Świat, ukazany przez szkło obiektywu niekoniecznie musi być prawdziwy, piękny, wesoły czy… obiektywny. Każdy, kto nawet amatorsko zajmuje się robieniem zdjęć wie, że zatrzymanie pędzącego świata w kadrze to wielka satysfakcja, która może zmienić się w pasję. Jak wykonują to płoccy fotografowie? Od czego się zaczęło i jaki sprzęt polecą tym, którzy dopiero są na początku fotograficznej drogi? Zapraszamy na kolejny odcinek cyklu „Obiektywnie o Płocku”.

Fot. Marek Jeznach

Fot. Marek Jeznach

Wykonuje zawodowo pracę zupełnie nie związaną z fotografią. Ale ta przenika głęboko jego serce, powodując, że aparat ma często blisko siebie. Na swoim profilu pokazuje nam często nocne pejzaże Płocka – kiedy zaczyna lub kończy pracę. Czym jest dla niego fotografowanie?

– To moja pasja, hobby, choroba, z której nie można się wyleczyć, jednym słowem: uzależnienie – krótko, ale zdecydowanie opisuje Robert. – Zaczęło się to w bardzo wczesnym wieku, gdy rozebrałem ojcu aparat na części pierwsze, miałem wtedy 4 lata – śmieje się fotograf.

– W wieku 14 lat miałem swoje pierwsze spotkanie z ciemnią i pierwsze wywołanie filmu dwunastoklatkowego. Wywołałem go w misce, a kiedy wyszedłem z ciemni i patrzyłem, co mi z tego wywołania wyszło… dostrzegłem, jak mi czernieje klisza. Dopiero po rozmowie z płockim fotografem dowiedziałem się, co i jak należy zrobić – wspomina.

robert_lipowski (5)

“Zdjęcie zrobiłem jako czarno-białe, żeby oddać powagę tematu”

Jak przyznaje, fotografuje właściwie całe swoje dotychczasowe życie. – Aparat towarzyszył mi każdego dnia, wcześniej były to aparaty kliszowe, dzisiaj cyfrowa lustrzanka, a czasem aparat w smartfonie, który też daje radę. Mogę powiedzieć, że aparat towarzyszy mi od 1978 roku – przyznał Robert Lipowski.

Jaka dziedzina fotografii najbardziej fascynuje naszego rozmówcę? – Nie znalazłem jeszcze swojego miejsca w fotografii i cały czas szukam. Fotografowałem ludzi, śluby, zwierzęta, krajobrazy, jakiś czas temu z kolegą Markiem Jeznachem fotografowaliśmy nawet płockie industriale, czyli opuszczone przemysłowe budynki – zdradza Robert.

"Ślady na piasku w kanale"

“Ślady na piasku w kanale”

– Kiedy wchodzę do takich miejsc, to często zastanawiam się, jak było wtedy, gdy to miejsce tętniło życiem, kiedy poruszali się tu ludzie, jeździły maszyny. Słucham miejsca i wypatruję szczegółów. Czasem jest to złuszczająca się farba, innym razem przewód wystający ze ściany albo inny przedmiot pozostawiony w tym miejscu i nieporuszony od lat – wyjaśnia Robert Lipowski, podając przykłady ze swoich doświadczeń fotograficznych.

– W 2009 roku fotografowałem w płockiej mleczarni w Radziwiu i wtedy zauważyłem na podłodze gazetę, „Rzeczpospolitą” z 1989 roku. Leżała pośród okruchów szkła i starych gumowych uszczelek. I pomyślałem, że skoro tam nikt nie był tyle czasu, należy pozostawić ją w tym samym miejscu po sfotografowaniu. W roku 2012 udałem się w to samo miejsce z Rajmundem Klausem, fotografem z TPP, i znaleźliśmy tam szczątki psa w kanale betonowym. Niby nic takiego, ale poruszyła mnie dogłębnie chęć wydostania się zwierzaka z tego kanału. Na piasku, który pokrywała warstwa sadzy, zachowały się odciśnięte ślady psich łapek. I pomyślałem: ile ta psina walczyła o życie i nikt jej nie pomógł. Takie opuszczone miejsca stają się pułapkami dla zwierząt, a czasem dają schronienie, jak ptakom – plastycznie opisuje fotograf.

