Dziś naszym rozmówcą jest Waldemar Robak – płocczanin, żonaty, od wielu lat w szczęśliwym związku, ojciec dwóch synów. Interesuje się fotografią, malarstwem, historią sztuki. Uprawia sport – gra w tenisa ziemnego, ale także jeździ na rowerze i pływa. Od kilku lat jest dziennikarzem PetroNews, jednakże nie zastosowaliśmy dla niego taryfy ulgowej i zadaliśmy te same pytania…

Fotografia? To dostrzeganie szczegółów…

Czym jest dla naszego rozmówcy fotografowanie?

Waldemar Robak

– Stwierdzenie po raz kolejny, że fotografowanie jest pasją, brzmi nieco jak banał. Owszem, pewnie tak jest, ale przyszło mi na myśl wspomnienie sprzed kilkunastu lat. Jechałem z moim znajomym, zapalonym myśliwym, brytyjskim pociągiem z Yorku do Londynu. Maszyna mknęła pewnie z prędkością naszego, obecnego Pendolino, krajobrazy umykały spod ludzkiej percepcji zbyt szybko. Słowem – nie wolno było zbyt długo się wpatrywać, ponieważ zawrót głowy w tak zwanym „pakiecie” był niemal gwarantowany.

Fot. Waldemar Robak

Tymczasem on z dokładnością lasera, omiatającego przestrzeń za oknem komentował – O! Zobacz – kot (czyli w myśliwskim slangu zając), a tam lis… Wpatrywałem się w krajobraz angielskiej penepleny równiutkich łąk i pól i niczego nie widziałem… Jednakże ten przykład doskonale w moim przekonaniu oddaje, czym może być hobby, zainteresowanie, tak zwany „konik”… Nasze indywidualne preferencje sprawiają, że otaczający nas świat postrzegamy niezwykle indywidualnie obrazem, dźwiękiem, zapachem, smakiem i dotykiem, a czasem nawet angażując kilka zmysłów. Oczywiście, sam odbiór intrygujących bodźców to tylko początek, zaraz za percepcją powinna podążać refleksja. I w tym sensie muzyk idąc ulicą będzie ją czytał interesującymi dźwiękami, a fotograf zawczasu będzie ją kadrował szukając inspirujących scen – tłumaczy swoje spojrzenie na fotografowanie Waldemar Robak.

Fot. Waldemar Robak

Jaka dziedzina fotografii najbardziej fascynuje naszego rozmówcę i dlaczego? – Chętnie fotografuję przyrodę, rozlegle krajobrazy, jednakże od pewnego czasu fascynują mnie również miejskie pejzaże i ich specyficzny klimat – jakiś czas temu dokumentowałem dla własnych potrzeb nostalgiczne płockie zaułki i podwórka – zdradza fotograf. – W ostatnim czasie mocno wciągnął mnie reportaż, gdzie z jednej strony znajduje się sport, koncerty, teatr, wystawy, a z drugiej strony – uchwycone w kadrze sceny rodzajowe i różnego rodzaju sytuacje społeczne, które zamrożone w czasie i pozbawione pierwotnego kontekstu, nabierają często zupełnie nowego, autonomicznego znaczenia i ponad realnego wymiaru – tłumaczy.

Zacząłem od analogowej “Smieny 6”

Smiena 6, fot. Wikipedia

Jakie były początki Waldemara Robaka z fotografią? – To zupełnie już zamierzchłe czasy, pod koniec lat 70. ubiegłego wieku należałem do koła fotograficznego w naszym MDK–u, które wtedy prowadził znany płocki plastyk Piotr Łubek. Tymczasem ja – wyposażony w analogowy aparat „Smiena 6” – poznawałem możliwości sprzętu i granice swojej własnej pomysłowości. Mimo tak dobrego wstępu, przez długi okres fotografowanie traktowałem zupełnie potocznie, jako sposób na wykonywanie pamiątek wakacji, podróży, rodzinnych wydarzeń, a przy okazji także jako swego rodzaju malarski szkicownik. Dopiero dużo później doceniłem fotografię i jej kreatywne możliwości. Wiele dało mi również związanie się z Płockim Towarzystwem Fotograficznym, a później z Płocką Grupą Fotograficzną. Najogólniej rzecz ujmując – wymiana myśli, poglądów i pomysłów inspiruje… – przekonuje Waldemar.

Fot. Waldemar Robak

Jaki ma patent na dobre zdjęcie? – To chyba w fotografii jest najwyższy poziom wtajemniczenia – zastanawia się przez chwilę. – Fotografia, poza zwykłym odwzorowaniem rzeczy, powinna być uzupełniona o refleksję, stanowić spójną wizualną metaforę, budzić skojarzenia i emocje, a nawet oddawać nasz stan ducha. Ażeby zdjęcie zostało wyposażone przez nas w takie atrybuty, najlepiej wiedzieć, czego się poszukuje i co się chce osiągnąć jeszcze przed wyzwoleniem spustu migawki. Nie mam również zamiaru ukrywać, że czasami wybieram poziom podstawowy, kiedy satysfakcjonuje mnie po prostu wizualna atrakcyjność sceny – przyznaje fotograf.

Fot. Waldemar Robak

Tradycyjnie pytamy, czy frustruje go myśl, że w każdej sekundzie na całym świecie wykonuje się tysiące zdjęć? Czy uważa, że fotografia jest elitarną dziedziną sztuki? – Zacznę od tego, iż nie uważam, abym zajmował się fotografią artystyczną, ja jedynie w miarę swych intelektualnych zasobów i wrażliwości plastycznej param się fotografią, jest ona kanwą dla mojej indywidualnej ekspresji, co zresztą niejednokrotnie sprawia mi trochę przyjemności z osiągniętych efektów – zastrzega Waldemar Robak.

Fot. Waldemar Robak

– Fotografii, jako dziedzinie sztuki, nie grozi żadna katastrofa. Każdy z nas maże bazgroły w szkolnym zeszycie, ale urodził się tylko jeden Van Gogh, Tycjan, Picasso… I analogicznie – z powodu pojawienia się w powszechnym użyciu matryc cyfrowych wcale nam nie przybyło genialnych fotografów, co najwyżej więcej ludzi ma możliwość „pobazgrolenia”, która zresztą niczemu nie szkodzi; co więcej, rzecz ma się wręcz przeciwnie – jeżeli nie spróbujesz, to nigdy się nie dowiesz, co w Tobie drzemie… – przekonuje.

Fot. Waldemar Robak

Co, według niego, w fotografii jest zbędne lub też drugorzędne? – Schemat, podążanie za utartymi, wypracowanymi wzorcami, najczęściej powoduje miałkość wypowiedzi. Doświadczeni fotografowie pouczają: „Nie tnij kadrem po stawach portretowanej osoby”, „Nie fotografuj znad oczu modela”, „Nie fotografuj w ostrym świetle”… To wszystko prawda, ale pod warunkiem, że chcemy wykonać poprawne zdjęcie przy wykorzystaniu technicznych możliwości i ograniczeń sprzętu oraz zachować właściwe proporcje ciała fotografowanej osoby. Inaczej rzecz się przedstawia, jeżeli poszukujemy czegoś niekonwencjonalnego, wykraczającego poza standardy, naszej zupełnie autonomicznej ekspresji – wtedy eksperymenty są jak najbardziej wskazane, a same rezultaty mogą być dla nas nadzwyczaj satysfakcjonujące… – przedstawia swój pogląd Waldemar Robak.

Aparat zwariował na widok kelnerki…

Czy zdarzyła się naszemu rozmówcy zabawna, pasjonująca, a może niezwykła przygoda związana z wykonywaniem zdjęć?

Canon 100FN, fot. Wikipedia

– Wiele lat temu, zwiedzając Chorwację, posługiwałem się analogowym aparatem „Canon”100FN z obiektywem typu zoom, wyposażonym już w mechanizm autofokusa. Zwiedzając maleńkie miasteczko dostrzegłem uroczą kelnerkę, siedzącą na stołeczku przed swą restauracją. Nie zastanawiając się zbyt długo, poprosiłem ją o zgodę na wykonanie jej portretu, na co ona chętnie przystała. Bez chwili zwłoki wykadrowałem zdjęcie, wcisnąłem do połowy spust migawki, używając autofokusa, a tymczasem… mój obiektyw zwariował! Przedni, ruchomy tubus w poszukiwaniu ostrości obrazu zaczął się rytmicznie poruszać – w przód i w tył, w przód i w tył i tak jeszcze kilka razy! Na ten widok moja niedoszła modelka wybuchła śmiechem i w tym momencie nie było już mowy o portretowaniu. Szarmancko wytłumaczyłem dziewczynie, że mój niedoskonały aparat po prostu nie wytrzymał naporu jej zniewalającej urody – śmieje się Waldemar.

Fot. Waldemar Robak

Czego w fotografii chciałby jeszcze spróbować? – Od pewnego czasu jestem zafascynowany dokonaniami Ryszarda Horowitza. Jego unikalna „cyklopia fotografia” wymyślona jeszcze w erze, gdy aparaty cyfrowe były tylko snem przyszłości, do tej pory może być przedmiotem autorskich poszukiwań i inspiracji. Nie mniej interesująco przedstawia się dorobek artysty, powstały z wykorzystaniem programów komputerowych. W moim przekonaniu jest to prawdziwa, pozbawiona banału uczta dla naszej wyobraźni! – mówi z pasją fotograf.

PORADY

Czysto technicznie – przyjaciel ma 5000 zł i musi w tym budżecie kupić sprzęt, który pozwoli mu zacząć zgłębiać tajniki fotografii – co byś mu polecił i dlaczego?

Odpowiedź jest tyleż prosta, co wykrętna: To zależy… Zależy do czego znajomemu potrzebny jest aparat, jakie zdjęcia chce wykonywać – reportaże, krajobrazy, portrety, a może chce tylko przespacerować się z nim dumnie po Krupówkach? Sam uważam, że najłatwiej jest poznać, jak aparat działa i na czym w ogóle polega fotografia, użytkując najprostszą lustrzankę, choćby zakupioną z drugiej ręki, a do tego wyposażoną w miarę uniwersalny „zoom”.

Czysto technicznie – jeśli miałbyś zabrać ze sobą w daleką podróż, pełną niespodziewanych sytuacji, jeden uniwersalny aparat z tylko jednym obiektywem – jaki to byłby aparat i dlaczego?

Jeżeli sytuacja miałaby obfitować w jakieś niespodziewane sytuacje – sztorm, zejście lawiny, atak zmutowanych jaszczurek albo… raczej wybrałbym któryś z „bezlusterkowców”, które bardzo szybko zbliżają się swymi parametrami jakości obrazu do lustrzanek, a co do komfortu przechowywania i przenoszenia już dawno je przebiły – po prostu nie ważą tyle, co średniej wielkości granatnik przeciwczołgowy.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Artykuły sponsorowane w PetroNews.pl

Warto Przeczytać

Ostatnie Informacje