Właśnie w czwartkowy wieczór Galeria Oficyna zaproponowała miłośnikom sztuki zupełnie dychotomiczny rodzaj doznań estetycznych. Tu właśnie zagościły prace Wojciecha Chwiałkowskiego, które mówią, opisują, wielbią, zachwycają, a nawet rozczulają i są na dokładnie ten temat…

Jak stwierdziła właścicielka Galerii, Katarzyna Bąkowska-Roszkowska otwierając wystawę „Women”: „Akty to niesamowicie trudny warsztat. Żeby odwzorować człowieka, jego naturę i budowę, kto nigdy tego nie spróbował, nie będzie wiedział, jak bardzo jest to trudne”.

Po tym, jak myślę, dość intrygującym wstępie, chciałbym wtrącić kilka słów na temat samego artysty. Wojciech Chwiałkowski urodził się w Lesznie. Artystyczne zdolności rozwijał od 1996 roku u nas w Liceum Plastycznym, tu poznawał swe przyszłe rzemiosło. A potem studia w latach 1998-2003 z malarstwa na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu pod kierunkiem prof. Mieczysława Wiśniewskiego i prof. Piotra Klugowskiego dopełniły jego artystyczną edukację.

Po ukończeniu nauki, podjął się wykonania kilkunastu polichromii w kościołach w całej Polsce. Od 2006 roku pracuje jako nauczyciel malarstwa i rysunku w Liceum Plastycznym w Rypinie, natomiast mieszka i tworzy w Brodnicy. W kręgu jego twórczych zainteresowań są sceny rodzajowe, religijne, pejzaże miejskie i portrety, jednakże kobieca postać zajmuje tu miejsce szczególne. W 2015 roku artysta podjął się również poszukiwań w dziedzinie fotografii.

Dlaczego stwierdziłem, że oglądanie prac Wojciecha Chwiałkowskiego jest dychotomicznym doznaniem? Ponieważ jego grafiki posiadają kilka wymiarów, które tylko pozornie mogą się wykluczać, ale tu akurat stają się wartością dodaną…

Świeżo mamy w pamięci wystawę Joanny Sarapaty w Muzeum Mazowieckim, tu też „light motive” stanowiła kobieta. W tym miejscu pokusiłbym się o stwierdzenie, że pomiędzy obiema wystawami natarczywie błąka się jakiś, bliżej nieokreślony, ale jednakże dosyć istotny mianownik – w moim przekonaniu poszukiwanie istoty fenomenu kobiety, kamienia filozoficznego, recepty, procedury startu, która rozczytuje wszystkie prawdy i wszystkie jej tajemnice.

Jednakże wbrew pozorom, te analogie nie są aż takie jednoznaczne. Joanna Sarapata „specjalizuje się” w życiu wewnętrznym kobiety, jej nastrojach, emocjach, fascynacjach. Syntetycznymi środkami plastycznego wyrazu, oszczędną linearnością, sprowadzoną niemal do ideogramu buduje atmosferę sceny, pogłębia ją niekonwencjonalnie użytymi do tego celu tworzywami. To niewątpliwie ją wyróżnia i pozycjonuje jej wyjątkowość w świecie sztuki. Oszczędność, a drugiej strony trafność malarskiej wypowiedzi wciąż pomimo całego banału otaczającego nas świata są w cenie…

Tymczasem Wojciech Chwiałkowski koncentruje się na pięknie kobiecego ciała, wrażliwa kreska pieści wszelkie newralgiczne wklęsłości i wypukłości, delikatnie się wije, jest swego rodzaju kumulacją zachwytu nad tym dziełem Boga i Natury. A jeszcze, co gdzieś tam wcześniej rozczytałem u wychowanków naszego Liceum Plastycznego, a biorąc pod uwagę obfite zbiory Muzeum Mazowieckiego zupełnie nie powinno nas dziwić, w ich twórczość wplatają się fascynacje sztuką Art Deco. Niewielkie wymiarowo grafiki zatrzymują czas, stwarzają wrażenie intymności, delikatności, ulotności chwili, prowokują, aby się zatrzymać, wpatrzyć, chłonąć tę jedyną, niepowtarzalną chwilę…

Jednakże jest również ten drugi wymiar, z pozoru wydawałoby się zupełnie nie komponujący, asynchroniczny, koncepcyjnie obcy… A tymczasem abstrakcyjne aranżacje dwuwymiarowej przestrzeni, struktury, wzajemnie przenikające się materiami kolaże, pozbawiają te małe dziełka sztuki personalnego kontekstu, koncentrują się na pierwotnej percepcji, na rzucie oka z większej odległości, na zaprzeczeniu narzucającej się prostej interpretacji.

Jednakże czy do końca są to trafne realizacje? Tu w moim przekonaniu są prace niezwykle przekonywujące, mówiące same za siebie, nie wymagające ingerencji adwokatów, ale zdarzyły się również i takie, w których póki co nie znalazłem artystycznej spójności, po prostu do mnie nie przemówiły. Czasem graficzne wizerunki kobiety są w moim przekonaniu zbyt jednoznaczne, ale abstrakcyjne projekty w dwójnasób to rekompensują. Tym niemniej liczę na to, że Państwo odnajdziecie w nich to, co umknęło mojej ułomnej percepcji, a zatem nie pozostaje mi zatem nic innego, jak zaprosić wszystkich chętnych do odwiedzenia kameralnej Galerii przy Tumskiej 16, oferującej istne cudeńka artystycznej kreatywności…

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Warto Przeczytać

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji