Marzena Kapuścińska od kuchni: Jestem eksperymentatorem kulinarnym

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Jaką rolę w życiu prezes fundacji “Fundusz Grantowy dla Płocka” odgrywa kuchnia? Czy gotowanie to przyjemność czy smutny obowiązek? I jakie eksperymenty można wykonywać nad garnkiem i patelnią? O tym wszystkim porozmawialiśmy z Marzeną Kapuścińską w kolejnej odsłonie “Płockiej Kuchni”.

Fundacja, której szefową jest nasza dzisiejsza bohaterka, dała poznać się jako organizator wielu konkursów, gdzie stawką są pieniądze. I to niemałe. Organizacje z Płocka i okolic z powodzeniem startują w inicjatywach, w których wręczane są granty. Ostatni z nich – “Wakacje w Płocku na Wesoło” – ogłoszono w maju. Stawką w nim jest 80 tysięcy złotych na zorganizowanie wakacji w mieście dla młodzieży z Płocka. A to jedynie przykład działań podejmowanych przez fundację.

Pomimo natłoku obowiązków zawodowych, Marzena Kapuścińska to także matka, która – chcąc nie chcąc – znajduje czas na gotowanie. Czy to zatem obowiązek? Nie do końca.

– Posiadanie rodziny, a przede wszystkim dziecka w wieku szkolnym, zobowiązuje do gotowania, lecz kuchnia – to nie jest najbardziej ulubione przez mnie miejsce w domu – śmieje się w rozmowie z nami prezes fundacji “Fundusz Grantowy dla Płocka”. – Kiedyś ktoś z moich znajomych nazwał mnie eksperymentatorem kulinarnym. Zwykłe gotowanie, w szczególności dań obiadowych, mnie nudzi i raczej nie lubię tego robić. Natomiast gotowanie, podczas którego mogę potestować różne produkty i wykorzystać nowe techniki, bardzo mnie bawi i chętnie się tym zajmuję – zapewnia.

Kulinarna alchemia

Choć tytuł kulinarnego eksperymentatora brzmi dumnie, szefowa fundacji nie chce oceniać swoich kuchennych umiejętności. Pewne jest natomiast, że podczas licznych eksperymentów ofiar w ludziach nie stwierdzono.

– Trudno mi ocenić własne umiejętności kulinarne. Mogę to zrobić jedynie przez porównanie – proponuje Marzena Kapuścińska. – Zatem porównując się do mojej mamy czy cioć, wypadam raczej blado, natomiast w porównaniu z moimi koleżankami myślę, że zajmuję jakąś środkową lokatę – oceniła.

Prezes “Funduszu Grantowego dla Płocka” – niczym rasowy alchemik – dużą rolę przywiązuje do przygotowań kulinarnych. Czytanie przepisów, zdobywanie składników, planowanie całych działań – to coś, co Marzena Kapuścińska lubi najbardziej – nawet bardziej niż samo gotowanie. – Poszukiwania smaków są najlepsze – stwierdza w rozmowie z nami. – Komponowanie i wymyślanie nowych smaków i ten dreszczyk emocji na końcu – czy się udało, i czy tak to powinno smakować – śmieje się.

W gotowaniu lubi stawiać sobie wyzwania – zawsze ambitne. Przykłady? – Z okazji Dnia Niepodległości zawsze przygotowuję kaczkę z jabłkami i pomarańczami, a ostatnio uznanie w rodzinie zdobył mój tort bezowy – wymienia jednym tchem. – Bardzo lubię też przygotowywać zupy krem: z dyni, szparagów, białych warzyw. Niestety, często te swoje eksperymenty zjadam sama – dodaje po chwili.

Uprzedzamy jednak naszych czytelników – to nie wina smaku, a upodobań. Otóż rodzina Marzeny Kapuścińskiej wolu smaki tradycyjne.

– Dla moich bliskich kulinarnym guru jest moja mama, której rosół ma zawsze taki sam smak, a szarlotka każdego dnia smakuje jednakowo – dopowiada.  – U mnie – nawet jeśli się bardzo staram to nie potrafię odtworzyć smaków mojego dzieciństwa – stwierdziła.

“Lubię próbować nowych potraw”

Chęć próbowania nowego w kuchni sprawiła, że nasza bohaterka nie skupia się na smaku jednego rodzaju kuchni. – W zasadzie lubię wszystkie smaki, lubię próbować nowych potraw, nowych dań, nowych przypraw – mówi pani Marzena. – Wielu smaków z pewnością jeszcze nie znam, więc sądzę, że najlepsze jeszcze przede mną – śmieje się.

