Kamila Bielińska od kuchni: Jestem typową kucharą

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Czy gotowanie może być sposobem na relaks, a kuskus i oliwki smakołykami dla 5-latka? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań w kolejnym materiale z serii “Płocka Kuchnia”, którego bohaterką jest Kamila Bielińska, pomysłodawczyni “Akademii kuchcika” – inicjatywy, w której uczyła gotować kilkuletnich adeptów trudnej sztuki kulinarnej.

Kamila Bielińska to rodowita płocczanka, gotująca żona i mama 5-letniego Miłoszka. W ubiegłym roku wymyśliła i zrealizowała projekt współfinansowany z Funduszu Grantowego dla Płocka „Akademia kuchcika”. To ambitna akcja, w której uczyła gotować i uczyła przez gotowanie kilkuletnich adeptów sztuki kulinarnej. Zawodowo od 14 lat związana jest ze Szkołą Wyższą im. Pawła Włodkowica w Płocku, gdzie zajmuje się promocją i marketingiem.

Mówi o sobie “typowa kuchara”, dla której kuchnia to ulubione miejsce w całym domu. – Może ciężko w to uwierzyć, ale gotowanie mnie relaksuje – mówi w rozmowie z nami Kamila Bielińska. – Prowadzę dom, w którym właściwie zawsze jest świeży obiad, pasty do kanapek, czy sałatki. Taką potrzebę zapewniania wiktu najbliższym wyniosłam z domu rodzinnego – wyjaśnia.

To m.in. te przyzwyczajenia, ta wyniesiona z domu pasja do gotowania sprawiła, że bardzo ciężko kuchnię Bielińskich zaszufladkować. – Moja kuchnia jest bardzo różnorodna – tłumaczy. – Nie jestem fanką jakiegoś konkretnego nurtu. Sięgam po dania z różnych stron świata, nie zapominając oczywiście o daniach polskich – dodaje inicjatorka “Akademii kuchcika”.

Właśnie dlatego w jej kuchni znajdziemy niemały misz-masz kulinarny. Równie często na stole pojawiają się pyszne pierogi, co spaghetti, czy krem z pieczonych buraków i mleczka kokosowego. – Jedzenie wegańskie potrafi być zaskakująco ciekawe w smaku – przekonuje, usprawiedliwiając wspomniany wcześniej krem. – Mając w domu 5-latka, nie może też zabraknąć nieśmiertelnej pomidorowej, ogórkowej, czy naleśników z dżemem. Chociaż muszę przyznać, że i tak mam ułatwione zadanie, ponieważ mój syn je właściwie wszystko, a najbardziej lubi kuskus, kapary i oliwki – śmieje się pani Kamila.

Gotowanie to przyjemność

Nasza rozmówczyni lubi spędzać czas w kuchni. Jest tylko jeden warunek – musi być ktoś, dla kogo te frykasy będą przygotowywane. Takich osób jednak w domu Kamili Bielińskiej nie brakuje.

Fot. Jan Waćkowski

–  Ja mam to szczęście, że moi najbliżsi chcą jeść to, co ja przygotuję – śmieje się w rozmowie z nami. – Największą przyjemnością w gotowaniu są ochy i achy jedzących. Bardzo lubię też spotkania biesiadne z naszymi przyjaciółmi. Wtedy, z racji podziału obowiązków kulinarnych, zabezpieczam najczęściej część deserową. Od jakiegoś czasu jestem też nadwornym rodzinnym twórcą tortów urodzinowych – zdradza.

Umiejętność przygotowywania tak różnorodnych dań sprawiła, że granicy między ulubionymi a znienawidzonymi smakami po prostu nie ma. Jest jednak pewien wyjątek od tej reguły. Jaki?- Bardzo odpowiadają mi smaki kuchni śródziemnomorskiej, ale nie stronię też od polskich śledzi, czy sałatki jarzynowej – mówi. – Muszę przyznać, że jest jedna rzecz, której strasznie nie lubię, a mówię to z bólem serca: chodzi o natkę pietruszki i koper. Wiem, że to zdrowe, ale ciężko mi przez nie przebrnąć, zwłaszcza w świeżej postaci – stwierdza pani Kamila.