"Zrobiłem je przerobionym obiektywem od rosyjskiego zenita"

“Zrobiłem je przerobionym obiektywem od rosyjskiego zenita”

Ostatnio Robert odkrywa również fotografię mikro i makro, czyli świat widziany z bliska, a nawet z bardzo bliska. – Nie są to jeszcze tak piękne zdjęcia, aby się nimi chwalić, ale może niedługo jakaś wystawa będzie? – mówi skromnie.

Jaki jest według niego sposób na dobre zdjęcie? – Dobre zdjęcie to nie zawsze dokładnie dobrane parametry. Czasem zdjęcie nieostre więcej znaczy, niż tak zwana żyleta. Kiedy spędzam zbyt dużo czasu nad wyborem jakiegoś zdjęcia do portalu internetowego lub na wystawę i ciężko mi zdecydować się na konkretne, z pomocą przychodzą mi żona i córka, zawsze to inne spojrzenie na zdjęcie. Czasem pada to pytanie – jakie jest Twoje najlepsze zdjęcie? Ja chyba jeszcze nie zrobiłem tego najlepszego zdjęcia, chociaż są tacy, którzy twierdzą inaczej – przyznaje.

"Niektóre obiektywy mają taki bokeh naturalny..."

“Niektóre obiektywy mają taki bokeh naturalny…”

Jak każdego fotografa, pytamy czy frustruje go myśl, iż w każdej sekundzie na całym świecie wykonuje się tysiące zdjęć? – Nie, dzięki tym zdjęciom człowiek może zobaczyć, co kogo interesuje, jak zrobić podobne. A czasem patrzę i myślę, że można by to zrobić inaczej. Ludzie zamieszczają setki tysięcy zdjęć w Internecie, fotografują wszystko, czasem zapominając o dobrym guście i prawach innych. Robią zdjęcia ludziom bez ich zgody i zamieszczają na Facebooku. Złości mnie na przykład, gdy ktoś fotografuje osoby niepełnosprawne i robi z tego memy tylko po to, by się z tego naśmiewać. Fotografią można zrobić też krzywdę – mówi poważnie Robert Lipowski.

Czy uważa w takim razie, że fotografia jest elitarną dziedziną sztuki? – Fotografia – nie, ale fotografika owszem – mówi i od razu precyzuje. – Fotografik to fotograf, zajmujący się fotografią artystyczną, znam wielu takich w Płocku. Niektórzy z nich to znani artyści, ze starszej grupy wiekowej, inni – to ci młodsi ode mnie, i tu mógłbym wskazać wielu wartościowych fotografików. Ja jednak nie jestem fotografikiem – stwierdza.

Co według Roberta Lipowskiego w fotografii jest zbędne lub drugorzędne?

robert_lipowski (6)

“Akurat byłem na weselu, gdy…”

– Może być zbędny aparat, ale wtedy zdjęcia nie będą wyraźne. Powiecie: facet zgłupiał, jak można zrobić zdjęcie bez aparatu? Ano można. Ojcem fotografii bez aparatu był Louis Jacques Daguerre, który wynalazł fotografię. Zapisał obraz na metalowej płytce i od jego nazwiska powstała dagerotypia, z której to nie można było robić odbitek, czyli powielać. W Płocku mieszka fotograf, który lubi eksperymentować w różnych dziedzinach fotografii, wiem, że wykonywał zdjęcie pudełkiem po butach. A jak to zrobił? Proponuję odszukać go i spytać – uśmiecha się fotograf.

"...by wydobyć fakturę załamanego światła w soczewkach obiektywu"

“…by wydobyć fakturę załamanego światła w soczewkach obiektywu”

Poprosiliśmy Roberta o wybranie kilku zdjęć ze swojej kolekcji. Co może nam o nich opowiedzieć, co je wyróżnia? – Jak wspominałem wcześniej, nie jestem artystą, raczej dokumentalistą i staram się utrwalać chwilę zastaną, by ją przekazać dalej. Czasem naginam rzeczywistość, dodając trochę magii Photoshopa, ale niewiele – wyjaśnia.

– Zdjęcie przedstawiające szkielet psa zrobiłem jako czarno-białe, żeby oddać powagę tematu. Kolejne zdjęcie, przedstawiające ślady na piasku w kanale, też wykonałem jako czarno-białe, by podkreślić czerń sadzy i bardziej uwidocznić ślady. Dwa zdjęcia z kwiatkami – są to niezapominajki – zrobiłem przerobionym obiektywem od rosyjskiego zenita po to, by wydobyć fakturę załamanego światła w soczewkach obiektywu. Efekt taki nazywany jest bokehem. Niektóre obiektywy mają taki bokeh naturalny (co wykorzystałem przy zdjęciu fioletowego kwiata), w innych można go troszkę udoskonalić. Zdjęcie przedstawiające burzę zrobiłem przypadkiem. Akurat byłem na weselu, gdy ktoś wpadł na salę z okrzykiem: „Jakie piękne chmury”. Wyszedłem zobaczyć… i stało się – śmieje się Robert.

"Moim ulubionym jest jednak zdjęcie Wzgórza Tumskiego..."

“Moim ulubionym jest jednak zdjęcie Wzgórza Tumskiego…”

– Moim ulubionym jest jednak zdjęcie Wzgórza Tumskiego jeszcze z czasów, kiedy nie było mola. Myślę, że moje zdjęcia wyróżnia to, że pokazują różną tematykę – rzeczywistość, codzienność, chwilę, która trwa. I przypominają mi o tych chwilach – zamyśla się Robert Lipowski.

Przy takiej ilości wykonywanych zdjęć, czy zdarzyła się naszemu rozmówcy zabawna, pasjonująca, a może niezwykła przygoda?

– Zabawna dla mnie, owszem. W 2011 roku wybrałem się do Warszawy na święto 11 listopada. Ubrany byłem w spodnie bojówki, buty wojskowe i kamizelkę reporterską dla fotografów firmy Lowepro – normalnie komandos. Gdy przechodziłem w pobliżu Grobu Nieznanego Żołnierza w Ogrodzie Saskim, zostałem zatrzymany do wylegitymowania przez funkcjonariuszy BOR, bo ich zdaniem wyglądałem podejrzanie. A ja tylko chciałem zrobić zdjęcia. Pozwolono mi je zrobić, ale z innej strony – uśmiecha się fotograf.

A czego w fotografii chciałby jeszcze spróbować? – Wybrać się w jakąś daleką podróż, np. na Spitsbergen i fotografować zorzę polarną – rozmarza się Robert Lipowski.

Porady

Przyjaciel ma 5 tys. zł i musi w tym budżecie kupić sprzęt, który pozwoli mu zacząć zgłębiać tajniki fotografii – co byś mu polecił i dlaczego?

Fot. materiały producenta

Fot. materiały producenta

– Jeżeli przyjaciel chce zgłębiać tajniki fotografii, ale są to początki, to polecam aparat kompaktowy FujiFilm FinePix S9200. Ma on 16 mpx, 40x zoom dla aparatu małoobrazkowego, czyli odpowiednik ogniskowej 24 – 1200 mm. To bardzo szeroki zakres i na początek dobry wybór. Aparat jest rozmiarowo podobny do niewielkiej lustrzanki, a nie trzeba zmieniać szkieł i nosić nie wiadomo ile w torbie. Cena około 1500-2000 zł. A za kilka lat, gdy przyjaciel nabierze doświadczenia, zmieni aparat na lustrzankę i wymienne obiektywy.

Jeśli miałbyś zabrać ze sobą w daleką podróż, pełną niespodziewanych sytuacji, jeden uniwersalny aparat z maksymalnie jednym obiektywem – jaki to byłby aparat i dlaczego?

21126_nikon_18_200– Ponieważ korzystam z lustrzanki, to pewnie zabrałbym ją z obiektywem 18-200 i do tego lampę błyskową lub powyższy aparat kompaktowy Fuji, który jest lekki i zajmuje mało miejsca.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Warto Przeczytać

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji