Inga Kujawa-Zawadzka od kuchni: Dom, w którym piecze się chleb, pachnie miłością

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

„Płocka Kuchnia” to nasz bardzo popularny cykl wywiadów kulinarnych. Staramy się do nich zapraszać osoby, które płocczanie dobrze znają, ale takie, które wiele robią dla miasta, a pozostają skromne i nieznane większości mieszkańców. Jedną z takich osób jest Inga Kujawa-Zawadzka, która od jedenastu lat pracuje w Młodzieżowym Domu Kultury im. Króla Maciusia I w Płocku.

Mało kto wie, że pani Inga to osoba, która wiele czasu poświęca akcjom społecznym. – Lubię, kiedy dużo się dzieje. Jestem członkinią Amnesty International, działam na rzecz praw człowieka. Przez kilka lat organizowałam Maraton Pisania Listów, a w tej chwili przede mną równie ważne i duże wyzwanie – pierwsza w Płocku edycja międzynarodowego projektu Żywa Biblioteka – mówi nam o sobie. Czas wolny spędza na… motorze. – Póki co, jako pasażer – śmieje się. Pani Inga to osoba niezwykle skromna, kiedy odwiedzamy płocki MDK, zastajemy ją głównie przy komputerze, obłożoną pismami, dokumentami, teczkami i pieczątkami. Postanowiliśmy „oderwać” ją chociaż na moment od służbowych obowiązków i porozmawialiśmy z nią o kuchni, jej smakach czy kuchennych przyprawach.

SOSY BABCI, ALE OGÓRKI KISZONE CIOCI

Które smaki przywołują w pani Indze dzieciństwo? – Oprócz tych, które pamiętam z domu, to bułki z pieczarkami, hamburgery rybne i frytki sprzedawane w małej budce, i jeszcze guma balonowa „donaldówka”, i oranżada w woreczku ze słomką. Mało wyszukane, ale zawsze wzrusza – tłumaczy nam i szybko dodaje: – A! Jeszcze chleb z masłem roślinnym, które kiedyś smakowało zupełnie inaczej… – uśmiecha się.

– Z dzieciństwa pamiętam kuchnię mojej babci, która świetnie gotowała. Robiła taki pyszny sos do kaszy, coś w rodzaju beszamelu, ale dużo smaczniejszy. Mnie nigdy nie udało się odtworzyć tego smaku – przyznaje. Jak się okazuje, dzieciństwo pani Ingi wypełniały „kuchnie” trzech kobiet – babci, mamy i cioci. Babcia naszej rozmówczyni, oprócz sosów, przygotowywała również zupy, które teraz dojrzałej Indze wydają się… – Dość egzotyczne – śmieje się głośno. – Nie wiem, czy to kujawska tradycja [Inga Kujawa-Zawadzka pochodzi z Włocławka, przyp. red.], czy tylko wymysł babci, ale u nas zupę ogórkową jadło się w wersji… na słodko z ryżem. Nie muszę dodawać, że akurat w tym przypadku, w dorosłym życiu, z radością przeszłam na „słoną” wersję tego dania – przyznaje z uśmiechem.

Nasza rozmówczyni nawiązuje także do kuchni swojej mamy, która również świetnie gotuje, jest odważna i lubi eksperymenty w kuchni. Z kolei ciocia pani Ingi pozostała wierna „babcinym” smakom. – Jej potrawy jadam z ogromnym sentymentem, ciocia robi także najlepsze kiszone ogórki – zdradza nam tajniki rodzinnej kuchni. – Z ciocią wiąże się zabawna historia kulinarna. Kiedyś poczęstowałam ją wspomnianą zupą ogórkową, przygotowaną w mojej wersji, która z cukrem miała niewiele wspólnego. Po kryjomu ciocia ją osłodziła – opowiada nam pani Inga. Zatem trudno wskazać jedną osobę, która kształtowała kubki smakowe naszej rozmówczyni.

BEZ MIĘSA, ALE Z RYBĄ PO GRECKU NA TALERZU

Z rozmowy z panią Ingą wynika, że jest osobą otwartą na smaki i lubi eksperymentować. – Myślę, że każdy ma w swojej kuchni przepis, który chętnie włączyłabym do mojej – tłumaczy nam. Często zresztą tak się zdarza, że pani Inga goszcząc u znajomych „podkrada” im jakąś recepturę, modyfikuje i na stałe włącza do domowego jadłospisu. Z każdej zagranicznej podróży przywozi również jakiś ciekawy przepis. – Ostatni przywiozłam z Kairu, na pyszne kotlety z bobu, podawane w bułce wysmarowanej hummusem – opowiada.

Kiedy pytamy o kuchenne zamiłowania naszej rozmówczyni, dowiadujemy się, że od 22 lat… nie jada mięsa. Ale sama nie nazywa tego dietą, to po prostu jej wybór. Przyznaje za to, że jada ryby i… – Uwielbiam kuchnię włoską, podstawą są dla mnie pomidory, bazylia, czosnek i oliwa. Jeśli mam wszystkie te składniki, niczego więcej do szczęścia mi nie trzeba. No, może dobrego, włoskiego wina – śmieje się pani Inga.

W jej kuchni dominują smaki w jak największym stopniu naturalne. Pani politolog i dziennikarz, bo w takim zawodzie Inga Kujawa-Zawadzka ukończyła studia, dania w swojej kuchni stara się robić sama. – Buliony, sosy, a nawet makarony zdecydowanie lepiej smakują, jeśli przygotuję je samodzielnie. Rzadko kupuję chleb, wolę go upiec. Dla mnie dom wtedy pachnie miłością… – mówi, lekko się zamyślając. I zaraz dodaje: – Dałabym się pokroić za rybę po grecku, przygotowaną przez moją teściową. Robi ją po mistrzowsku – chwali kuchnię mamy swojego męża, Piotra.

Państwo Zawadzccy najczęściej jadają posiłki w domu. – Gotowanie to dla mnie czysta przyjemność, a więc również sposób na rozładowanie stresu. Świetnie niweluje też zmęczenie. Zdarza się nam jednak jadać w mieście. Od lat mamy swoją ulubioną restaurację na Starym Rynku, w której zawsze mogę liczyć na smaczne, bezmięsne dania – zdradza nam bohaterka dzisiejszej rozmowy. Pani Inga przyznaje również, że śniadania przygotowuje mąż. – Jest mistrzem jajecznicy z leśnymi grzybami i idealnie przygotowuje jajka na miękko – dumnie mówi o panu Piotrze. Obiady to jednak jej działka, chociaż, jak wynika z rozmowy, zawsze może liczyć na pomoc.

Fot. archiwum prywatne Ingi Kujawy-Zawadzkiej

Fot. archiwum prywatne Ingi Kujawy-Zawadzkiej

W kuchni, jak w życiu, stara się być zgodna. – Staram się pogodzić moje bezmięsne menu z mięsną kuchnią Piotra. Muszę przyznać, że dzielnie znosi ten „zwierzęcy minimalizm”. Z ochotą próbuje moich dań. Ostatnio bardzo smakowała mu wegańska wersja fasolki po bretońsku. Uwielbia kotlety z kaszy jaglanej. Jednak do pasztetu z selera musi się jeszcze przekonać – mówi z czułością w głosie. Pani Inga ma kilka dań, tzw. popisowych, bez namysłu nam je wymienia. – Moim hitem jest zupa cebulowa z bruschettą, taki owoc przyjaźni włosko-francuskiej, tajskie curry wegetariańskie z mlekiem kokosowym i miodem oraz łosoś w cieście francuskim – wymienia apetyczne dania. – Jeśli ktoś chce przygotować coś na szybko i zrobić wrażenie na gościach, to właśnie ów łosoś, zapożyczony z przepisów Jamiego Oliviera, jest najlepszym pomysłem. I chętnie podam go czytelnikom PetroNews – przemiłym uśmiechem kończy rozmowę.

  • Składniki:
    – ciasto francuskie (1 opakowanie gotowego lub przygotowane samodzielnie)
    – płat łososia – około 500 g (ze skórą lub bez)
    – tapenada (pasta kupiona w słoiku lub przygotowana samodzielnie z czarnych oliwek, czosnku, kaparów, anchois, oliwy z oliwek, soli i pieprzu)
    – świeża bazylia
    – 1 pomidor
    – duża kulka mozzarelli
    – 1 jajko
    – oliwa, sól i pieprz.

    Wykonanie:
    Ciasto oprószamy mąką, w razie potrzeby wałkujemy do takiej wielkości, by swobodnie zmieścił się na nim łosoś. Rybę smarujemy oliwą, posypujemy solą i pieprzem, kładziemy na ciasto. Na łososia nakładamy tapenadę, następnie na całą powierzchnię listki bazylii, przez środek rozkładamy pokrojonego w plastry pomidora. Na wszystko rzucamy postrzępioną mozzarellę. Skrapiamy oliwą, solimy i pieprzymy. Brzegi ciasta zawijamy, nakładając na łososia. Starajmy się robić to ładnie i estetycznie, by osiągnąć jak najlepszy efekt po upieczeniu. Ciasto smarujemy rozmąconym jajkiem i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni na 30-35 minut.

Smacznego 🙂

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Artykuły sponsorowane w PetroNews.pl


Warto Przeczytać


Ostatnie Informacje