W piątkowy wieczór w Muzeum Mazowieckim w Płocku odbył się wernisaż wystawy Mirosława Lumy pod intrygującym tytułem „Gdzie jest miejsce na ogród?”. Wykracza on poza potocznie rozumianą formułę działalności tej placówki kulturalnej.

Dzieje się tak z tego powodu, że zaprezentowane malarstwo zdecydowanie przełamuje ogólnie przyjęte standardy i nie mieści się w formule artystycznych artefaktów. Jednakże jest to świadoma, prowadzona konsekwentnie od jakiegoś czasu polityka wystawiennicza tej instytucji, aby „obchodzić” widełki muzealnej konwencji i proponować płockiej publiczności dokonania współczesnych artystów.

Tradycją wernisaży przy ulicy Tumskiej 8 stały się już koncerty młodych, utalentowanych muzyków. Tym razem swym kunsztem doskonale wprowadziło w nastrój eventu rodzeństwo Joanna i Piotr Magierscy, prezentując zebranej publiczności szereg doskonale zinterpretowanych i trochę już pewnie zapomnianych, jednak wciąż chwytających za serce i rozpalających emocje polskich piosenek.

Joanna jest studentką I roku chemii na Uniwersytecie Łódzkim, oprócz gry na skrzypcach przyciąga uwagę słuchaczy niezwykle czystym, pełnym niepowtarzalnej ekspresji śpiewem, tymczasem Piotr, mimo młodego wieku (jest uczniem II klasy gimnazjum), po mistrzowsku gra na fortepianie. Rodzeństwo ma już na swym koncie niekwestionowane sukcesy – na 110-lecie Jagiellonki stworzyli hymn szkoły, rozpisany na całą orkiestrę. Komponowaniem zajmuje się Piotr, tymczasem Joanna w kwartecie smyczkowym uczestniczyła w zeszłym roku w cyklu koncertów „Kombi symfonicznie”. W tej formule legendarną grupę gościliśmy również w Płocku.

Powróćmy jednakże do meritum piątkowego spotkania. Mirosław Luma pochodzi z Działdowa, jednakże obecnie tworzy w Płocku. Naszej publiczności nie jest zupełnie nieznany. W 2005 roku odbyła się jego pierwsza wystawa w ówczesnym, płockim BWA, później w 2011 roku zaprezentował się nam wystawą w Muzeum Mazowieckim „Między kulturą, a naturą”.

Zwiedzając piątkową wystawę Mirosława Lumy mimochodem słyszałem: „Mnie to malarstwo nie przekonuje, jest jak dla mnie zbyt chaotyczne”, a z innej strony: „Doceniam tę spontaniczność, próbę uchwycenia nastroju”. Przyznacie Państwo, iż są to dwa zupełnie skrajne poglądy, czy zatem gdzieś tkwi jakiś błąd – artystyczna usterka, czy też może powierzchowność odbioru?

Według mnie, każde z tych stanowisk jest równoprawne, ponieważ sztuka powinna budzić emocje, zmuszać nas do określenia naszych indywidualnych preferencji, szukania własnych skojarzeń i asocjacji, odpowiadających naszej naturze. Niewątpliwie malarstwo Mirosława Lumy jest z jednej strony aż do bólu frenetyczne i ekspresyjne, poddające się nastrojowi chwili, notujące kompulsywnymi pociągnięciami pędzla pierwotne wrażenie, niemal jak zapis sejsmografu. Artysta postępuje jak sprawozdawca, pieczołowicie odtwarzając swe przeżycia wynikające z obserwacji otaczającego świata. Oczywiście ta relacja, chociaż odnajdziemy tu bez problemu elementy i formy natury, czasami niemal ociera się o abstrakcję, ale to już jest kwestia wyboru indywidualnego języka ekspresji.

Wielokrotnie też w czasie piątkowego wydarzenia pojawiało się określenie spontaniczność, ja dodałbym jeszcze – spontaniczność totalna. O postępowaniu, czyli „naturze natury” często mówimy, że jest nieprzewidywalna, nie kieruje się jakąś zasadą, wyrachowaną logiką, czyli po prostu zawłaszcza, eksploruje, rozkrzewia się, zdobywa bezkompromisowo nowe przestrzenie i w dążeniu do podtrzymania życia jest właśnie spontaniczna. Mirosław Luma podąża tym tropem, zbliża się do logiki flory, a o swoim malarstwie opowiada w taki oto sposób:

„Maluję ogrody, często ten sam motyw powtarzam wielokrotnie, zmieniam fakturę obrazów, poszukuję nowych kolorów. Ciągle na nowo buduję to samo, tak jak robi to natura. Raz ten sam ogród jest szary, pochmurny, raz słoneczny. Wtedy kolory są gęstsze, bardziej nasycone. Każdą formę i kolor pogłębiam, dopełniam. Nie odwzorowuję fotograficznie, ale chcę oddać esencję – świeżość natury, światło każdej pory roku, dojrzewania i pełni, odwiecznego cyklu przyrody. Chcę wciągnąć widzów w obraz, pokazać jego głębię…”

Nie pozostaje mi nic innego, tylko zaprosić Państwa do zwiedzenia tego fascynującego ogrodu, który rozkwitł przy ulicy Tumskiej 8 i doskonale może pobudzić naszą wyobraźnię.

Podziel się:

Zostaw Komentarz