MotoPłocczanie. Tomasz Kominek: Nie jestem fanem klimatyzacji

5

W kolejnym wydaniu cyklu MotoPłocczanie, prezentujemy postać Tomasza Kominka – płockiego radnego, a jednocześnie motocyklisty, który na chwilę odpuścił swoją przygodę z jednośladem. Jakie było jego pierwsze doświadczenie z motoryzacją? Który samochód wybrał po urodzeniu się córki? Poznajcie jego historię w świecie motoryzacji. 

PetroNews: Jakie są Pana pierwsze doświadczenia motoryzacyjne?

Tomasz Kominek: Moje pierwsze wspomnienie związane z motoryzacją to jeden z wyjazdów z rodzicami Fiatem 125p. Niestety, nie pamiętam już ile miałem wtedy lat i gdzie jechaliśmy, ale w pamięci doskonale zachował się obraz – tata prowadzi auto, mama siedzi ze mną z tyłu, na zewnątrz śnieżyca i gdzieś się spieszymy. Dziwne, ale to jest nie tylko moje pierwsze wspomnienie motoryzacyjne, ale w ogóle jedno z pierwszych wspomnień z dzieciństwa.

Fot. Wikipedia

Fot. Wikipedia

– Moim pierwszym autem był Polonez Caro. Miałem wtedy 18 lat, zdałem egzamin na prawo jazdy i własny samochód był moim marzeniem. Pamiętam, jak rodzice powiedzieli mi, że jeśli sam zarobię połowę ceny, to resztę mi dołożą. I zaczęło się, pracowałem wieczorami i w weekendy, każdą wolną złotówkę odkładałem na swoje pierwsze cztery kółka. No i udało się! Tego auta nigdy nie zapomnę.

Fot. Wikipedia

Fot. Wikipedia

PN: Czym Pan aktualnie jeździ i dlaczego akurat tym samochodem?

TK: Obecnie mam rodzinne Renault. Dlaczego taki wybór? Zawsze byłem fanem aut sportowych, ale odkąd mam rodzinę, górę wzięło bezpieczeństwo. Gdy miała urodzić się moja córeczka, razem z żoną przeglądaliśmy oferty aut i zdecydowaliśmy się właśnie na tę markę. Szczerze mówiąc, mimo różnych opinii co do awaryjności tych aut, ja jestem z niego zadowolony.

PN: Jakie auto i w jakim kolorze byłoby spełnieniem Pana motoryzacyjnych marzeń i co Pana w nim fascynuje?

TK: Zawsze chciałem mieć zielonego Volkswagena Garbusa. To klasyka motoryzacji. Oryginalny design, poza tym to auto ma nie tylko bogatą historię, ale przede wszystkim posiada duszę. Jazda takim autem to marzenie. Postanowiłem, że do czterdziestki to marzenie zrealizuję.

Fot. Wikipedia

Fot. Wikipedia

PN: Jakie jest najgroźniejsze zdarzenie drogowe, w jakim brał Pan udział?

TK: Cztery lata temu jechałem z żoną na wakacje w góry. Było dosyć późno. Ponadto wąska, kręta górska droga, w dodatku było bardzo ślisko. Szukaliśmy pensjonatu, w którym wcześniej zarezerwowaliśmy miejsca. W pewnym momencie żona zauważyła, że kilka metrów od drogi, między drzewami, leży jakaś duża, ciemna bryła. Zatrzymaliśmy się, podeszliśmy bliżej i okazało się, że to było przewrócone na bok auto, które wypadło z drogi, stoczyło się z nasypu i uderzyło w drzewo. Niewiele myśląc, podbiegliśmy z żoną, aby sprawdzić, czy ktoś nie potrzebuje pomocy. W aucie była ranna, nieprzytomna kobieta. Ponieważ wiem co nieco na temat udzielania pierwszej pomocy, przystąpiłem do akcji. Żona tymczasem próbowała skontaktować się ze służbami ratunkowymi. Za około 20 minut dojechała jednostka OSP, a potem karetka pogotowia. Następnego dnia udałem się do szpitala, aby dowiedzieć się o dalsze losy kobiety. Lekarze powiedzieli mi, że razem z żoną uratowaliśmy tej pani życie. Najciekawsze jest to, że dzięki tej przygodzie zyskaliśmy dwójkę nowych przyjaciół – tę kobietę oraz jej męża.

PN: Jaka była Pana najdłuższa podróż za kierownicą?

TK: Kilka lat temu razem z przyjaciółmi postanowiliśmy odbyć podróż śladami Jana Pawła II. Wybraliśmy się autem do Rzymu, tam mieliśmy bazę wyjściową do odwiedzania różnych miejsc, związanych z polskim papieżem. Gdy wracaliśmy, podjechaliśmy do Wenecji. Tam mój przyjaciel, który upodobał sobie smak włoskiego wina, troszkę się zatruł i sam musiałem dojechać do Polski. Pamiętam, że przejechałem wtedy około tysiąc kilometrów przez prawie 12 godzin, tylko z przystankami na kawę, toaletę i jakąś kanapkę. Kolega zmienił mnie za kierownicą dopiero za Cieszynem.

Fot. Wikipedia

Fot. Wikipedia

PN: Wiemy, że to było na niemieckiej autostradzie, gdzie nie ma limitów prędkości… Z jaką największą prędkością jechał Pan samochodem?

TK: Może nie będę wdawał się w szczegóły, powiem tylko Toyota Camry, według licznika 230 km/h.

Fot. Wikipedia

Fot. Wikipedia

PN: Bez jakiego elementu w samochodzie nie może Pan się obejść?

TK: Nie jestem fanem klimatyzacji. Szczególnie, gdy jadę z córeczką, unikam jej włączania, ponieważ przy nagłej zmianie temperatur bardzo łatwo o jakąś infekcję. Podczas jazdy nie mógłbym natomiast obejść się bez radioodbiornika. Codziennie mam wiele obowiązków i często tylko podczas jazdy autem mam możliwość śledzenia nowych informacji z kraju i ze świata. Ponadto, uwielbiam muzykę. Najlepszym relaksem dla mnie jest jazda autem z dobrą muzyką w tle.

PN: Wyobraźmy sobie, że pana przyjaciel ma 40 tysięcy, które chce wydać na auto. Co by mu Pan polecił?

TK: Hmm… 40 tys. zł na nowe auto? Doradziłbym przyjacielowi, aby dozbierał przynajmniej drugie tyle. Do 40 tys. zł bardzo trudno jest kupić nowe, niezawodne i funkcjonalne auto.

PN: Załóżmy, że przedstawiciel któregoś z płockich salonów przychodzi do Pana i mówi, że ma nieograniczony budżet i chce Panu zrobić prezent w postaci nowego auta. Co by Pan wybrał?

TK: Auto rodzinne już mam, w takim razie może coś eleganckiego, ale i sportowego zarazem. Wybrałbym chyba Hondę Accord. Miałem okazję jeździć kilkakrotnie poprzednim modelem i odniosłem bardzo pozytywne wrażenie.

Fot. Wikipedia

Fot. Wikipedia

Podziel się.

Patronat i artykuły sponsorowane w PetroNews.pl


Warto Przeczytać


Ostatnie Informacje

Konkursy
Rozdajemy Lekkie Ciacho!

Specjalnie dla czytelników PetroNews, Lekkie Ciacho, które dostarcza płocczanom pyszne desery bez cukru, przekazuje swoje wypieki do spróbowania. Wystarczy przyjść…