Taka otwartość na nowe doznania kulinarne to jednak cecha nabyta z wiekiem. Kuchnia rodzinna była zaś niezwykle tradycyjną. – Z dzieciństwa najbardziej pamiętam zsiadłe mleko z gorącymi ziemniakami oraz zupę śledziową robioną przez moją babcię – wspomina. – Ale to już chyba zostanie wspomnieniem – raczej nie ma szans, że będę przygotowywać te dania – zapewnia szefowa fundacji.

Na stole rodzinnym królowały także zupy, bez których codzienny obiad nie miał miejsca. –  Zarówno moja babcia, jak i mama, są mistrzyniami zup – chwali w rozmowie z nami Kapuścińska. – Staram się, aby w moim domu zupy były często, choć w moim wykonaniu zupy są nieco inne, szczególnie jeśli chodzi o rodzaj przypraw czy dodatków – zdradziła.

Co ciekawe, nie ma potrawy, której szefowa fundacji nie lubi – no z dwoma, małymi wyjątkami. – Nie znoszę zupy zacierkowej, zarówno ze względu na jej smak, jak i wygląd – wymienia. – Nie wezmę również do ust kozich produktów mlecznych. Ten zapach wyczuwam na znaczną odległość – dodaje.

Wakacje? Polskie morze, plaża i… flądra z kapustą

Poszukiwania niecodziennych smaków towarzyszą Marzenie Kapuścińskiej także podczas wakacyjnych wyjazdów z rodziną. Szefowa fundacji co roku odwiedza polskie morze – zgodnie z zasadą “cudze chwalicie, swojego nie znacie”. To właśnie tam odbywa się coroczne poszukiwanie najlepszej ryby w Polsce.

– Ilość nadmorskich smażalni ryb i jadłodajni, w których podawane są te same i tak samo smakujące dania, zmusza do poszukiwania czegoś nowego, innego – tłumaczy w rozmowie z nami. – W zeszłym roku udało nam się znaleźć smażalnię, serwującą dania regionalne i często już zapomniane. Po raz pierwszy jedliśmy flądrę zapiekaną w kapuście kiszonej w beczce – wspomina nasza bohaterka.

Trzeba zaznaczyć, że kapusta kiszona w beczce to produkt tradycyjny województwa zachodniopomorskiego.

– Bardzo mi smakowało to raczej niestandardowe połączenie – zachwala. – Delikatna ryba, która została otoczona równie delikatną kapustą, pozostawia bardzo aksamitne wrażenie. Bardzo polecam wszystkim odwiedzającym polskie zachodnie wybrzeże Bałtyku. W tym roku będziemy próbować rybich pierogów – zapowiada.

Lecz to nie przepis na smażoną rybę jest tym, który poleca Marzena Kapuścińska w kolejnym wydaniu “Płockiej Kuchni”, lecz sprawdzony i – jak zapewnia nasza rozmówczyni – przetestowany na gościach przepis na pierś z indyka. – Danie to nie należy do potraw, które można szybko przygotować, ale efekt końcowy jest warty poświęcenia – zapewnia autorka przepisu. – Połączenie delikatnego indyka z intensywnym sosem i chrupiącą kaszą daje niezapominanie wrażenie oraz pewność, że goście wyjdą najedzeni – obiecuje.

  • Składniki:

    • Pierś z indyka,
    • Kasza jęczmienna,
    • Mleczko kokosowe,
    • Cebula dymka,
    • Papryka chilli,
    • Czosnek,
    • Miód,
    • Bazylia,
    • Sól gruboziarnista,
    • Oliwa z oliwek,
    • Skórka limonki,
    • Curry,
    • Suszone pomidory,
    • Pistacje,
    • Szczypiorek.

    Przygotowanie:

    Pierś z indyka przez kilka godzin marynujemy w bazylii siekanej z gruboziarnistą solą i oliwą. Na patelni podsmażamy cebulę dymkę z papryczkami chilli i czosnkiem. Dodajemy startą skórkę z limonki i miód. Wszystko razem smażymy, dodajemy curry, a całość zalewamy mlekiem kokosowym. Gotujemy dalej do zgęstnienia sosu. Zredukowany sos solimy i doprawiamy sokiem z limonki.

    Ugotowaną, gorącą kaszę jęczmienną łączymy ze zmiażdżonymi pistacjami, posiekanymi suszonymi pomidorami i odrobiną oleju z pomidorów. Na koniec dodajemy szczypiorek.

    Indyka upieczonego w folii aluminiowej podajemy z sosem curry i kaszą.

    Życzymy smacznego!

Podziel się:

Zostaw Komentarz