Kromka swojskiego chleba ze śmietaną, miód prosto z ula, robiony twaróg – czy może się coś równać z tymi smakami? Tym razem w Płockiej Kuchni gościmy osobę, będącą największym skarbem dla swoich wnucząt. Dzisiaj gotujemy z… babcią.

Elżbieta wspomina dzieciństwo z wielkim wzruszeniem, kiedy na jej smaki największy wpływ miała mama. Teraz, gdy sama jest już babcią, stara się w swych wnukach wyrabiać poczucie smaku. I przekazywać im to, co sama czerpała od swoich bliskich.

Jest teraz na emeryturze, chociaż czasem trudno jej w to uwierzyć, bo ma jeszcze dużo energii i chęci, aby coś robić. Pracowała 35 lat w laboratorium w Orlenie. Bardzo dobrze wspomina ten czas, bo miała bardzo ciekawą pracę oraz wspaniałe koleżanki, z którymi nadal utrzymuje przyjacielskie kontakty.

Babcia z wnuczkiem

Babcia z wnuczkiem

Jeśli tylko jest taka potrzeba, zajmuje się swoimi cudownymi wnukami: chłopcem i trzema dziewczynkami. Dotąd pamięta, jak pierwszy raz została babcią. – Było to dla mnie coś tak pięknego i dziwnego zarazem, że ja już jestem babcią… Czułam ogromne szczęście, choć i niedowierzanie, że niedawno byłam tylko mamą, a teraz jestem babcią. Potem urodziły się kolejne wnuczki. Mniej więcej rok po roku – wspomina.

– Bardzo ich wszystkich kocham i kiedy tylko mogę, staram się spędzać z nimi czas i ugotować im coś dobrego – mówi Elżbieta. –  Przy tym wszystkim pozostaje mi jeszcze sporo czasu dla siebie. Wychodzę na ciekawe koncerty, do kina czy spotykam się z koleżankami. Już szykujemy się na wyjazd w lato razem – przyznaje.

Dzieciństwo – smak jedyny w swoim rodzaju

– Był to smak kromki chleba ze śmietaną i cukrem albo ze smalcem ze skwarkami, zielone ogórki i pomidory prosto z krzaczka, cudowny czerwony barszcz oraz kluski kartoflane z serem… Pamiętam też smak robionego mięsa w słoikach, pieczonego chleba i miodu prosto z ula z białym serem, robionym przez moją babcię – z rozrzewnieniem wspomina nasza rozmówczyni.

– Na moje upodobania kulinarne wpływ miały rzadkie, a tak zapadające mi w pamięć wyjazdy z rodzicami w niedzielę do Płocka (mieszkaliśmy parę kilometrów od tego miasta). Zwiedzanie ZOO, spacery nad brzegiem Wisły. Czemu to wiążę z jedzeniem? Ponieważ rodzice zabierali nas wtedy do baru mlecznego, gdzie były pyszne pierogi czy naleśniki. Choć może pamiętam to nie tylko przez jedzenie. Mama kupiła mi wtedy cudowną lalkę golaskę, dla której mogłam szyć stroje. Bo szyłam niegdyś dla siebie, moich dzieci, koleżanek – śmieje się Elżbieta.

Kto wpłynął na jej upodobania kulinarne? – Największy wpływ na moje smaki miała moja mama – przyznaje. – Gotowała bardzo smacznie. Tak smacznie, że ja nauczyłam się gotować dopiero jak byłam dorosła. To od niej brałam głównie pomysły i inspiracje w mojej kuchni. Choć nie tylko. Niezawodne w swojej pomysłowości były również koleżanki z pracy. Wymieniałyśmy się przepisami i radziłyśmy, jak gotować – zdradza babcia.

Lubię kuchnię tradycyjną

– Oczywiście tradycyjną, polską, tylko pozbawioną sosów i tłustych potraw, za którymi nie przepadam. Jeżeli już robię sos, to bardzo delikatny, najlepiej zagęszczony mąką ziemniaczaną. Gotuję głównie ja, oczywiście. A kto je? Mąż – przyznała Elżbieta, z błyskiem w oku dodając, że jej mąż lubi jeść.

– Niejednokrotnie na obiady przychodzą moje dzieci. Często też gotuje dla moich ukochanych wnucząt. Mam ich czworo i każde lubi coś innego. Tylko wchodzą do domu, to od razu wołają, że są głodne – śmieje się babcia.

Jakie zazwyczaj robi potrawy? – Przede wszystkim zrazy zawijane, indyk lub kurczak z brzoskwiniami, rybę zapiekaną ze szpinakiem, pierogi ruskie, barszcz czerwony i rosół, a z ciast to placek drożdżowy, np. ze śliwkami, i makowiec – wymienia Elżbieta.

Co z tych wspaniałości poleci naszym czytelnikom? Wszystkim, którzy czytają PetroNews polecam pierś z kurczaka lub indyka z brzoskwiniami – mówi babcia. – Danie można podawać z ryżem. Czekam właśnie na moje wnuki, choć zapewne pierwsze, co będą chciały zjeść, to makowiec – śmieje się. – Albo będą szukały cukierków po szafkach. Muszę je chować, bo córka się denerwuje. Ale jak mam im odmawiać, jak tak ładnie proszą. Po obiadku, oczywiście – dodała babcia czterech wnucząt. – Cukierki dam im po czymś pożywnym – kończy z błyskiem w oku.

Babcia gotuje swojej rodzinie, wnuczętom, po prostu z serca, nie z przymusu. A one to czują. Sama słyszałam, jak mówiły: – Nałóż tego więcej, babciu. I nie obraź się mamo, ale no wiesz, u babci wszystko lepiej smakuje…

  • babcia_kurczak_brzoskwinieSkładniki:

    • 2 podwójne piersi z kurczaka (lub jedna mała z indyka)
    • 4 cebule
    • puszka brzoskwiń
    • 2 łyżki miodu
    • 0,5 łyżeczki chili.
    • sól

    Przygotowanie:

    Piersi z kurczaka pokroić, lekko zbić i posolić. Obtoczyć w mące i lekko obsmażyć na oleju.

    Na tym samym tłuszczu podsmażyć cebulę, pokrojona w półtalarki. Następnie dodać miód i chili. Układać w żaroodpornym naczyniu najpierw pierś, potem cebulkę i w końcu pokrojone brzoskwinie. To wszystko polać sokiem z brzoskwiń. Całość zapiekamy 40 minut w temperaturze 180 stopni. Smacznego!

 

Podziel się:

Zostaw Komentarz