Jakub Chonchera od kuchni: Wszystko co ma mięso, musi być dobre

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Jakie są ulubione smaki jednego z najbardziej znanych konferansjerów w Płocku? Co na co dzień jada posiadacz jednego z najbardziej charakterystycznych głosów w mieście, a jakimi potrawami gardzi? O tym w kolejnym wydaniu “Płockiej Kuchni” rozmawiamy z ZG Spikerem, Jakubem Choncherą.

Bohater tego wydania “Płockiej Kuchni” to osobistość znana w Płocku. Jakub Chonchera to dziennikarz radiowy, spiker sportowy, zapalony gracz konsolowy i… zatwardziały brodacz. Od 2014 roku Chonchera współtworzy grupę ZG Spikerzy, która zrzesza najlepszych konferansjerów, spikerów i komentatorów w Płocku. To właśnie oni odpowiedzialni byli m.in. za komentarz podczas Mistrzostw Europy w Piłce Ręcznej, Final Four Pucharu Polski w Piłce Ręcznej, Pucharu Polski w Piłce Nożnej, Mistrzostw Świata w SuperMoto oraz podczas wielu innych imprez nie tylko w Płocku, ale i całej Polsce.

“Czasem bawię się w Gordona Ramsaya”

Niewiele osób wie jednak, że Jakub Chonchera, poza mistrzowskim głosem i umiejętnościami komentatorskimi, posiada także zaszczytny tytuł kucharza-amatora, choć skrzętnie ten dar ukrywa, ustępując miejsca żonie. – Żona jest szefem kuchni i to ona głównie odpowiada za to, co będzie konsumowane – przyznaje. – Nie oznacza to jednak, że jak zostanę na weekend sam, to umrę z głodu – przekonuje w rozmowie z nami.

A jakie dania najchętniej przygotowuje Chonchera? Mięsne. Głównie. W zasadzie wyłącznie… – Kiedy wchodzę do kuchni, preferują kuchnię szybką i bogatą w mięso – mówi. – Każdy posiłek, moim zdaniem, powinien zawierać jeden z trzech składników: bekon, ser lub pierogi. Choć idealnie, jeśli zawiera wszystkie trzy – śmieje się.

Jakub zapewnia, że w kuchni odnajduje się równie dobrze, jak w radiowym studiu. Są jednak pewne wyjątki – konkretnie zaś zupy, których nie przyrządza nigdy. Dlaczego? – Dania smażone, pieczone i gotowane nie są dla mnie problemem – chwali się Chonchera. – Nie specjalizuję się w zupach, bo sam za nimi nie przepadam – tłumaczy.

Co więcej, zamiana mikrofonu na patelnię to coś, co sprawia naszemu bohaterowi nie lada frajdę. Jest jednak druga, gorsza strona tego kulinarnego medalu. Jaka? – Minus jest taki, że po moich zabawach w Gordona Ramseya umyć trzeba nie tylko garnki i patelnie, ale także płytę, piekarnik i kawałek kuchennej podłogi – wymienia jednym tchem.

“Wszystko co ma mięso, musi być dobre”

fot. A.Golatowski

Chonchera, jak na prawdziwego mężczyznę przystało, nie jest wybrednym smakoszem. Zasada jest banalnie prosta: “Wszystko co ma mięso, musi być dobre”. – A jak to dobre mięso i jest jeszcze dodatkowo dobrze przygotowane, wtedy moje kubki smakowe są zadowolone – mówi przedstawiciel ZG Spikerów. – Czasami do szczęścia wystarczy mi tatar z cebulką i ogóreczkiem, a innym razem pikantny rostbef z grillowanymi warzywami – dodaje.

Czy jest zatem coś z tego kulinarnego, kuchennego świata, co napawa naszego bohatera prawdziwą niechęcią? Otóż tak. I jest to – kawa. – Zdaje się, że jestem jedyną osobą na świecie, która tak ma – wyznaje Chonchera. – Nie wiem dlaczego, ale nie trawię i nie mogę znieść smaku, a nawet zapachu kawy – powiedział.

Czy ta niechęć wywodzi się z dzieciństwa naszego bohatera? Tego nie wiadomo. Wiemy jednak, że pasje kulinarne ZG Spikera zrodziły się później. Chonchera, będąc chłopcem, był bowiem niejadkiem. –  Jako dziecko nie smakowało mi wiele rzeczy i wtedy mógłbym jeść w kółko tylko pierogi z kapustą i grzybami oraz sałatkę jarzynową – wspomina. – Dziś natomiast do łask wróciły znienawidzone kiedyś fasolka, buraczki czy nawet krupnik! – deklaruje.

Smaki dzieciństwa Jakuba to potrawy tradycyjne, takie, które królują także i dziś na jego stole. Choć od tej reguły są wyjątki – Na co dzień jem polskie potrawy, co nie oznacza, że nie lubimy odejść od ziemniaczków ze schabowym i mizerią na rzecz krewetek w piwnym cieście, pizzy z mozzarellą, chilli con carne czy sushi z surowym tuńczykiem – przyznaje.

Chęć próbowania nowego, niekoniecznie tradycyjnego zestawu potraw, przejawia się także podczas podróży, które – jak mówi Chonchera – są okazją do kosztowania nowych rzeczy. – Podróżując, i to niezależnie czy po Polsce czy dalej, staram się kosztować lokalnych specjałów – zdradza. – Żeby potrawa mnie zaskoczyła, nie musi posiadać drogich składników i wykwintnych przypraw. Wystarczy, że przygotuje ją ktoś, kto się na tym zna i lubi to robić – dodaje.

Przykładem tego typu kuchni była wizyta w Wilnie. – Byłem tam już kilka dobrych lat temu i do dziś pamiętam smak placków ziemniaczanych zrobionych w małej knajpce z domowymi obiadami. To była istna bomba – wspomina.

Równie smacznym daniem są polędwiczki z makaronem, które nasz bohater przyrządza w domu. I właśnie tym przepisem postanowił podzielić się z naszymi czytelnikami.

  • Składniki:

    – Polędwiczki wieprzowe lub drobiowe
    – 4 łyżki oleju kokosowego lub oliwy
    – Sos sojowy do marynaty
    – Makaron, najlepiej chowmein
    – 1 kawałek świeżego imbiru, startego na tarce
    – Cebula dymka ze szczypiorem
    – 2 ząbki czosnku pokrojonego w małe kawałki
    – 4-5 liści kapusty pekińskiej
    – Suszone grzyby mun
    – 2 jajka
    – 2 łyżki sosu ostrygowego
    – pół łyżeczki cukru trzcinowego
    – pieprz

    Sposób przygotowania:

    Pokrojone, zamarynowane w sosie sojowym polędwiczki, smażymy na odrobinie oleju kokosowego lub oliwie, po czym zdejmujemy z woka.

    Makaron przygotowany według przepisu na opakowaniu przepłukujemy zimną wodą i przekładamy do miski. Podobnie z grzybami mun.

    Do woka dodajemy imbir, cebulę, czosnek, pokrojoną kapustę pekińską, grzyby i smażymy 5 min mieszając, żeby warzywa nie przywarły. Dodajmy roztrzepane jajka, smażymy do ścięcia.

    Dodajemy obsmażone polędwiczki. Doprawiamy sosem ostrygowym, cukrem trzcinowym i pieprzem a następnie wrzucamy do woka makaron. Całość delikatnie mieszamy. Na koniec dekorujemy szczypiorkiem.

 

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Warto Przeczytać

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji