeniem oka sportretowałem 70 europosłów. Cykl “Selfie - mowa ciała polityków” eksploruje możliwości fotograficznego portretu oraz postrzeganie samych siebie przez polityków. Na zdjęciu jeden z najbardziej znanych eurosceptyków Nigel Farage

Trochę z przymrużeniem oka sportretowałem 70 europosłów. Cykl “Selfie – mowa ciała polityków” eksploruje możliwości fotograficznego portretu oraz postrzeganie samych siebie przez polityków. Na zdjęciu jeden z najbardziej znanych eurosceptyków Nigel Farage

Co w fotografii jest według Wiktora zbędne lub drugorzędne? – Sprzęt. Moim zdaniem, nie jest zbyt ważny. Da się robić rewelacyjne zdjęcia aparatem, kosztującym grosze. Jasne, pewne rozwiązania techniczne ułatwiają czasami pracę, ale zbyt wiele osób przywiązuje do tego wagę. Wiele rzeczy da się obejść i te techniczne fajerwerki często nas rozleniwiają – przyznaje.

– Żeby nie być gołosłownym, jeden tylko przykład: często jest tak, że fotograf mając do wyboru użycie teleobiektywu albo nóg, używa tego pierwszego. Wprawne oko oglądającego zdjęcie natychmiast to wychwyci. Tu sprawdza się stara fotograficzna zasada: im bliżej jesteś, tym masz lepsze zdjęcie. I dotyczy to zarówno fizycznej odległości, jak i psychologicznych barier – mówi tajemniczo, ale zaraz wyjaśnia.

– Jakoś tak się składa, że im lepiej znamy osobę, im więcej czasu z nią spędzamy, im większą sympatią czy zrozumieniem pałamy do fotografowanej osoby, tym lepsze robimy jej zdjęcie. I to się stu procentowo sprawdza. Podobnie jest z fotografowaniem martwej natury czy zwierząt. Im więcej o nich wiemy, tym większa szansa na pokazanie czegoś, czego jeszcze nie wiemy. Jednak, wracając do tematu, czy jedząc kolację w restauracji pytasz, jakiego garnka użył kucharz do przygotowania tego pysznego dania? Podobnie jest z fotografią, jeśli zrobisz super zdjęcie, z super historią, starym, odziedziczonym po dziadku aparatem, nikt nie będzie się zastanawiał czym to jest zrobione, a raczej co mówi to zdjęcie – logicznie tłumaczy Wiktor.

Zdjęcia przekazują historię, teraźniejszość, a nawet przyszłość…

wiktor_dabkowski (1)

Na zdjęciu widać leje po bombach z okresu I Wojny Światowej…

Poprosiliśmy Wiktora o wybranie kilku zdjęć i opowiedzenie o nich. To, jakie fotografie nam przesłał potwierdza, że dobry fotograf opowiada niesamowite historie poprzez swoje prace…

– Pierwsze zdjęcie pochodzi z serii “1200 pogrzebanych żywcem”, do zrobienia której zainspirowały mnie losy moich dziadków ze strony mamy – zaczyna opowieść wirtuoz zdjęć. – Na przełomie lat 20. i 30., podobnie jak pół miliona innych Polaków dotkniętych głębokim kryzysem, wyjechali do francuskiego Nord Pas De Calais. Nie znając języka, ani nie będąc nigdy pod ziemią, mój dziadek zaczął pracę górnika. Żeby dopełnić tego obrazu należy dodać, że dziadkowie skończyli zaledwie kilka klas podstawówki i bardzo słabo czytali. Dlatego jestem pewien, że będąc przez 10 lat we Francji nie czytali tamtejszych gazet, mimo, że wychodziła tam także prasa polska. Wiadomości o świecie czerpali z informacji podawanych z ust do ust od sąsiadów. Stąd należy wyciągnąć wniosek, że były to jedynie najbardziej sensacyjne wiadomości. Postanowiłem tych informacji poszukać. Spędziłem kilka miesięcy we francuskich archiwach, wertując prasę z tamtego okresu i wyszukując sensacyjnych wiadomości, dotyczących okolic Escaudain, czyli niewielkiego miasteczka, w którym mieszkali dziadkowie. Następnie odwiedziłem miejsca, o których mowa była w artykułach i postarałem się je sfotografować w sposób, w jaki mogli to robić ówcześni fotografowie, za pomocą wielkoformatowego aparatu w czerni i bieli – tłumaczy.

– Na zdjęciu widać leje po bombach z okresu I Wojny Światowej, a oto informacja z dziennika Narodowiec z roku 1926: “Do aresztu trafił Dutkiewicz, który podczas pracy w polu odkopał i wydobył trupa żołnierza niemieckiego ‘Artur Korn – 582’. Dutkiewicz ograbił ciało, po czym zakopał je ponownie w znajdującym się nieopodal leju po pocisku.” – kończy historię Wiktor.

Niemi świadkowie greckiej tragedii...

Niemi świadkowie greckiej tragedii…

Kolejne zdjęcie ma nie mniej fascynującą genezę. – Tę fotografię przywiozłem z Grecji. Pojechałem tam fotografować kryzys. Okazało się, że wzdłuż drogi między Atenami i Salonikami nie ma ani jednej reklamy. Zacząłem zastanawiać się dlaczego. Przydała się tu wiedza z ekonomii. Kiedy zaczyna się kryzys, to właśnie reklama jest pierwszym wydatkiem, które tną dotknięte załamaniem gospodarki firmy. Sprawdziłem to i nie myliłem się. Spadek wydatków na reklamę sięgnął w Grecji 80%. Tak powstała cała seria zdjęć pustych paneli reklamowych. Niemych świadków greckiej tragedii.

