Katastrofa tamy we Włocławku coraz bliżej. Uda się coś z tym zrobić?

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Od dawna wiadomo, że tama we Włocławku, która ma bezpośredni wpływ na stan wód w Płocku, nie jest w najlepszym stanie. Sytuację pogarsza fakt, że działa ona w warunkach, do których nie była zaprojektowana. Jak to się stało, że tama jest przeciążona i czy Zalew Włocławski oraz tereny poniżej uda się uratować?

Tama we Włocławku była zaprojektowana jako część systemu regulującego Wisłę oraz dostarczającego prąd do północnej i centralnej Polski. Plan jednak nie został zrealizowany i w ten sposób tama we Włocławku, pomimo, że nie była do tego zaprojektowana, musiała służyć i do tej pory służy jako samodzielna konstrukcja. Teraz, kiedy obiekt ma już swoje lata, coraz bardziej realna staje się groźba katastrofy.

tama we Włocławku, fot. Masur – wikipedia.org

Nowo powstałe Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie chce uratować tamę we Włocławku. Organizacja planuje budowę nowej tamy w miejscowości Siarzewo koło Ciechocinka. Nowy stopień wodny, spiętrzając wodę, miałby odciążyć starszą konstrukcję. PGW Wody Polskie zorganizowało już komitet, zajmujący się budową tamy.

Pierwsze posiedzenie komitetu poprowadził minister Jerzy Materna z Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, a uczestniczyli w nim również ministrowie energii i środowiska. Na posiedzeniu pojawili się też przedstawiciele kierownictwa Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie, dyrektorzy Urzędów Żeglugi Śródlądowej oraz przedstawiciele spółki Energa.

Tama ma powstać do 2025 roku i kosztować 2,2 miliarda zł. Nowy stopień wodny pozwoli na rozwój drogi wodnej E-40 (prowadzącej od Bałtyku do Morza Czarnego przez Brześć i Pińsk), dzięki czemu na Wisłę wróciłby handel i turystyka wodna. Dodatkowo, tama dostarczy ekologicznej elektryczności całemu regionowi.

Miejmy nadzieję, że ten projekt odciąży nieco zużytą już tamę we Włocławku i zapobiegnie katastrofie.

Trzy wsie na dnie Wisły w okolicach Płocka [FILM]

Podziel się:

2 komentarze

  1. Memento Mori;;

    …………….Komentarze do artykułu
    Tajemnice rurociągu na dnie Wisły
    Od ośmiu dni strażacy czyszczą Wisłę z oleju opałowego, który wyciekł z rurociągu PERN. Paliwa w rzece jednak nie ubywa, przeciwnie – jest go coraz więcej. Zdezorientowany PERN nie potrafi wskazać przyczyny.
    Przeczytaj artykuł »

    Tajemnice rurociągu na dnie Wisły
    esteban666 17.12.07, 22:02 Odpowiedz cytując Odpowiedz
    Prezesi,pracownicy,urzędnicy miasta Płock i okolic, wszyscy mają
    głęboko w d.pie to co tam sie wylało i to ze zniszczyli życie w
    Wiśle i jej rejonach…Oni nadal będą popijać sobie wodę mineralną w
    swoich biurach i ostrzegali swoich bliskich zeby przypadkiem nie
    pili wody z kranu, ale oficjalnie nic się nie stało i to napewno nie
    ich wina….prawda jest taka ze dbają oni tylko o czystość swoich
    nowych Mercedesów bądź BMW a nie jakiejś rzeki….Od tej pory PERN
    powinien ponieść ostre konsekwencje tego, ze przez cały czas
    wiedzial o starych rurociągach pod Wisłą jak rowniez wie, ze
    przejazd pociągów na Orlen przez Płock starym mostem jest równie
    niebezpieczna….Nic sie nie robi w kierunku bezpieczeństwa ludności
    i środowiska przed tego typu zdarzeniami, za to wszystko sie robi
    zeby ludzie jak najmniej sie o tym dowiedzieli!!
    Sukces i szmal ponad wszystko-PERN
    Tajemnice rurociągu na dnie Wisły
    zenon561 17.12.07, 23:54 Odpowiedz cytując Odpowiedz
    Czy ktoś ujawni w jakiej osłonie jest rurociąg z ropa pod dnem Wisły.? Wiemy
    , ze NRD z Z Sowietami zlikwidowali most dla rurociągu i puścili po dnie
    rzeki. powyżej ujęć wodnych. Jakoś nikt nie przekłada rurociągu a niewoli
    już nie ma?…

    Co sie z nami stanie w razie pęknięcia rurociągu? A może jest w osłonie z
    tytanu?

  2. rok 207……………….Groźna tama
    Tama we Włocławku jest w coraz gorszym stanie. Według fachowców, może runąć w każdej chwili, a skutki takiej katastrofy będą przerażające. Poniżej zapory setki tysięcy ludzi znajdzie się pod wodą. Powyżej, w okolicach Płocka, dojdzie do katastrofy ekologicznej na niespotykaną skalę. Znikną też całe kilometry skarpy
    To najczarniejszy scenariusz z możliwych, ale jak wynika z raportu opracowanego przez naukowców m.in. z Politechniki Gdańskiej, Uniwersytetów w Toruniu i Bydgoszczy, całkiem realny. Co więcej, jak przyznaje np. profesor Andrzej Kołodziejski z Gdańska, do katastrofy może dojść w każdej chwili. I jak wynika z analizy, tylko w pierwszej fazie, zginęłoby 2 tys. osób, setki tysięcy musiałoby uciekać. Zalany byłby nie tylko niemal cały Włocławek, ale pod wodą znalazłby się Ciechocinek, część Torunia, a nawet Bydgoszczy. Powyżej tamy, poziom Wisły obniżyłby się nagle o ponad 10 metrów. Co to oznaczałoby dla Płocka?Według Jana Siodłaka, z płockiego centrum zarządzania kryzysowego, po obu stronach rzeki znajdują się całe siedliska, mięczaków, ryb i zwierząt. Nagle zostałyby odkryte przez wodę i po paru tygodniach zaczęły obumierać. Setki ton rozkładających się ciał, których nikt nie nadąży zbierać, bo wszystkie służby ratownicze z kraju będą zajęte ratowaniem Włocławka, Torunia, Ciechocinka. To musiałoby się skończyć katastrofą ekologiczną na niespotykaną skalę. Później byłoby jeszcze gorzej. Woda, która w jakiś sposób podtrzymuje wysokie skarpy Wiślane nagle zniknie, a to oznacza, że wraz z nią runą całe kilometry nabrzeży. Czeka nas katastrowa niespotykana do tej pory w Europie, a liczba ofiar według różnych źródeł sięgnęłaby w efekcie, od kilku do nawet kilkudziesięciu tysięcy.
    – To straszenie ludzi – zaznacza centrum zarządzania kryzysowego. – Wprawdzie wszystko jest możliwe, ale miejmy nadzieję, że nic takiego się nie wydarzy. Sam niedawno byłem na tamie i według mnie sytuacja nie wygląda na taką tragiczną.Co innego twierdzą tymczasem władze Włocławka obecne i byłe, ekolodzy, mieszkańcy terenów wokół zbiornika, którzy od lat zabiegają o zajęcie się sprawą. – Termin gwarancji zapory już dawno minął – alarmował niedawno podczas posiedzenia senackiej komisji ochrony środowiska były już prezydent Władysław Skrzypek. – Kilka razy, osobiście, byłem z komisją pod dnem Wisły. Słyszałem jak ten stopień jęczy, słyszałem drgania, widziałem wycieki wody ze szczelin. Ale najgroźniejszym elementem zapory jest nie sama zapora, ale skarpa, gdzie jest krzyż księdza Popiełuszki. Ta skarpa w każdej chwili może być rozmyta, a wtedy ostatnia stopa zostanie zdjęta i powstanie katastrofa, jakiej Włocławek i może świat nie widział: 200 milionów metrów sześciennych wody, spiętrzonej na wysokość 12 m zmiecie Włocławek, Ciechocinek, aż po Toruń, zaleje bulwary Filadelfijskie.Według Szczurka katastrofie zapobiec może jedynie budowa kolejnej zapory w Nieszawie. Podobnie zresztą uważają obecne władze miasta. – Jest źle i ze swej strony przez cały czas zabiegamy, żeby rząd poważnie podszedł do naszego problemu – przyznaje naczelnik wydziału zarządzania kryzysowego w urzędzie miejskim we Włocławku Janusz Majerski.
    O budowę zapory w Nieszawie, która odciąży Włocławek, od 14 lat zabiega społeczny komitet budowy. – Codziennie żyjemy w ogromnym strachu – opowiada Stanisław Murawski. – Przecież w momencie katastrofy tysiące ludzi nie da rady uciec przed 12 metrową falą, która zaleje całe połacie Mazowsza i Kujaw. U was w Płocku, katastrofa da o sobie znać dopiero po paru tygodniach, ale też może być zabójcza. Niestety, przez te wszystkie lata politycy tylko obiecują, a nie wiele niestety robią. Ciekawe kto odpowie, jak dojdzie do tragedii.Oprócz budowy kolejnego stopnia wodnego, w grę wchodzi jeszcze kilka rozwiązań. Najczęściej wymienia się całkowitą przebudowę tamy albo całkowite jej rozebranie.
    Jak przyznaje Janusz Flaszyński z regionalnego zarządu gospodarki wodnej, tylko to pierwsze rozwiązanie daje pewność, że do tragedii nie dojdzie. – Zapora na Wiśle powstała jako pierwsza, z planowanej całej sieci stopni na Wiśle – opowiada. – Miała być jedną z 8, 10, lub 12 w całym, dolnym biegu rzeki i pod tym kątem była projektowana i budowana. Jak się okazało, powstała tylko jedna zapora, która od prawie 40 lat musi samotnie opierać się zabójczej sile rzeki. Długo na pewno nie wytrzyma, trzeba więc jak najszybciej zająć się budową kolejnego stopnia.
    Flaszyński twierdzi, że do tej pory w prowizoryczne łatanie dziur w zaporze państwo wydało już miliony złotych. Ale dzięki temu nadal udaje się ją utrzymać przy życiu. Jednak według Wojciecha Wolskiego z Polskiej Akademii Nauk, który regularnie sprawdza stan tamy. – Zapora jest wyjątkowo trudna i nietypowa ze względu na swoje położenie, może nie jest wysoka, bo 12 m piętrzenia to nie jest wysoko, ale jest wykonana w bardzo trudnych warunkach geologicznych. Szczególnym utrudnieniem jest jej nietypowa praca, do której nie była przewidywana, bo zakładano, że będzie zbiornik poniżej – twierdzi. – W tej chwili sytuacja jest w dużym stopniu opanowana, ale ciągłe remonty to jedynie usuwanie skutków, a nie przyczyn.
    Rząd premiera Jarosława Kaczyńskiego najwyraźniej w końcu poważnie podszedł do sprawy. Jak informuje Mariusz Gajda z ministerstwa ochrony środowiska właśnie trafił wniosek o dofinansowanie budowy tamy w Nieszawie z unijnego programu „Infrastruktura i Środowisko”. Rząd liczy na ok. 500 mln euro. Pierwsze prace na Wiśle mogłyby się rozpocząć już w przyszłym roku. – To dobra wiadomość, ale miejmy nadzieję, że do tego czasu nic złego się nie stanie – mówi Murawski.
    Sebastian Śmietanowski – Naszemiasto

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji