Czytelnik: Debata prezydencka? Ja też mam pomysły na Płock

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Piątkowa debata prezydencka wzbudziła sporo zainteresowania wśród płocczan. Filmowa i tekstowa relacja na naszym portalu jest nadal najbardziej poczytnym materiałem ostatnich dni. Od naszego czytelnika otrzymaliśmy propozycję, w jaki sposób on wypowiedziałby się, gdyby miał odpowiadać wśród kandydatów na prezydenta.

– Z ciekawością obejrzałem całą debatę prezydencką – napisał nasz czytelnik. – Postanowiłem pokusić się o własne pomysły i opinię na tematy, przedstawione w trakcie tego spotkania. Może kogoś zainspirują? – dodał. Głos ten wydał nam się na tyle ciekawy, że publikujemy go poniżej.

Dla naszego czytelnika, priorytetem kadencji 2014-2018 powinno być ustabilizowanie wydatków. – Nie może być tak, że miasto z budżetem blisko 900 milionów zł balansuje na krawędzi upadłości. Aktualna sytuacja wygląda tak, że ponad 70% budżetu na inwestycje idzie w PR, czyli „to co każdy zobaczy zanim zagłosuje” – drogi i przystanki. Gdzie są powody, aby tu inwestować? Gdzie są powody, aby tu się osiedlić? Gdzie są powody, aby spędzić tu weekend i zostawić nam pieniądze? – pyta, kontynuując. – Doceniam to, co zrobił prezydent Milewski, który myślał „szeroko” i doceniam też „wąską” kadencję prezydenta Nowakowskiego. Dzięki temu mamy podstawy. Dalej jednak musimy już myśleć przyszłościowo. Myśleć o tym, co będzie najlepszym powodem, aby w momencie, w którym ktoś decyduje “co dalej?”, pierwszą myślą było “Płock”. Miasto atrakcyjne pod względem biznesu i rozrywki – tłumaczy. – Nie musimy się bardziej zadłużać. Możemy inwestorom zaoferować to, co mamy najlepsze. Położenie i urok tego miasta. Decydować, co nam się przyda i tak działać, aby inwestor wiedział, że nie ma lepszego miejsca dla jego biznesu, który da nam pracę dla płocczan lub rozrywkę dla mieszkańców i turystów. Więcej inicjatywy w pozyskiwaniu dużych graczy, a mniej skupiania się na widowiskowości naszych wspaniałych wiat przystankowych… – proponuje czytelnik.

Na temat relacji UMP – PKN Orlen S.A., płocczanin również ma ustabilizowane poglądy. – Orlen to firma, która liczy się w świecie i jeszcze długo nic tego nie zmieni. Walka z Orlenem to zły pomysł. Dobrym pomysłem jest dialog i określenie naszych potrzeb w zamian za potrzeby Orlenu – przekonuje. – Nie może dochodzić do takich paradoksów, jak budowanie wiaduktu za pieniądze mieszkańców, aby PKP i Orlen miały wygodniej zarabiać pieniądze. Nie może dochodzić do takich sytuacji, że Orlen ma Arenę, a w tej Arenie gra niesamowita drużyna Orlenu… za pieniądze mieszkańców plus jałmużna od koncernu. To nie fair. Nie może w końcu być tak, że kiedy wreszcie ktoś mówi głośno – jesteśmy miastem, które chce się ścigać – prezydent ucina marzenia mieszkańców i kopie doły z piaskiem, aby drużyna Orlenu startująca w Dakarze miała gdzie pohasać. Jesteśmy partnerami. Mamy kominy, mamy nowotwory, mamy bliskich na cmentarzach. W zamian mamy mieć pracę, zamożne i znane w kraju miasto. Dzisiaj nikt nie wie, gdzie jest Orlen. Za to wszyscy wiedzą, gdzie jest Petrochemia Płock. To musi się zmienić i o tym trzeba rozmawiać jak równy z równym, a nie na kolanach, jak do tej pory – pisze płocczanin.

W zakresie rozwoju gospodarczego miasta poprzez rozwój sektora MŚP i przyciągnięcie strategicznych inwestorów, czytelnik proponuje pierwszy krok, jakim jest zdiagnozowanie chorób, które targają sektorem małych przedsiębiorstw. – Podstawa to ustalenie zamożności mieszkańców. Nie może być tak, że uznajemy publicznie zarobki płocczan na poziomie średnio blisko 5000 zł. To kpina z ludzi. Żałosna bajka, w którą nie można już wierzyć. Zróbmy badanie – ile faktycznie zarabiają mieszkańcy Płocka. Pan Kowalski, jego sąsiad i sąsiadka czy pan Nowak. Jeśli okaże się, że ich budżet wynosi średnio np. 1000 zł na osobę w rodzinie – będzie cudownie. Mamy w czym rzeźbić. Obawiam się jednak, że nawet tego nie osiągniemy. W tym wypadku należy przeanalizować paletę środków, którymi dysponujemy, aby umożliwić lokalnym firmom współpracę np. z miastami partnerskimi. Jeśli jest taka potrzeba, za cenę początkowej straty w budżecie – należy ująć z podatków tym firmom, które mają jeszcze szansę rozwoju. Tym, które tej szansy już nie widzą – należy pomóc w przebranżowieniu się, oferując wsparcie w uzyskaniu szkoleń i funduszy – przedstawia swoją koncepcję mieszkaniec Płocka. – Przyciąganie strategicznych inwestorów to oczywiście ważna sprawa, ale priorytetem jest pozyskanie strategicznych odbiorców na produkty i usługi, które już płocczanie oferują – podsumowuje.

Najważniejszą inwestycją w Płocku do 2020 roku jest, według czytelnika, to co “rozpoczął kiedyś prezydent Hetkowski, a z sukcesami kontynuował prezydent Milewski”, czyli obwodnica. – Obwodnica jest niczym lep na pozyskiwanie inwestorów, oferujących miejsca pracy i dochód, a co za tym idzie, bezpieczeństwo finansowe mieszkańców – wyjaśnia. – Zbudowany z rozmachem most i drogi do niego ciągnące się od Łącka przez Ciechomice, po rondo Wojska Polskiego, to miejsce, które już zapełnia się inwestorami, jak największy w Polsce sklep dla majsterkowiczów, spory sklep sportowy, a teraz Biedronka z małą galerią handlową. To początek. Trzeba było odwagi i wizjonerstwa, aby to zrealizować, ale to było niezbędne. Nie wiem, jakim cudem prezydent Nowakowski buduje, jak twierdzi, I etap obwodnicy, skoro buduje po czterech latach zaledwie łącznik i to za pieniądze uzyskane od marszałka Struzika. Bardzo dobrze, że powstał, ale przed nami dalszy ciąg – tej prawdziwej obwodnicy i miejsc, w którym osiądzie biznes – przekonuje płocczanin. – Kolejna sprawa to nabrzeże. Straciliśmy 4 lata. Powstał już jeden z najtrudniejszych elementów wielkiego kompleksu – molo. Drogi zarówno finansowo, jak i kosztujący prezydenturę pana Milewskiego. Ale jest. Teraz należy dokończyć ten wielki projekt i sprawić, że jedyna autostrada, na którą możemy liczyć – Wisła – zacznie ściągać do nas turystów.
– Sposób finansowania inwestycji jest naturalny. To, co możemy pozyskać z dotacji i środków zewnętrznych, musimy wydrzeć, mobilizując wszystkie siły. Resztę musimy sami wypracować. Zwłaszcza, mając na uwadze, że na Orlen, jako podatnika, liczyć już nie możemy… Pomagajmy więc mikrofirmom. To są pojedyncze złotówki, których są miliony, zamiast milionów od jednego… – podsumowuje.

O współpracy UMP oraz miejskich spółek z przedsiębiorstwami z Płocka i regionu nasz czytelnik nie ma dobrego zdania. – Cena czyni cuda. Np. powoduje, że nie możemy zatrudniać lokalnych firm w przetargach, a zatrudniamy firmy zewnętrzne. Podobno mówi tak ustawa, ale czy nie można skonstruować przetargu w taki sposób, aby firma musiała dostrzec, że lokalizacja przy inwestycji jest kluczowa ze względu na czas reakcji, wynikający z warunków przetargu? Może to wyeliminuje graczy z zewnątrz? To nieuczciwe? A skąd… Nieuczciwe jest, według mnie, sformułowanie przetargu tak, że kosztem jakości dopuszczamy firmy, które wyzyskują lokalny biznes na zasadzie podwykonawców. Więcej kreatywnego myślenia, a mniej bylejakości, byle taniej i szybciej. Nie. Jeśli dzisiaj oddamy nasz rynek pracy obcym… będziemy tylko konsumentami bez dochodów. Do tego doprowadzamy – prognozuje płocczanin.

– Spółki miejskie nie mogą też być konkurencją dla lokalnego biznesu, ani utrzymywać się z pieniędzy mieszkańców. Na dzisiaj ich nazwa jest myląca. To jednostki budżetowe, które nie są nastawione na zysk. Firma ma bowiem zarabiać, a jak nie zarabia, to żadne blogowanie nie pomoże. Należy wtedy po prostu pozwolić lokalnemu rynkowi zadziałać – kończy wypowiedź nasz czytelnik.

Co sądzicie o pomysłach mieszkańca Płocka? Zgadzacie się z jego opinią, a może wręcz przeciwnie? Piszcie, czekamy na Wasze komentarze – redakcja@petronews.pl.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji