Śniłam o tym często. Stoję na ziemi, nagle wznoszę się i latam jak ptak, czując pęd powietrza na twarzy, a pod sobą mając cały świat… Dzisiaj mój sen się spełnił. Poleciałam w stronę zachodzącego słońca. I to z mistrzem…

Moja przygoda rozpoczęła się przypadkiem. Opublikowałam na profilu społecznościowym zdjęcie z “nauki” strzelania z Easy Company. Koleżanka wpisała “Dajesz czadu”, a ja, trochę dla żartu, odpisałam, że przede mną jeszcze skok na bungee i lot paralotnią z Wojtkiem Bógdałem, naszym mistrzem świata, który to tytuł zdobył podczas rozgrywanych w tym roku Motoparalotniowych Slalomowych Mistrzostw Świata.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy Wojtek napisał chwilę później: “Lecimy jutro?”. Przyznaję, chwila wahania była, ale bardzo krótka. “Ok, jeśli będzie pogoda” – odpisałam. Była.

W poniedziałek po południu pojechałam na lotnisko Aeroklubu Ziemi Mazowieckiej. Wojtek już czekał, paralotnia również. – Szkoda czasu, pogadamy później – powiedział, widząc, że wyjmuję dyktafon. Rękawiczki, kask na głowę, zapięcie w uprzęży i… słyszę warkot maszyny. Po chwili ze zdziwieniem czuję deja vu. – Przecież tak dokładnie wyglądał mój sen – myślę, a potem już tylko obserwuję, jak mój samochód robi się coraz mniejszy, a ja wznoszę się w stronę słońca.

– Jak pięknie! – niemal krzyczę, chociaż wiatr zatyka mi oddech. – Prawda, że świat z tej perspektywy wygląda zupełnie inaczej? – słyszę w słuchawkach spokojny głos Wojtka. Ogarnia mnie euforia. Mam spory zasób słów, ale naprawdę ciężko opisać wrażenie świata spoczywającego u stóp, patrzenia prosto w słońce, które odbija się w wodach Wisły, widoku własnego mieszkania z perspektywy nieba…

Zbliżając się do lotniska, paralotnia zaczęła przekrzywiać się, raz w jedną, raz w drugą stronę. – To sposób na utratę wysokości – wytłumaczył Wojtek, a chwilę potem pokazał inny sposób… Zobaczycie na filmie jak wyglądał, ja przypomniałam sobie tegoroczną jazdę na rollercoasterze w największym polskim lunaparku… – Testujesz moją wytrzymałość? – zaśmiałam się. – Troszkę – uśmiechnął się Wojtek. – Niektórzy w trakcie tego manewru krzyczą, zdarza się, że źle się czują – tłumaczy. – Więc jestem dzielna? – czuję troszkę dumy. – Jesteś – potwierdził mistrz świata.

Co czuje się po wylądowaniu? Adrenalinę, radość i moc pokonania wszelkich trudności. Nie dziwię się już pasji Wojtka. Pokonać przestworza i przeżyć sen na jawie… to jest moc!

Osiągnięcia Wojtka możecie śledzić na jego oficjalnym PROFILU, gdzie dowiecie się również, jak kupić voucher na taki wyjątkowy przelot. Tymczasem zobaczcie, jak wygląda spełnianie marzeń…

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Warto Przeczytać

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji