Podziel się tym:

Zastanawialiście się kiedyś, w czym może tkwić fenomen tego, że człowiek nie nudzi się swoją pracą? Co sprawia, że każdego dnia się w niej spełnia i od 50 lat jest jej wierny? Pan Władysław Szamel jest jedynym w Płocku taksówkarzem, który już w przyszłym roku będzie świętować złoty jubileusz zawodowy. Płockie ulice nie mają przed nim tajemnic. Nie ukrywa, że bycie taksówkarzem to dla niego wielka duma. Jak sam mówi – ten zawód narodził się z pasji i  pozwolił mu przeżyć przygodę, która trwa do dziś. Energiczny, z poczuciem humoru i wciąż niekończącą się nadzieją, że to co najlepsze wciąż przed nami.

Ale zacznijmy od początku… Pan Władysław urodził się pod koniec listopada 1939 roku w Leszczynie Szlacheckim w gminie Bielsk. Jego wspomnienia zaczynają się mniej więcej od 5. roku życia. Pamięta doskonale, jakich szkód dokonywali Niemcy i jak bardzo niszczyli wtedy ich dorobek. Dwie sytuacje szczególnie utkwiły mu w pamięci.

– Pamiętam, jak będąc dzieckiem zobaczyłem swoją mamę całą zapłakaną. Pytałem wtedy niczego nieświadomy: Co się stało? Ona niewiele chciała mówić. W odpowiedzi przez łzy usłyszałem tylko: Niemcy wzięli naszego konia, jedynego konia! Lubiłem go, ale cóż poradzić, takie były czasy. Zabierali wszystko, co było pod ręką – opowiada z emocjami pan Władysław.

Taksówka to było marzenie

Ciężko się wtedy żyło, ale przecież marzenia były zawsze. Wojna zakończyła się w 1945 roku i to był czas, kiedy świat zaczął pojawiać się w delikatnych barwach. Bez skojarzeń z szarością, wybuchami, wojskiem… Pan Władysław, jak każdy inny chłopiec, miał marzenia. Od zawsze wiedział, co w przyszłości może dać mu nie tylko radość, ale też i zarobek.

– Zawsze podobała mi się taksówka. To nie przypadek, że wybrałem tę drogę – dodaje.

Zanim jednak stał się zawodowym taksówkarzem, pracował w jednym z przedsiębiorstw. Tam nabył doświadczenia, które mógł potem wykorzystać.

– Uważam, że każdy mężczyzna powinien przejść przez ten etap. Każdy. Wojsko uczy wszystkiego. Dla mnie to był jeden z najważniejszych okresów w życiu – podkreśla pan Władysław. – Z wojska wyszedłem w 1961 roku i już wtedy czekał na mnie samochód. Na czasy, kiedy ja byłem w wojsku, przypadła pełna mobilizacja całej Polski. Pamiętam, staliśmy w lasach za Szczecinem, przekroczyliśmy granicę i trafiliśmy około 18 kilometrów od Berlina. Stał przed nami duży samochód. Odkryłem jego plandekę i zobaczyłem stosy amunicji. Powiedziałem do swoich kolegów jedno: Niedobrze chłopaki, niedobrze. Mój pobyt w wojsku lekko się przedłużył. Powinienem wyjść w październiku, a wyszedłem w grudniu – dodaje.

Niedługo po ślubie, nastał czas na spełnienie marzeń. Blisko 50 lat temu zaczęła się jego przygoda za kierownicą taksówki. Od samego początku pan Władysław jest wierny jednej firmie korporacyjnej – MPT Taxi Płock. Z dawnych czasów można kojarzyć ją pod nazwą Radio Taxi Express. Dziś firma połączyła się z inną korporacją, Mercury, i oficjalna nazwa brzmi: Taxi Płock MPT-Mercury.

Nowy zawód postawił przed nim nowe wyzwania. Radość z osiągnięcia celu była ogromna! Jak sam wielokrotnie powtarzał – jeśli robisz to co lubisz, to w swojej pracy nigdy się nie przepracujesz. Zapytaliśmy pana Władysława jakimi samochodami jeździł do tej pory i ile ich się przewinęło w jego dorobku? Jak się okazało, było tego sporo: Warszawa dolnozaworowa, Warszawa z silnikiem górnozaworowym (- Dużo szybsza od poprzedniej – przyznaje taksówkarz), GAZ-24 Wołga, czyli popularna Wołga, którą jeździł przez blisko 12 lat, Fiat 125p, Mercedes W123, tzw. beczka czy Polonez FSO (- Z drugich rąk, ale niezawodny – mówi pan Władysław).