Ostatnie zdjęcie wybrane przez Wiktora pochodzi z jego najnowszej serii, dotyczącej tego, co dzieje się w polskich sanatoriach.

Zdjęcie bardzo młodej dziewczyny, licealistki Joli, która...

Zdjęcie bardzo młodej dziewczyny, licealistki Joli, która…

– Wszyscy znamy opowieści o tzw. krzakoteriapii. O tym, jak to małżonkowie wyjeżdżając do sanatoriów czują się jak spuszczeni ze smyczy i… zaczyna się swawola. Postanowiłem sprawdzić ile jest prawdy, a ile mitu w tych opowieściach i przez ostatnie dwa lata fotografowałem życie wokół sanatoriów, rozmawiałem i przyglądałem się. Niebawem ukaże się cała seria zdjęć. Tu jedynie przedsmak, zdjęcie bardzo młodej dziewczyny, licealistki Joli, która… sprzedaje swoje wdzięki kuracjuszom – zaskakująco kończy Wiktor.

Nie da się ukryć, że płocczanin fotografuje wielu ludzi i mnóstwo sytuacji. Czy zdarzyła mu się zabawna, pasjonująca, a może niezwykła przygoda związana z wykonywaniem zdjęć? – Co chwilę zdarzają mi się jakieś dziwne albo zabawne sytuacje – śmieje się nasz rozmówca. – Dzięki aparatowi fotograficznemu spotykam wspaniałych ludzi, odwiedzam niezwykłe miejsca, jest on dla mnie przepustką do świata, do którego w inny sposób nie miałbym wstępu. Dlatego często moim znajomym ciężko uwierzyć, że np. przewodniczący Komisji Europejskiej widząc mnie, niemal za każdym razem poklepuje mnie po moim dość pokaźnym brzuchu. Jean Claude Juncker ma po prostu taki zwyczaj. Co ja na to mogę poradzić? Śmieję się z każdym razem, podobnie jak on – mówi z błyskiem w oku korespondent z Brukseli.

– Jego poprzednik, Jose Manuel Barroso, częstował mnie najlepszymi czekoladkami świata. Byłem na piwie z Bobem Geldofem, bo kiedy robiliśmy zdjęcia, akurat wypadał dzień Św. Patryka. I takich sytuacji jest cała masa, jednak z mojej krótkiej fotograficznej kariery za każdym razem najmocniej w pamięci zapadają mi sytuacje, dotyczące zwykłych ludzi, dotkniętych w jakiś sposób wydarzeniami, jakie znamy z doniesień telewizyjnych czy prasowych – przyznaje Wiktor Dąbkowski.

– Wizyty w obozach uchodźców, gdzie w mrozie koczują rodziny z maleńkimi dziećmi, odwiedziny u sąsiadów słynnego belgijskiego potwora Marca Detroux, którzy byli zupełnie nieświadomi tego, że za ścianą rozgrywa się dramat małych dziewczynek czy w końcu sesja portretów kobiet gwałconych w obozach koncentracyjnych w chorwackim Vukovarze. Tych historii nie da się zapomnieć, a łzy na samo wspomnienie napływają do oczu – opowiada wzruszony.

Czego w fotografii chciałby jeszcze spróbować? – Chcę objechać świat dookoła. Chcę poznawać, spotykać ludzi, odwiedzać miejsca, dotykać, próbować, wąchać, czuć, czytać, słuchać, rozmawiać, pytać i fotografować – wymienia, nieomal na jednym tchu. – Im jestem starszy, tym widzę u siebie większy głód poznania, a jednocześnie wiem, że mam na to wszystko coraz mniej czasu, dlatego muszę wybierać i… nie marnować czasu – kończy Wiktor Dąbkowski.

PORADY

aparat_analog

Fot. Pixabay

Czysto technicznie – przyjaciel ma 5000 zł i musi w tym budżecie kupić sprzęt, który pozwoli mu zacząć zgłębiać tajniki fotografii – co byś mu polecił i dlaczego?
– Kup najprostszy możliwy aparat, najlepiej używany, analogowy, taki co się nie psuje i nie będziesz go musiał zmienić za dwa lata na nowszy model. Kup filmy, a resztę przeznacz na zdobycie wiedzy i podróże. Nie potrzebujesz sprzętu za 5 tysięcy, żeby robić zdjęcia. Potrzebujesz wiedzy o tym, co chcesz fotografować i dlaczego. Nic więcej nie jest Ci potrzebne. Filmy wywołasz i zrobisz odbitki w laboratorium.

Czysto technicznie – jeśli miałbyś zabrać ze sobą w daleką podróż, pełną niespodziewanych sytuacji, jeden uniwersalny aparat z maksymalnie jednym obiektywem – jaki to byłby aparat i dlaczego?
– Odpowiedź równie prosta. Taki, jaki akurat mam pod ręką. Każdy aparat jest dobry, kiedy jest akurat na twoim ramieniu. Najczęściej wystarcza aparat w telefonie.

Więcej zdjęć Wiktora Dąbkowskiego możecie zobaczyć na jego STRONIE.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Warto Przeczytać

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji