Adam Mieczykowski na szlaku: Narty i muzyka – dwie pasje połączone na szczycie Alp

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Każdy z nas pewnie marzy o tym, żeby w wolnym czasie wyjechać gdzieś, w znane lub nieznane tereny, na łono natury czy do luksusowego hotelu, w gorące kraje z piaszczystą plażą albo na chłodne łono Antarktydy… Gdzie podróżuje Płock? Jakie miejsca w pobliżu naszego miasta polecają nasi rozmówcy? Zapraszamy na kolejny odcinek nowego cyklu „Płock na szlaku”, w którym gości Adam Mieczykowski.

Oprócz muzyki, kocha… góry. Potrafi o nich mówić z taką pasją, że aż dech zapiera. Jak z rękawa sypie barwnymi opowieściami o nartach, widokach i trasach zjazdowych. Artystyczna dusza odzywa się w Adamie Mieczykowskim podczas pobytu w Alpach, na Mazurach i na trasie do Skępego.

Dziedzina, którą zajmuje się na co dzień bohater naszej rozmowy, to muzyka. – Wypełnia mi praktycznie cały czas, jest to też dziedzina, która wymaga ciągłej pracy nad sobą i doskonalenia warsztatu, próby, koncerty, indywidualne ćwiczenia, trudno tu o dodatkowe zainteresowania – wtajemnicza nas w swój zawód. Adam Mieczykowski, oprócz dyrektorowania płockiej orkiestrze, jest muzykiem perkusistą, menadżerem kultury oraz doktorem nauk muzycznych, a co za tym idzie, uczy innych w szkole muzycznej.

ALPY PRZYWIEZIONE W… APARACIE

Dyrektor orkiestry nawał zajęć na co dzień uatrakcyjnia sobie aktywnym wypoczynkiem, którego jest zwolennikiem. – Zimą narty, latem windsurfing, a całym rokiem rower. Wynika zatem z tego, że zima to moja ulubiona pora roku. Każdą wolną chwilę staram się spędzić na stokach. Sezon zaczynam już w październiku na austriackich lodowcach, a kończę na początku maja – tłumaczy pan Adam.

Na nartach nauczył się jeździć stosunkowo niedawno, jak sam mówi z uśmiechem: – Uczyłem się przy okazji nauki jazdy na nartach Wiktora [syn Adama Mieczykowskiego – przyp. red.]. Zaczynali razem w Beskidzie Żywieckim, do czasu, kiedy przez przypadek dyrektor orkiestry poznał grupę zapalonych narciarzy, którzy jeździli na alpejskie stoki, aby nacieszyć się sportem, który kochają.

– Byłem pod takim wrażeniem, że zamiast jeździć na nartach… stałem i podziwiałem widoki. Muszę się przyznać, że podczas tego pierwszego wyjazdu zrobiłem ponad 300 zdjęć – wyznaje z uśmiechem. – Po tym krótkim czterodniowym wypadzie wiedziałem już, że mam nową pasję – narty. Zapalonym narciarzem jest też mój syn, którego coraz bardziej „kręci” freeride [jazda poza wyznaczonymi trasami – przyp. red]– śmieje się. I chociaż z takim zachwytem pan Adam opowiadał nam o swojej pierwszej podróży w Alpy, okazuje się, że nie była to najwspanialsza podróż, którą wspomina.

A.Mieczykowski6 (Kopiowanie)

Fot. archiwum prywatne Adama Mieczykowskiego

KONCERTY NA… SZCZYCIE

Ta, która wryła się głęboko w pamięć, i o której może mówić, i mówić to: – Wyjazd na narty do Ischgl – przyznaje. – To, według mnie, obecnie najlepszy ośrodek narciarski w austriackim Tyrolu. Leżące w dolinie Poznaun Ischgl ma ponad 90 procent tras narciarskich, na wysokości ponad 2000 metrów nad poziomem morza, co daje gwarancję śniegu przez cały sezon, który trwa tutaj od końca listopada do początku maja – zaczyna swoją opowieść. – Ważnym atutem Ischgl jest połączenie z sąsiednim szwajcarskim ośrodkiem Samnaun. Tutejszy skipass uprawnia do poruszania się po 238 km tras, po obu stronach granicy. Ale największą międzynarodową sławę Ischgl zdobył dzięki wyjątkowej ofercie Apress – Ski, którego kwintesencją jest hasło reklamowe ośrodka: „Ischgl – Relax if you can”. To właśnie tutaj odbywają się koncerty na stokach, gdzie na gigantycznej scenie, na wysokości 2000 m. n.p. m, można uczestniczyć w koncertach największych gwiazd – teraz już rozumiemy, dlaczego akurat tę podróż wspomina najlepiej. Połączyła dwie jego pasje – muzykę i narty.

– W ubiegłym roku koncert Robbiego Williamsa zgromadził tam 10 tys. ludzi, w tym roku wystąpiła top grupa „30 Seconds to Mars”. Wrażenie jest niesamowite, jak w pewnym momencie stoki narciarskie pustoszeją i wszyscy fantastycznie się bawią na śniegu pod sceną – naszemu rozmówcy wyraźnie błyszczą oczy na samo wspomnienie nietypowych koncertów.

Fot. archiwum prywatne Adama Mieczykowskiego

Fot. archiwum prywatne Adama Mieczykowskiego

Ale to nie koniec wspomnień, które w dyrektorze zostawił niezapomniany pobyt w Ischgl. – Mimo, że do tej miejscowości ściągają tłumy narciarzy i snowboardzistów z całej Europy i nie tylko, obszar oddany im do dyspozycji jest tak ogromny, że nawet w sezonie wyciągi i trasy nie są specjalnie zatłoczone – opowiada. – Niezbyt zaawansowani miłośnicy szusowania mają w całym ośrodku do dyspozycji 38 km tras, które pozwalają zwiedzać znaczną część tutejszych terenów. Jednak, aby móc w pełni docenić urok tras Ischgl, przydają się lepsze umiejętności narciarskie. Nadmienię tylko, że aż 60 procent tras oznaczonych jest kolorem czerwonym. Zaawansowani narciarze naprawdę mają się gdzie tutaj wyszaleć. „Czerwona” jest między innymi najdłuższa trasa w Ischgl – „Elevent”, ten jedenastokilometrowy zjazd wiedzie z Greitspitze – 2872 m.n.p.m przez Idalp, aż do samej doliny w Ischgl. Różnica wysokości to 1470 metrów! – tłumaczy emocjonalnie.

– Duże wrażenie za pierwszym razem zrobiła na mnie „Czarna trasa 14 a”. Kto stanie na jej szczycie i spojrzy w dół, nie będzie miał wątpliwości skąd ta nazwa – śmieje się. – Trasa ma 70-procentowy spadek i aby ją przygotować, ratrak musi być wyciągany na specjalnej linie, inaczej nie utrzymałby się na stromiźnie – wyjaśnia pan Adam.

MĄDRE RADY PO…NIEMIECKU

– Będąc w Ischgl, koniecznie trzeba wybrać się na nartach do leżącego po drugiej stronie granicy Samnaun. To okazja do bezcłowych zakupów markowych zegarków, perfum czy alkoholi. Wiedzie tam długa „czerwona” osiemdziesiątka, prowadząca starym szlakiem przemytników, stąd jej nazwa Schmugglerrunde – plastycznie opowiada Adam Mieczykowski. Ale zachwalając alpejską miejscowość, przy okazji tym, którzy chcieliby ją odwiedzić, doradza: – Znalezienie noclegu w samym Ischgl bywa bardzo trudne i drogie. Dlatego lepiej poszukać kwater w dolinie i dojechać do Samnaun od szwajcarskiej strony. Dodatkową atrakcją jest wjazd po krętych serpentynach nad malowniczymi przepaściami i wykutych w skałach tunelach, w których mieści się tylko jedno auto – wyjaśnia.

Fot. archiwum prywatne Adama Mieczykowskiego

Fot. archiwum prywatne Adama Mieczykowskiego

– Można także skorzystać z sieci skibusów, które są bardzo dobrze skomunikowane z miejscowościami w dolinie. W ostatnich kilku latach zjeździłem większość najbardziej znanych ośrodków w Salzburgerlandzie i Tyrolu, i zdecydowanie mogę polecić ten skiregion – zachwala. – Latem też jest tam co robić, bo to znakomite miejsce dla rowerzystów, którzy chcą zmierzyć się z prawdziwymi górskimi ścieżkami, mając jednocześnie przed sobą niesamowite uroki – zachęca naszych Czytelników.

Na pytanie, czy podróże kształcą, muzyk odpowiada krótko i bez chwili namysłu: – Faktycznie tak jest, ale tylko wtedy, gdy poznajemy nowe miejsca, nowych ludzi, musimy być ciekawi świata – uśmiecha się tajemniczo. Trochę znamy naszego rozmówcę i wiemy, że na pewno jest ciekawy świata i ludzi, co nam potwierdza. – Zdecydowanie lubię nowe miejsca. Lubię zmiany, nawet jeśli wracam do tych samych miejsc, to staram się chociaż zmienić otoczenie, miejsce noclegu czy okolicę. Uwielbiam poznawać nowych ludzi, szukać nowych miejsc – wyznaje.

– W życiu, na co dzień musimy powtarzać często te same czynności, więc jeśli tylko jest okazja, to szukam odmiany – uzasadnia. Jedak, jak twierdzi, zupełnym jego przeciwieństwem jest żona Maria, która lubi podróżować w miejsca dobrze jej znane. – Mamy urokliwie położony domek na Warmii i tam latem lubimy razem wracać, tak więc wychodzi na to, że czasami wracam w to samo miejsce – śmieje się.

A jak Adam Mieczykowski radzi sobie w zagranicznych wojażach ze znajomością języka? – Po niemiecku radzę sobie wystarczająco dobrze, więc austriackie stoki nie stanowią dla mnie problemu. Poza tym angielski dziś to już standard i w ostatnim czasie intensywnie nadrabiam zaległości, myślę, że z dobrym skutkiem – wyznaje.

Fot. archiwum prywatne Adama Mieczykowskiego

Fot. archiwum prywatne Adama Mieczykowskiego

PARALOTNIĄ Z… INTERNETEM

Bez jakiej rzeczy w podróży nie może się obyć dyrektor orkiestry? – Nie ruszam się nigdzie bez naładowanego telefonu z dostępem do Internetu – przyznaje.

Austria, Szwajcaria, Europa – te kraje wymienia nasz rozmówca jednym tchem, a blisko Płocka, które miejsca najchętniej odwiedza? – Polecam jednodniowy wypad do Skępego, najlepiej na rowerach. Trasa z Płocka liczy właśnie około 50 kilometrów, wiedzie przez brudzeńskie lasy, to tak około 3 godzin jazdy w jedną stronę. Trasa nie jest wymagająca, ma dwa niewielkie podjazdy, które nikomu nie powinny sprawić większych trudności. Na miejscu malowniczo położone nad Jeziorem Wielkim sanktuarium, klasztor Ojców Bernardynów czy malowniczy rynek, potem obiad w zajeździe „Mihałufka” i można wracać – obrazowo przybliża nam trasę do Skępego.

A co z wycieczką marzeń, gdzie pojechałby Adam Mieczykowski gdyby wygrał w lotto? Wyraźnie rozbawia pana Adama to pytanie, bo śmieje się i mówi: – O, szanse mam raczej niewielkie, gdyż nie gram w lotto – wyjaśnia, a za chwilę dodaje: – Jest tyle pięknych miejsc na świecie, które mógłbym zobaczyć, że aż trudno jest się zdecydować. Ale myślę, że najpierw zafunduję sobie… lot paralotnią – z lotu ptaka lepiej widać piękno świata – kończy rozmowę.

Oczywiście panu Adamowi życzymy podniebnych podróży paralotnią oraz wielu koncertów na… stoku w Ischgl.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Artykuły sponsorowane w PetroNews.pl


Warto Przeczytać


Ostatnie Informacje