– Warszawa kosztowała mnie 120 tysięcy złotych. W radiu ogłosili konkurs, że kto wpłaci sumę tej wysokości, ten otrzyma nowy samochód. Biegiem udałem się do domu po pieniądze i oczywiście od razu je wpłaciłem. Kilka dni później nowa Warszawa była już moja. Wtedy na nowy samochód pracowałem ledwie 1,5 roku. Dziś tak już się nie da – opowiada dalej pan Władysław.

Kiedyś taksówkarz znaczył wiele…

Faktycznie, pod tym kątem tamte czasy odeszły bezpowrotnie. A które z aut wspomina najlepiej, które zaś najgorzej?

– Najmniej podobał mi się chyba Mercedes. Miał tylko 10 lat, ale był już bardzo zniszczony. Najlepiej jeździ mi się aktualnym Volkswagenem Passatem [aktualny Passat to model B3, zaprezentowany w 1988 roku – przyp. red.]– oznajmia.

Ciekawą historię miała Wołga, która w swoim 12-letnim stażu osiągnęła przebieg 1.100 000 kilometrów. Trzeba przyznać, że robiła wrażenie na każdym. Pan Władysław samodzielnie wbudował w nią silnik od Mercedesa. Jak na tamte czasy, to była prawdziwa innowacja!

Dla wielu może być to niespodzianką, ale jak się okazuje, pierwszy postój taksówek mieścił się na Placu Narutowicza, przy sądzie. Tak, tak, to jest to pamiętne miejsce, od którego wszystko się zaczęło. Tumska była nieprzejezdna, nie było zatem innego miejsca dla taksówkarzy. Dopóki samochody nie stały się tak powszechnym środkiem transportu, ludzie “wyrywali” sobie taksówki z postoju.

– Pracowałem po 10, 12 godzin dziennie. Raz tylko zdarzyło się, że moja taksówka była aktywna całą dobę. Ja się nigdy nie leniłem. Był nawet czas, że zamówienia od klientów odbierało się w specjalnym pomieszczeniu. Taksówkarze ustawiali się w kolejce i odbierali telefony z zamówieniem kursu. W ten sposób nikt nie był poszkodowany, bo wszystko odbywało się w sposób sprawiedliwy. Pracowałem, bo za to mi płacili. Dopiero teraz mam wrażenie, że ten mój wiek [77 lat – przyp. red.] nie pozwala już, aby więcej pracować – wyjaśnia w rozmowie z nami pan Władysław.

W ciągu tych 50 lat wiele się zmieniło. Niejedna osoba może pozazdrościć panu Władysławowi wiedzy, nie tylko tej z zakresu motoryzacji, ale i życiowej. Płock zna chyba od podszewki jak nikt inny. Wie jak zmieniały się ulice, jak na jego oczach rozwijało się miasto, jak wielki nastąpił rozkwit lokalnej społeczności. Dziś niektórzy twierdzą, że miasto umiera, że centrum miasta nie jest już centrum życia towarzyskiego. Postanowiliśmy zapytać pana Władysława, czy faktycznie tak jest. A jeśli to prawda, to jak było kiedyś?

– Ludzie kiedyś bawili się na Grodzkiej, w hotelu Petropol lub w restauracji Kolorowej. To były główne miejsca w Płocku, skupiające rzeszę ludzi. Kiedy w jednym zabawa się kończyła, to w drugim się zaczynała. Życie tętniło weekendami. Sam pamiętam, jak miewałem czasami kursy nawet i o 3 w nocy. Odwoziłem klientów i przedsiębiorców, którzy wracali z zabawy. Ludzie mieli fantazję! Kończyli swoje zabawy we Włocławku lub Toruniu. Wtedy młodzi korzystali z życia, ile się dało! A dziś? Na pewno jest inaczej. Ale mam wrażenie, że Grodzka zawsze będzie kojarzyć się z centrum życia młodych ludzi – twierdzi najstarszy płocki taksówkarz.

Czasy socjalizmu nie były łatwe… Ale ludzie też wtedy byli inni. Pan Władysław wraca do wspomnień, kiedy to słowo “rywalizacja” było jeszcze obce. Ludzie się szanowali, lubili, wspierali. W dzisiejszych czasach jest o to trudno, ale nadzieja nigdy się nie kończy.

– Kiedyś pomiędzy taksówkarzami nie było konkurencji. Wspólnie bawiliśmy się na grillach, zabawach, ale do czasu… Pojawiły się korporacje i to wszystko zmieniło. Dziś można zapomnieć o tamtych czasach – opowiada dalej.

Tak samo można zapomnieć, że ten zawód przynosi spore zyski. Kiedyś może tak było, ale teraz… Teraz, niestety, bycie taksówkarzem to mały biznes, z którego regularnie trzeba się rozliczać. Jak przyznaje nasz rozmówca, jeśli uda się zarobić 3 tysiące, to i tak 2 trzeba oddać w kosztach.

Z taką kwestią mierzy się w Płocku ponad 400 osób. To liczba czynnych taksówkarzy. Kiedyś, za czasów socjalizmu, było ich nawet 1000. Mówi się, że taksówkarz jest w stanie zarobić na napiwkach, ale czy faktycznie to prawda?

– Nie przypominam sobie takich sytuacji. Oczywiście, na pewno się zdarzały, ale średnio wartość napiwków w tamtych czasach była taka jak dziś. Górny pułap to 5 lub 10 złotych. Rzadko kiedy otrzymuje się więcej, o ile w ogóle – zdradza pan Władysław.

Nigdy nie miałem wypadku ze swojej winy

Czy naszemu najstarszemu stażem taksówkarzowi zdarzały się niezapomniane przygody, które wspomina po dziś dzień?

– Nie wiem, czy starczyłoby miejsca, żeby je wszystkie opisać. Zbyt dużo się tego nagromadziło. Ale pamiętam sytuację, kiedy do mojej taksówki wsiadły dwie osoby. Wszystko wyglądało normalnie, ale jednak pozory mylą. W pewnym momencie widzę, jak jeden z siedzących na tyle mężczyzn wyjmuje z kieszeni nóż i przykłada go do gardła drugiego. Byłem przerażony, ale zawsze trzeba zachować zimną krew. Udało się opanować sytuację – opowiada pan Władysław.

Przez tych 50 lat nigdy nie zdarzyło się, żeby ze swojej winy spowodował wypadek. To raczej on nie miał szczęścia do innych kierowców na drodze. I choć kilka razy bywało niebezpiecznie, to jak sam mówi – odczuwał obecność Boga, która pozwoliła mu wyjść z tego bez szwanku. W czym tkwi w takim razie fenomen jego bycia kierowcą?

– Na perfekcyjnego kierowcę nie można liczyć nigdy. Trzeba być czujnym podczas jazdy. Jeździ się bezpiecznie, ale nigdy nie trzeba być pewnym siebie, bo różne sytuacje się zdarzają. Ja zawsze emocje i nerwy odkładam na bok. Co to da? Sytuacji nie zmieni, a może mi tylko pomóc z niej wybrnąć – podkreśla.

Szamel Własysław Taxi (1)

Władysław Szamel

Firma MPT-Mercury liczy obecnie 55 taksówkarzy. Jeden z nich będzie w marcu przyszłego roku obchodził swój huczny jubileusz. Czego w takim razie możemy życzyć panu Władysławowi na kolejne jubileuszowe i zawodowe lata?

– Życzcie mi zdrowia, resztę już mam. Dopóki będzie to możliwe, to będę jeździł. Dopóki zdrowie mi dopisze… Energii mi nie brakuje, mam u swojego boku kochającą żonę, która o mnie dba, mam wspaniałego szefa, czego więcej można chcieć. Zdrowie jest dla mnie priorytetowym życzeniem – uśmiecha się.

Życzymy więc, aby to te słowa się spełniły i abyśmy mogli spotkać się na kolejnym jubileuszu pana Władysława! W końcu 50 lat za kierownicą i na płockich ulicach to wyczyn, którego niejedna osoba mogłaby mu pozazdrościć!

A przy okazji – korporacja Taxi Płock MPT-Mercury, w której pracuje pan Władysław, podjęła kilka dni temu współpracę z klubem Wisła Płock. Od tej pory na tylnych szybach aut będą widniały naklejki z logo płockiej drużyny. Ale to nie wszystko! Od najbliższego wydania, w taksówkach pojawią się gazety PetroNews. Również w taksówce pana Władysława…

Patronat i artykuły sponsorowane w PetroNews.pl