Kuchnia dzieciństwa to tzw. kuchnia kombinowana

Inicjatorka “Akademii kuchcika” radość do gotowania wyniosła z rodzinnego domu, w którym królowali nestorzy rodu. – Z dzieciństwa pamiętam właśnie tzw. kuchnię kombinowaną – wspomina. – Do dziś lubię smak zwykłego makaronu posypanego cukrem, czy klusek z białym serem i skwarkami. Pamiętam też dobrze zapach ciasta drożdżowego pieczonego przez moją babcię Gienię w ilościach hurtowych – chwali Kamila Bielińska.

Jak wspomina w rozmowie z nami, ciasta te powstawały na wielkich blachach, które to zaraz po upieczeniu lądowały na szafie, żeby nie można było wyjadać najpyszniejszej kruszonki. Równie wielkim, babcinym frykasem była też kapusta. – Babcia Zosia i dziadek Józek kisili ją w wielkiej beczce – wraca wspomnieniami pani Kamila. – To są piękne wspomnienia – dodaje z wyraźną nostalgią w głosie.

Miłość do prostych smaków odziedziczyła do dziś – nasza rozmówczyni, jak i jej najbliżsi. – Wędruję kulinarnie przez różne strony świata, by usłyszeć co jakiś czas od swojego syna: Mamo, dasz mi dziś kluski z białym serem i skwarkami?  – śmieje się.

Wędrówki kulinarne to zresztą coś, co przychodzi Kamili Bilelińskiej naturalnie. Wszystkie jej wycieczki – bliższe lub dalsze – polegają także na kosztowaniu nowych rzeczy.

– Przecież miejsce, w którym się znajdujemy, charakteryzują także smaki – usprawiedliwia Bielińska. – Staram się wtedy dotrzeć do tych prawdziwych regionalizmów. A Polska jest bardzo bogata w swej różnorodności.  Nie trzeba daleko wyjeżdżać, by skosztować czegoś naprawdę wyśmienitego. Podlasie, Kaszuby, Podhale to miejsca, do których chętnie wracam, też kulinarnie. Z dalszych wypraw dość mocno zapadała mi w pamięci kuchnia marokańska. Bardzo specyficzna w swojej odmienności od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni na co dzień – wyznaje.

Równie pyszną, choć nie tak odległą potrawą, jest czerwona zupa – krem, którą naszym czytelnikom poleca Kamila Bielińska. – To prosta, wręcz banalna w przygotowaniu potrawa, która zaspokoi wymagania najwybredniejszych smakoszy – przekonuje.

  • Składniki:

    – włoszczyzna (bez kapusty)
    – 2 litry wody
    – 1,5 kg dużych pomidorów (najlepiej takich z ryneczku)
    – 4 duże czerwone papryki
    – 1 listek laurowy, 1 ziele angielski, ząbek czosnku
    – sól, pieprz, wędzona papryka (opcjonalnie)
    – papier do pieczenia.

    Przygotowanie:

    Obraną włoszczyznę zalać wodą. Dodać ziele angielskie, czosnek i listek laurowy. Gotować do miękkości pod przykryciem. Jeśli uda nam się kupić selera z częścią zieloną, wykorzystać też jedną gałązkę. W razie potrzeby uzupełnić wodę. Po ugotowaniu bulion warzywny przecedzić.

    Paprykę rozkroić na połówki, usunąć gniazda nasienne. Pomidory rozkroić na połówki. Na dużej blaszce do pieczenia wyłożonej papierem poukładać warzywa rozcięciem do dołu. Piec ok. 30 min. w piekarniku nagrzanym do 200 st.C.

    Papryki jeszcze gorące włożyć do foliowego woreczka (po zaparowaniu bez problemu pozbędziemy się skóry z papryk). Z przestygniętych pomidorów i papryk usunąć skórę. Warzywa zblendować. Połączyć z gorącym bulionem. Gotować jeszcze chwilę. Doprawić do smaku. Podawać z kleksem śmietany i groszkiem ptysiowym lub grzanką.

    Życzymy smacznego!

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji